tesla.n
11.02.10, 12:33
Pani Barbaro! Wiem że czytuje pani to forum regularnie, nie raz
szukała pani w firmie autorów nie do końca przychylnych pani
poczynaniom wątków. Szukała po to, by ich spacyfikować. Temu tu
właśnie zapytam - dlaczego pani kłamie? A pytam publicznie bo i pani
publicznie kłamie, w dzisiejszym Naszym Dzienniku.
Wbrew rysowanemu przez panią w tej gazecie obrazowi (
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20100211&id=po01.txt
), radio pod pani i pana Mirosława rządami nie było ostoją prawa i
porządku, nie było drugim domem z rodzinną atmosferą. Było prywatnym,
zdominowanym przez kumoterstwo pani otoczenia dworem, służącym do
napychania kieszeni tegoż dworu i pacyfikowania tych, co do tego
dworu nie należeli. Było radio źródłem prymitywnej partyjnej
propagandy formacji prawicowych, że tak przypomną chociażby historię
zawieszenia dziennikarzy, którzy niedostatecznie entuzjastycznie
relacjonowali prowadzoną przez komisarza Schabieńskiego lustrację
patrona Teatru Dramatycznego. Byłow końcu radio miejscem wielu bardzo
wątpliwych i dwuznacznych sytuacji finasowych, że tak wspomnę o
dwukrotnych studiach podyplomowych prezesów, braku jednoznaczego i
precyzyjnego systemu wycen, horendalnych pensji niektórych wydawców,
czy sytuacji w której wydawca wpierw zleca a później wycenia pracę
własnego małżonka. Ale tymi historiami niech zajmują się fachowi
audytorzy, ewentualnie prokurator.
Ja piszę tu natomiast w zupełnie innej sprawie. Pani Barbaro, tak się
pani afiszuje ze swoim przywiązaniem do wartości chrześcijańskich, do
Polski, na każdym kroku pokazuje pani jak wielką jest patriotką.
Ale od kiedy to chrześcijanin i patriota łże? Od kiedy to Polak w
swoim postępowaniu wyznaje leninowską zasadę że "cel uświęca środki"?
Powie pani, że to chamskie pytania? To ja przytoczę jeden cytat z
tekstu w ND :
"- Chcieliśmy wejść do rozgłośni. Wówczas strażnik nie chciał nas
wpuścić, tłumacząc, że musi o zgodę zapytać Michała Lisowskiego.
Połączono z nim prezesa Bielawskiego, a p.o. prezes zarządu
powiedział, że odmawia nam wejścia na teren spółki. To wszystko
działo się przy świadkach - relacjonuje Barbara Bojaryn, zawieszona
wiceprezes. - W historii naszej rozgłośni nie było takiej sytuacji,
nawet byli prezesi zawsze mieli prawo wejść do radia. Coś takiego nie
zdarzało się nawet w stanie wojennym - dodaje.
To ja pani przypomnę dwa zdarzenia: Pierwsze z czasów gdy objęła pani
wraz z panem Mirosławem władzę w radiu, zakazując wstępu na jego
teren poprzedzającemu panią dyrektorowi programowemu Tomaszowi
Piotrowskiemu. Nie pamięta już pani? To proszę odstawić masło, bo
było to raptem trzy lata temu.
Druga z historii jest znacznie świeższa i rozegrała się przed
zaledwie kilkoma miesiącami a dotyczyła zwolnionej przez zarząd
kadrowej RB, pani Hanny. Zwolnionej zresztą, według sądu pierwszej
instancji, niesłusznie. Otóż gdy po wygranym procesie pani Hanna
weszła na teren rozgłośni, nie kto inny jak właśnie pani, pani
Barbaro, wyprowadziła ją stamtąd za łokieć, krzycząc że nie ma tu
wstępu.
Te informacje prześlę do Naszego Dziennika i pana Adama Białousa,
kóry napisał dzisiejszy tekst w tej Gazecie. Ponieważ jednak znam jej
"wiarygodność" nie liczę na sprostowanie, czy pogłębienie tematu.
Temu też zresztą piszę tutaj. Żeby nie uszło pani na sucho.
Owszem, to co po prezesa zrobił wam kilka dni temu jest mało
eleganckie. Ale nie jest w historii tej firmy niczym nowym i
potwierdza prawdziwość przysłów o noszeniu wilka, urywających się
uszach dzbanów i kopaniu dołków. Na niewinnego nie trafiło.
Owszem, ekipa która obecnie instaluje się w radiu jest ekipą
jednoznacznie polityczną, ale nie wymienia żadnych aniołków, tylko
dokładnie taką samą bandę. Jedne polityczno-kumoterskie łobuzy
wygryzają z intratnego interesiku innych łobuzów. Nie jesteście
żadnymi męczęnnikami słusznej sprawy.
I wciąż pozostaje cień nadziei, że nowa patologia będzie od patologi
starej jednak nieco mniej uciążliwa, nieco, jeśli to w ogóle możliwe,
uczciwsza.