migi-79
13.05.08, 23:08
Otóż moje ,kochane,małe dziecko,nie wiem jakim sposobem,zrzuciło na
siebie komodę z pełnymi szufladami.Wyszłam tylko na chwilę do
kuchni,a tu hałas i krzyk dziecka.Jak weszłam to o mało nie dostałam
zawału jak zobaczyłam pochyloną komodę i Julcie pod szufladami.W
panice po zrzucałam z niej szuflady i nie wiedziałam co dalej,co
sprawdzić i czy w ogóle mogę ją dotykać.Nie wiedziałam co mam
robić.Zadzwoniłam po męża bo sama byłam w szoku,że mogło coś się jej
stać poważnego.Po chwili położyłam małą aby ją obejrzeć i dotykałam
aby sprawdzić co ją boli.Na szczęście nic się nie stało,ma tylko
małego guza na czole.Krótko nawet płakała,bardziej się chyba
wystraszyła.Za to ja się popłakałam i dłonie i nogi trzęsły się
jeszcze pół dnia.Nie wiem dlaczego tak się stało,zawsze tam
zaglądała i wyciągała wszystko z szuflad i nigdy bym nie
przypuszczała,że może się przechylić.Mąż stwierdził po przybyciu,że
górne szuflady zrobiły przeciążenie i wszystko bujnęło się do
przodu.Na szczęście jakiś dobry aniołek nad nią czuwał i nie
pozwolił aby coś się stało.Ale to co ja przeżyłam,to ciężko mi mówić
do tej pory.Już wszystko sobie wyobraziłam,że coś połamała,że kant
szuflady rozbił jej głowę,ojej nawet nie chcę myśleć.Teraz boję się
jej zostawić choć na moment,nie wiem kiedy moje obawy teraz znikną,a
w domu trzeba robić.Byłyśmy dziś u lekarza i przy okazji
opowiedziałam o naszym incydencie i poprosiłam aby ona ją
obejrzała,ale nie zrobiła tego i powiedziała tylko,że senność lub
wymioty mogą świadczyć o czymś poważnym.Teraz ciągle się przyglądam
małej czy wszystko w porządku.