Opera Bałtycka z Ariadną na Naxos w Warszawie

10.06.10, 15:48
Odwiedziła Warszawę Opera Bałtycka, pokazując m. in. Ariadnę na Naxos Ryszarda Straussa. Słyszałem wcześniej, że to dobre przedstawienie, więc wczoraj stawiłem się w Teatrze Narodowym.

Prolog był bardzo dobry. Ariana Chris jest świetnym Kompozytorem, śpiewa i gra w napięciu, mocno, ekspresyjnie. Pozostali uczestnicy scenicznych przygotowań do opery w operze dobrze wykonali swoje role. Wyróżnił się Ryszard Ronczewski w mówionej roli Majordomusa, dobrze otworzyła partię Zerbinetty Aleksandra Buczek. Świetnie zagrała Primadonnę Katarzyna Hołysz, paradując na niebotycznych obcasach i pokazując fochy diwy. Uwspółcześnienie inscenizacyjne dokonane przez Marka Weissa (dekoracje, kostiumy, trupa Zerbinetty jako zespół popowy) obroniło się bardzo dobrze.

Gorzej było pod niektórymi względami z Operą. Niestety, po raz setny znaleźliśmy się - to znaczy Ariadna znalazła się - w szpitalu psychiatrycznym. Weiss długo i wzniośle tłumaczy ten pomysł w programie, ale realizacja na scenie obnaża pustkę. Przede wszystkim Ariadna w domu wariatów to dublowanie obrazem tego, co jest w tekście, sama mówi o pomieszaniu zmysłów i obserwujący ją pozostali bohaterowie mówią o tym samym. Niepotrzebny jest szpital psychiatryczny jako jedyne miejsce, w którym możliwe jest spotkanie popu i wielkiej muzyki, niepotrzebne jest pokazywanie, że z takiej mieszanki robi się dom obłąkanych (tak mówi Weiss). Za dużo tych autorskich interpretacji naraz, za dużo dorabiania ideologii do wytartej sztuczki inscenizacyjnej. Najłatwiej jest dramat umieścić w psychiatryku, wszystko jest wtedy dopuszczalne. Tandeta.

Na dodatek zdarzyły się też żenujące gesty i grepsy. Jakaś zabawa w pozorowaną kopulację, jakieś chwytanie Bachusa za przyrodzenie, basen szpitalny jako uniwersalny rekwizyt itp. Niesmak.

Napisałem o tym wszystkim na początku, żeby sobie już tym głowy nie zawracać pisząc o muzyce. Hołysz wykonała partię Ariadny pięknie, przejmująco, pokazując mnóstwo barw głosu i duże zróżnicowanie dynamiki. To Ariadna na najwyższym poziomie, którą chętnie usłyszałaby publiczność każdego z wielkich teatrów operowych. Bardzo dobrze towarzyszyła jej Buczek w karkołomnej partii Zerbinetty. Bartłomiej Misiuda, Paweł Skałuba, Piotr Lempa i Adam Zdunikowski ładnie wykonali partie postaci commedia dell'arte, a Anna Fabrello, Monika Fedyk-Klimaszewska i Anna Mikołajczyk były dobrymi nimfami. Tylko Patrick Bladek jako Tenor/Bachus odstawał od wysokiego poziomu - głos ma zduszony, brzmi jak siłą powstrzymujący się przed fortissimo tenor wagnerowski. Orkiestra pod dyrekcją Jose Marii Florencio zagrała trudną partyturę nieźle.

Mimo zastrzeżeń był to udany wieczór. Śpiewu tak pięknego, jaki pokazała Katarzyna Hołysz nie zaćmi ani marny partner, ani kiepskie pomysły inscenizatora.
Pełna wersja