Dodaj do ulubionych

Muzykanci z miasta Bremy

IP: *.eranet.pl 27.09.07, 23:03
moze ktos potrafie doslownie przetlumaczic ten kawalek tekstu. Literackie
tlumaczenia juz mam. Barzo prosze.
Es war einmal ein Mann, der hatte einen Esel, welcher schon lange Jahre
unverdrossen die Säcke in die Mühle getragen hatte. Nun aber gingen die Kräfte
des Esels zu Ende, so daß er zur Arbeit nicht mehr taugte. Da dachte der Herr
daran, ihn wegzugehen. Aber der Esel merkte, daß sein Herr etwas Böses im Sinn
hatte, lief fort und machte sich auf den Weg nach Bremen. Dort, so meinte er,
könnte er ja Stadtmusikant werden.

Als er schon eine Weile gegangen war, fand er einen Jagdhund am Wege liegen,
der jämmerlich heulte. "Warum heulst du denn so, Packan?" fragte der Esel.

"Ach", sagte der Hund, "weil ich alt bin, jeden Tag schwächer werde und auch
nicht mehr auf die Jagd kann, wollte mich mein Herr totschießen. Da hab ich
Reißaus genommen. Aber womit soll ich nun mein Brot verdienen?"

"Weißt du, was", sprach der Esel, "ich gehe nach Bremen und werde dort
Stadtmusikant. Komm mit mir und laß dich auch bei der Musik annehmen. Ich
spiele die Laute, und du schlägst die Pauken." Der Hund war einverstanden, und
sie gingen mitsammen weiter.

Es dauerte nicht lange, da sahen sie eine Katze am Wege sitzen, die machte ein
Gesicht wie drei Tage Regenwetter. "Was ist denn dir in die Quere gekommen,
alter Bartputzer?" fragte der Esel.

"Wer kann da lustig sein, wenn's einem an den Kragen geht", antwortete die
Katze. "Weil ich nun alt bin, meine Zähne stumpf werden und ich lieber hinter
dem Ofen sitze und spinne, als nach Mäusen herumjage, hat mich meine Frau
ersäufen wollen. Ich konnte mich zwar noch davonschleichen, aber nun ist guter
Rat teuer. Wo soll ich jetzt hin?"
_____________________________________
Był sobie kiedyś człowiek, który miał osła. Osioł ów niezmordowanie nosił
worki do młyna. Lecz w końcu skończyły się siły osła, nie nadawał się już do
pracy. Jego pan myślał by go oddać, lecz osioł spostrzegł, że jego pan ma coś
złego na myśli, uciekł i ruszył w drogę do Bremy. Zamierzał zostać tam
miejskim muzykantem.

Gdy szedł już chwilkę, znalazł na drodze psa myśliwskiego, który żałośnie wył.
„Czemuż to tak wyjesz?” zapytał osioł.

„Ach”, powiedział pies, „Stary jestem, z każdym dniem słabszy, nie mogę już
chodzić na polowania. Mój pan chciał mnie zastrzelić, więc wziąłem nogi za
pas. Ale jak mam zarobić na chleb?”

„Wiesz co”, rzekł osioł, „idę do Bremy i będę tam miejskim muzykantem. Chodź
ze mną, będziemy tam razem muzykować. Ja będę grał na lutni, a ty będziesz bił
w bębenek.” Pies przystał na to i poszli dalej razem.

Nie trwało długo, a zobaczyli kota, jak siedzi na drodze, twarz miał jak trzy
dni niepogody. „Cóż ci się przydarzyło, wąsaczu?” zapytał osioł.

„A kto się cieszy, gdy go kołnierz dusi”, odpowiedział kot. „Jestem już stary,
zęby mam tępe i lepiej mi za piecykiem siedzieć i się bawi niż za myszami
ganiać. Moja pani chciała mnie utopić. Udało mi się uciec, ale nie wiem, co
począć dalej. Dokąd teraz iść?”
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka