d.o.s.i.a
15.05.06, 23:29
Dziwna sprawa z tym moim angielskim. Uczylam sie go od zawsze (jakies 8 lat
mialam jak zaczelam, teraz mam 29), trzy lata temu zdalam nawet CPE, mieszkam
od pol roku w Stanach, pracuje w amerykanskiej firmie, jezyka uzywam na
codzien. Niby wszystko rozumiem, niby slownictwo duze, niby zero problemow w
rozmowie na kazdy temat, a co jakis czas lapie sie na tym, ze mam problem z
czyms zupelnie trywialnym. Z jakims najprostszym wyrazeniem typu "ide do
sklepu", albo "jak dojdziesz do ulicy takiej i takiej skrec w prawo"
(ostatnio stworzylam wrecz jakas wielce ciekawa konstrukcje slowno-
gramatyczna, zeby komus wskazac droge), a juz zupelnie wpadam w panike jak
mam wybrac miedzy "in, at, on". No po prostu jak jakis glupek. Ostatnio to
juz sie zastanawiam, czy w ogole glos zabierac, bo raz po raz jak cos palne
to mi slabo.
Z czego to sie bierze, jak myslicie? Czy to moze wina systemu, w jakim bylam
nauczana - slaby kontakt z jezykiem mowionym, brak "treningu" w zwyklych,
codziennych sytuacjach?
No bo nawet myslalam, zeby sie zapisac na angielski metoda Callana dla
poczatkujacych :))