Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza

20.09.10, 23:40
Nowo powstająca społeczna inspekcja podlaskich restauracji pod roboczą nazwą "Inspekcja
Wielkiego Smakosza" ogłasza nabór społecznych inspektorów .
Zapisy proszę zgłaszać poniżej w wątku .
Na prezesa klubu , a zatem głównego inspektora proponuję osobę Wojciecha Koronkiewicza .
    • w.koronkiewicz Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 21.09.10, 09:44
      przykro mi, ale muszę odmówić. w najbliższych miesiącach czeka mnie kilka wyjazdów zagranicznych i nie mogę brać na siebie jakichkolwiek zobowiązań.
      obiecuję natomiast, że jak coś ciekawego w wielkim świecie zobaczę do jedzenia lub co bardziej prawdopodobne picia , to przywiozę i spotkamy się kiedyś jesiennego wieczoru przy stole i pochylimy nad kieliszkiem wina z Toskanii. znam kilka lokali, gdzie chętnie nas w podobnym celu ugoszczą.
      tymczasem działajcie samodzielnie i wypełniajcie ankiety. wzór w komentarzach do artykułu z cyklu zaczynamy tydzień.
      wątek ten natomiast proponuję poświęcić kulinarnym odkryciom. nop.
      wczoraj pod opałkiem widziałem, ze babcie sprzedają juz opieńki i zielonki. nadszedł czas jesiennych grzybów! ale uwaga, to już grzyby ostatnie. śpieszmy się, bo następne będą dopiero za rok.
      obrodziły mi na działce dynie. chętnie się podzielę. polecam zupę dyniową na mleku z zacierką. dynię sprawdza się też jako zagęszczacz sosów. dusimy mięso i zamiast robić zasmażkę z mąki (ciężkostrawna), do garnuszka z mięsem wrzucamy pokrojoną w kostkę dynię. ta się rozgotowuje i naturalnie zagęszcza nam sos.
      jasne, ze przypalona mąka smakuje inaczej, ale próbowaliście sos dyniowy?


      • stach.konwa Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 21.09.10, 09:56
        Bardzo dobra jest także zupa krem z dyni, którą można przyrządzać w wersjach łagodnej i pikantnej; warta polecenia jest też dynia merynowana. Natomiast w czarnym okresie stanu wojennego miałem (nie)przyjemność skosztować dżemu z dyni (pojawiał się też w sklepach dżem z marchewki) i było to akurat dość przykre doświadczenie kulinarne. A co do grzybów- właśnie zjadłem smażoną kanię. Pychota.
      • zwoleja.pl Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 21.09.10, 10:00
        Przykrość wielką w serca Pan nam wlewasz funkcji naczelnego Inspektora odmawiając. Ale rozumiem, że podróże zagraniczne to duże wyzwanie i tuszę, że podczas tych podróży nowego kulinarnego doświadczenia Pan nabędziesz i którym nie omieszkasz później się z nami podzielić. Wino w Toskanii przednie a wypicie butelki np. Chianti pośród gajów oliwnych i innych zamorskich cyprysów zapada głęboko w pamięci jak ciężki kamień w studni. I czarnego kura Pan pozdrów koniecznie. :)
        • w.koronkiewicz Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 23.09.10, 19:16
          zaprosiłem dziś żonę do lokalu na rogu Podleśnej i Świętojańskiej. kilka razy byłem tu z córką i pamiętałem, że mają świetną lasagne i w dodatku niesamowicie szybko potrafią obsługiwać. a zależało nam na czasie.
          i niestety. lokal jest sympatyczny. panie niezwykle uprzejme. wybór potraw jak to w rasowej pizzerii. do tego fajne wina w przystępnych cenach. ale niestety czekaliśmy i czekaliśmy.
          zamówiłem spaghetti alla carbonara i nie bardzo kumam, dlaczego spaghetti musi gotować się tak długo? w tym samym czasie, kiedy makaron się gotuje, można trzy razy podsmażyć boczek i starkować parmezan czy pecorino.
          tymczasem goście, którzy przyszli po nas już dawno dostali swe pizze i zamawiali kawę. jakieś znajomości trzeba tam mieć?
          skoro realizacja tak długo trwa, wypadałoby ostrzec klientów, lub zafundować im darmowe czekadełko. widziałem chlebek czosnkowy, widziałem na stołach smakowe oliwy, nie widziałem tylko dobrych chęci. a szkoda. bo naprawdę ten lokal lubiłem.
          • bogo2 Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 23.09.10, 19:49
            no wiesz co.. !!!?
            nastepnym razem zamow pizze i kawe. i bez znajomosci sie obejdzie... i cie obsluza w trti-mi -ga.... tosser....!!!

            w.koronkiewicz napisał:
            > tymczasem goście, którzy przyszli po nas już dawno dostali swe pizze i zamawial
            > i kawę. jakieś znajomości trzeba tam mieć? (...)
            • shiva772 Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 23.09.10, 21:16
              Czekanie na głodniaka to jedno z najbardziej frustrujących zajęć. W zeszłym roku w centrum Budapesztu w luksusowej restauracji czekaliśmy z dwójką dzieci ... 1,5 godziny. Rekord świata, dzieci dostały hysia a my skrętu kiszek. Kelnerzy mieli nas dość a w końcu w napadzie złości chcieliśmy wyjść. Za to, gdy już podjechały dania...warto było czekać, takich specjałów od tamtego czasu nie jadłam. Czasem warto ;)
          • zwoleja.pl Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 23.09.10, 22:02
            Zakładam, że restauratorzy czytają forum i wiedzą jakiego suprajsa na nich kręcimy. A może Panie Wojtku, to było tak?
            Obsługa lokalu najwyraźniej się przestraszyła, że oto naczelny Inspektor IWS osobiście złożył wizytę w lokalu. Najpierw zdenerwowana kucharka przesoliła potrawę. Wszystko trafiło do kosza i trzeba było po raz drugi kluchy gotować. W drugim podejściu ktoś nie dopilnował i makaron rozgotował się na cacy. Dopiero trzecie podejście było właściwie i spaghetti po wielkich trudach trafiło w końcu na stół. :)
            • ojciec_virgiliusz Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 24.09.10, 18:10
              Pan "Zwoleja", jak widze, ma za pazucha rozne siurpryzy a jedna z nich jest nadanie tytulu Generalnego Smakosza bialostockiego czyli (GS) - b., panu Koronkiewiczowi.
              Zbieznosc skrotu G.S., z innym znanym skrotem wzietym z "gminnej Spoldzielni", jest jak najzupelniej przypadkowa.
              Pisze zatem tych pare uwag do sztambucha p. Koronkiewiczowi by sobie nie wyobrazal, ze bycie "Generalnym Smakoszem", czy "Wielkim Smakoszem", to ot - takie sobie zabawy dorastajacych chlopcow.
              Odwrotnie!
              To twardy kawalek chleba.
              A to z kilku wzgledow.
              Polska, historycznie, to taki zakatek w srodku Europy skupiajacy dosc sporo ludzi niezwykle kulturalnych. I na ten przyklad, nawet w tak rzadkiej materii jaka jest smakoszostwo, dorobila sie swoich gourmetow na najwyzszym, bo swiatowym, poziomie.
              Wezmy chociaz-by slynnego, przedwojennego Warszawiaka Franca Fiszera.
              Smakosz wysmienity, a przy okazji koryfeusz literatury polskiej; niemal wszyscy polscy pisarze przedwojennej Polski wspominaja jak po wspolnej uczcie z Francem nieodmiennie zjawiala sie u nich zwiewna a piekna - wena.
              A ile musi zniesc sam zoladek takiego gourmeta?
              Przeciez trudno zalozyc by w restauracji gdzie trafi Wielki Smakosz od razu dowiadywali sie o tym wszyscy, lacznie z pomocnikiem kucharza, ktory wyciaga kartofle i pomidory z piwnicy.
              I dlatego do zoladka WS-a czesto-gesto trafia a to zgnile jajo a to pomidor gdzie czerwona skorka ukrywa w srodku czarna, gnilna, zrakowaciala - maz (zet z przecinkowym znakiem nad). Nie wspomne juz o nadgnilym miesie "czyszczonym" trzykrotnym cyklem zmywarki do naczyn. Restauratorzy maja tysiace trickow na to by wcisnac niczego nie podejrzewajacym klientom wszystkie swoje resztki i jeszcze wziasc za to kase.
              Jak dlugo zoladek takiego gormeta zniesie taki zmasowany atak zdesperowanych kelnerow, ktorym restaurator grozi obcieciem premii jezeli nie wypchna wszystkiego co sie tam po kuchni wala?
              A jak finansowac gourmetowe zamilowania?
              Ano wlasnie, wielki Franc Fiszer przejadl caly swoj rodowy majatek dosc wczesnie a potem z czystego szacunku dla niego samego wszyscy restauratorzy warszawscy nie brali pieniedzy od biesiadnikow stolu gdzie on zasiadal.
              I to im sie oplacalo! I to bardzo. Gdyz gazety warszawskie pilnie donosily gdzie to ostatnio chodzi wielki Franc. To wystarczylo. Bo Franc nie lubil gdy jakis chciwy restaurator probowal z niego robic franca i czestowal winem zwietrzalym badz kwaskowatym, dajac tym samym sygnal innym, ze u restauratora kutwy niema czego szukac.
              ...
              Czy pan Koronkiewicz podola legendzie nawet w malym, bialostockim, wymiarze?
              Ja tam mu zycze jak najlepiej.
              • morfeusz_1 Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 24.09.10, 22:22


                Gdzie można dostać śledzie w oleju i piątą wodę po kisielu ???
              • shiva772 Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 24.09.10, 23:23
                Ziutek napisał:
                Wezmy chociaz-by slynnego, przedwojennego Warszawiaka Franca Fiszera.
                > Smakosz wysmienity, a przy okazji koryfeusz literatury polskiej;
                ------------------------------------------------------------------------------------------------------
                Jak można być koryfeuszem literatury polskiej niczego nie napisawszy? Poza tym koryfeuszem nie można być przy okazji. Fiszer był gadułą, domorosłym filozofem, człowiekiem wrażliwym a przy tym bywalcą lokali. BTW, oprócz "Na rogu świata i nieskończoności" polecam "Cyganerię z Udziałowej".
                • ojciec_virgiliusz Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 25.09.10, 19:12
                  "Shivo", slowo "koryfeusz" to w przeciwienstwie np., do Korybanta czy innego Korydona (zdurnialego z milosci mlodzienca), oznacza "znakomitosc".
                  Czlowieka wybitnego.
                  Np., najslawniejszy polski tancerz wszechczasow - Nizynski (choc po zwiazaniu sie z Diagilewem Rosjanie uwazaja go za "swojego"), tez byl koryfeuszem. I to swiatowym. Tylko, ze sztuki tanca.
                  A jak nie uwazac za znakomitosc literatury kogos, kto jedzac smakowitosci, najpierw karmil swoj umysl najlepszymi ingredientami; potem umysl mu sie odwdzieczal znakomitym intelektem by po chwili rozpalic lune prawdziwej sztuki rozjasnianej co rusz - blyskotliwymi starciami slownymi.
                  Muza poetow i pisarzy czyli natchnienie czyli Wena (tworcza), wymaga bowiem ultra oswietlenia iskrami intelektu. I wielcy polscy mistrzowie piora miedzywojnia (jak chocby Skamandryci), wiedzieli doskonale, ze Wena zajmowala zawsze jedno z miejsc przy stole Fiszera.
                  Slowem, to nie przypadek, ze nazwisko znanego polskiego gourmet'a Franca Fiszera, ktory choc nie napisal ksiazki, jest zarowno w historii filozofii Tatarkiewicza jak i w slowniku pisarzy polskich Kolakowskiego.
                  Poprostu, niegdysiejsi wybitni Polacy, jakby latwiej dawali sobie rady z konwenansami i mieli jaja by swych pogladow, wbrew konwenansom, bronic.
                  I Bogu dzieki, ze przynajmniej w historii mielismy intelektualnych smialkow.
                  • shiva772 Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 25.09.10, 20:11
                    Inaczej rozumiem pojęcie "korfeusz". Dla mnie to człowiek który nadaje jakiejś dziedzinie ton, jest jej twórcą - trendsetterem, człowiekiem który sam wymyśla i jest pierwowzorem. Z tego co o Francu czytałam to raczej taki nie był. Ale to już nie ważne, ta dyskusja to takie piernikalia - pierniczenie o interpretacji pojęcia "korfeusz". Dla mnie oto takie jest samo "hławne" wyjaśnenie:

                    Koryfeusz,

                    1) Przodownik chóru w teatrze greckim. Rola koryfeusza łączy się z dytyrambem, gdyż w tej pieśni wyodrębnił się przodownik chóru, intonujący dytyramb, kierujący śpiewem i tańcem. Stąd w starożytnej Grecji wyraz koryfeusz nabrał znaczenia „wybitny, przodujący”;

                    2) obecnie stopień w hierarchii tancerzy w balecie klasycznym, oznaczający tancerza na czele mniejszej grupy;

                    3) człowiek wybitny, czołowa postać w jakiejś dziedzinie, znakomitość (koryfeusz nauki).
                    • competer1 Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 25.09.10, 20:38
                      Koro pisał o narożnej pizzerii naprzeciw filharmonii i ma całkowitą rację. Swego czasu było szybko, smacznie i oryginalnie. Teraz jest tylko smacznie, chociaż kilka rzeczy z menu wypadło. Do awantur o czas obsługi personel już przywykł. Podobno trochę "na kuchni się zmieniło" i teraz pozostaje tylko czekać i czekać i czekać.....
                      • shiva772 Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 25.09.10, 21:15
                        To ja polecam miejsce gdzie się wcale długo nie czeka (a jedzenie podbnie "skomplikowane" jak spaghetti ) - Pierogarnia na Żelaznej (choć podbno to ulica Waszyngtona). Pierogi pierwsza klasa, co niedziela jakieś specjalne odmiany pierogów - np. z łososiem albo z jagnięciną - cena przyzwoita, obsługa ekspresowa i najważniejsze dobre żarełko. Jest półka z książkami i kącik zabaw dla dzieci. Szkoda, że właściciel nie zadbał o to żeby można tam było bez problemu trafić - pierwsza nasza wizyta w tym lokalu rozpoczęła się od objechania całego osiedla i wypytywania przechodniów, gdy w końcu po wielu perypetiach tam trafiliśmy nie byliśmy najmilszymi klientami. Niemniej jednak polecam gorąco bo pierożki świetne!
                        www.bialystokonline.pl/lokale.php?catid=1&id=358&strona=1
                        • madii1 Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 25.09.10, 22:18
                          To ta sama pierogarnia, która była na Artyleryjskiej, czy właściciele otworzyli drugi lokal?
                          • shiva772 Re: Klub - Inspekcja Wielkiego Smakosza 25.09.10, 22:25
                            Ta sama. Na artyleryjskiej już pierogarni nie ma.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja