Z pałą do następnej klasy. Zmiany w promocji uc...

16.06.11, 09:07
Juz teraz szkoly wychowuja kretynow. Nie chce myslec co bedzie jak ci wlasnie przepychani z pala do nastepnej klasy beda zdawac "mature". :) :) :) Beda tam pytania typu: "Kto jest kompozytorem V symfonii Beethovena" :) :) :) Gratuluje dobrego samopoczucia debilom ktorzy zarzadzaja naszym szkolnictwem.
    • mppmpp Z pałą do następnej klasy. Zmiany w promocji uc... 16.06.11, 09:57
      @amrik,
      Chciałem napisać to samo.
      Dodam, że jak ta fala "kształconych inaczej", stanie się inżynierami, lekarzami lub nauczycielami, to zrobi się strasznie! Właściwie, to już można zaobserwować... Szkoda, bo mieliśmy całkiem dobry system. Ciekawym, komu to przeszkadzało?!?
      • bulbiakos Re: Z pałą do następnej klasy. Zmiany w promocji 16.06.11, 10:02
        Święta prawda, już teraz mamy pseudoinżynierów i lekarzy, którzy nie mają pojęcia o wykonywanym zawodzie lub mają je marne. Potem się dziwią, że drogi pękają, a w serwisach nie mają pojęcia o naprawianym sprzęcie. No ale cóż, tylko tak dalej a kadra będzie na poziomie kretyna.
    • s.crivener 'przepychactwa' ciąg dalszy 16.06.11, 09:59
      Ciekawe, czy jeszcze za mojego życia dojdziemy do tego, że w szkołach publicznych żeby przejść z klasy do klasy trzeba będzie BEZWZGLĘDNIE zaliczyć chociaż jeden przedmiot na ocenę co najmniej 2 bo inaczej... no, coś się może stać. A dzieci bogatych i inteligentnych po staremu będą posyłane do szkół o opinii zamordystycznych i rygorystycznych oraz na liczne korepetycje (w Korei Płd. rząd wprowadził ustawowy zakaz udzielania korepetycji po godzinie 22) a potem żurnaliści będą ubolewać nad poziomem, wykluczeniem, nieprzygotowaniem itd podczas gdy politycy będą świętować zwiększanie się wskaźnika 'szkolaryzacji' (czy 'scholaryzacji') po włączeniu do obowiązku szkolnego dzieci od lat 2 oraz psy i koty domowe.
      • cehaem Re: 'przepychactwa' ciąg dalszy 16.06.11, 10:19
        Skoro tak sie doskonale znasz na edukacji i pedagogice, powinienes wiedziec, ze pozwalanie uczniom krecic "rundke honorowa" do niczego nie prowadzi, jesli nie jest polaczone z odpowiednia opieka ze strony nauczyciela. Jesli ktos mial juz raz powazne problemy z matematyka, to miec je bedzie nadal - ponowne przerabianie materialu nic nie da. W dodatku utraci kontakt z dotychczasowym srodowiskiem i wejdzie w nowe, w ktorym raczej trudno mu sie bedzie odnalezc. Wszystko to prowadzi do jeszcze wiekszej frustracji szkola i nauka.

        Ten "warunek" to nieglupi pomysl. Pod warunkiem, ze uczen otrzyma dodatkowa opieke. Od samego przepchniecia do kolejnej klasy jego wyniki sie nie polepsza.
        • s.crivener Re: 'przepychactwa' ciąg dalszy 16.06.11, 10:54
          Zgoda, że mechaniczne 'przeczołganie' ucznia jeszcze raz przez ten sam materiał nie musi dać dobrych wyników, jednak daje szkole chociaż szansę na podjęcie ponownej próby nauczenia tego czego raz nauczyć się nie udało - czy obie strony podejdą do tego twórczo i indywidualnie zależy od szkoły i ucznia oraz warunków, które spowodowały problem. Jednak jeśli pozwoli się uczniowi przejść dalej to jaka gwarancją, że tym razem uda mu się lepiej, gdy ma nowy materiał do nauczenia (z anonsu nie wynika, że szkoła ma obowiązek zindywidualizować podejście do tego ucznia). Myślę, że spór mdz nami rodzi się z innego rozłożenia akcentów - ty martwisz się o psychiczne skutki odsiadki, ja, możliwe że niesłusznie, przykładam do nich mniejszą wagę, martwiąc się o poziom wiedzy. To ostatnie wydaje się zresztą prawdziwą kością niezgody - mam wrażenie, że zatraciliśmy porozumienie na temat tego czego należy uczyć i czego bezwzględnie wymagać. Poza tym, zastanawiając się nad kosztami psychicznymi obstawania przy raz przyjętym regulaminie (oblałeś - powtarzasz klasę), czy nie zapominamy o tych na których jeszcze nasze nawoływania robią wrażenie, tzn. na tych którzy się pilnie uczą - czy nie wyjdą na łajzy i mięczaków?
          • cehaem Re: 'przepychactwa' ciąg dalszy 16.06.11, 19:00
            > Zgoda, że mechaniczne 'przeczołganie' ucznia jeszcze raz przez ten sam materiał
            > nie musi dać dobrych wyników, jednak daje szkole chociaż szansę na podjęcie po
            > nownej próby nauczenia tego czego raz nauczyć się nie udało - czy obie strony p
            > odejdą do tego twórczo i indywidualnie zależy od szkoły i ucznia oraz warunków,
            > które spowodowały problem.

            Tego samego mozna sprobowac nie wyrywajac go ze swojego otoczenia.

            > ia (z anonsu nie wynika, że szkoła ma obowiązek zindywidualizować podejście do
            > tego ucznia). Myślę, że spór mdz nami rodzi się z innego rozłożenia akcentów -
            > ty martwisz się o psychiczne skutki odsiadki, ja, możliwe że niesłusznie, przyk
            > ładam do nich mniejszą wagę, martwiąc się o poziom wiedzy.

            Ja sie tak samo martwie o poziom wiedzy, bo wiem, jaka role w jej zdobywaniu gra komfort psychiczny.

            > ie na temat tego czego należy uczyć i czego bezwzględnie wymagać. Poza tym, zas
            > tanawiając się nad kosztami psychicznymi obstawania przy raz przyjętym regulami
            > nie (oblałeś - powtarzasz klasę), czy nie zapominamy o tych na których jeszcze
            > nasze nawoływania robią wrażenie, tzn. na tych którzy się pilnie uczą - czy nie
            > wyjdą na łajzy i mięczaków?

            Wychodza na dobrych uczniow, ktorzy maja dobre oceny i nie musza sie pod koniec roku stresowac grozaca pala. To malo?
        • wacek654 Re: 'przepychactwa' ciąg dalszy 20.06.11, 16:09
          Pieniądze to powinniśmy wydawać na najlepszych.Głąbami zajmiemy się gdy Polska już nie bedzie w kryzysie.A z kryzysu nie wyciągną nas głąby.
          • s.crivener Re: 'przepychactwa' ciąg dalszy 20.06.11, 17:00
            Prawdziwy romantyk z ciebie - ostatni raz kiedy takie poglądy na człowieka dominowały w dyskursie socjologicznym i filozoficznym to zdaje się przed 1850, co czyni cię jednego z ostatnich wielkich polskich romantyków - dziwne, przyznasz, w kontekście twojej emocjonalnej filipiki przeciwko 'głąbowstwu' i nieuctwu.
    • lmblmb Nareszcie! 16.06.11, 10:03
      Nareszcie wartościowy uczeń, np. przyszły inżynier, nie będzie musiał się stresować historią Rewolucji Francuskiej lub moralnością Dulskiej.

      Są pewne rzeczy, które pewnych ludzi nigdy nie zainteresują i udawanie, że można je uczniom wpoić to właśnie to: udawanie.
      • wwredny Re: Nareszcie! 16.06.11, 10:17
        lmblmb napisał:

        > Nareszcie wartościowy uczeń, np. przyszły inżynier, nie będzie musiał się stres
        > ować historią Rewolucji Francuskiej lub moralnością Dulskiej.
        hahaha zdecyduj sie - albo wartosciowy uczen albo glupek bez pojecia o historii czy literaturze.
        • cehaem Re: Nareszcie! 16.06.11, 10:25

          > hahaha zdecyduj sie - albo wartosciowy uczen albo glupek bez pojecia o historii
          > czy literaturze.

          Fajnie jest miec pojecie o literaturze - nie mylic prosze z preferowana w polskich szkolach "encyklopedystyczna" forma jej wykladania. Tj. kto w ktorym roku co napisal. Przerabiajac w roku 10 lektur i wiecej nie sposob zrozumiec ich tresci.
          • s.crivener Re: Nareszcie! 16.06.11, 11:04
            Pytanie po co się to robi. Według mnie aby dać uczniom pojęcie o zmieniającym się kształcie świadomości odciśniętym w kulturze. Aby to pokazać potrzebne jest zakorzenienie w historii bo inaczej utwory czy zjawiska kulturowe zatracają swoje rzeczywiste kształty i współczesny czytelnik nie tyle czyta ku zrozumieniu i powiększeniu wiedzy i świadomości, co 'przypisuje' współczesne sensy zjawiskom historycznym - niczego nowego się nie nauczy, bo wszędzie widzi siebie.
            Tak jak wydajesz się proponować mają anglicy ale oni odpuszczają sobie studiowanie historii kultury czy świadomości i mają raczej zajęcia z interpretacji literackiej - bardzo szczegółowe, ale wąskie i pozbawione świadomości umiejscowienia w całości. Poza tym też na to plują, bo narzekają, że to nuda robić te same dwie powieści przez cały rok.
            • cehaem Re: Nareszcie! 17.06.11, 09:38
              s.crivener napisał:

              > Pytanie po co się to robi. Według mnie aby dać uczniom pojęcie o zmieniającym s
              > ię kształcie świadomości odciśniętym w kulturze. Aby to pokazać potrzebne jest
              > zakorzenienie w historii bo inaczej utwory czy zjawiska kulturowe zatracają swo
              > je rzeczywiste kształty i współczesny czytelnik nie tyle czyta ku zrozumieniu i
              > powiększeniu wiedzy i świadomości, co 'przypisuje' współczesne sensy zjawiskom
              > historycznym - niczego nowego się nie nauczy, bo wszędzie widzi siebie.
              > Tak jak wydajesz się proponować mają anglicy ale oni odpuszczają sobie studiowa
              > nie historii kultury czy świadomości i mają raczej zajęcia z interpretacji lite
              > rackiej - bardzo szczegółowe, ale wąskie i pozbawione świadomości umiejscowieni
              > a w całości. Poza tym też na to plują, bo narzekają, że to nuda robić te same d
              > wie powieści przez cały rok.


              Gdy mysle o polskim sposobie wykladania literatury w szkolach zawsze przypomina mi sie krytyka Nietzschego wzgledem historii (w jego czasie w szkolach srednich wykladano prawie tylko starozytna pod plaszczykiem filologii klasycznej). Polskich uczniow tak samo karmi sie kilogramami pulpetow niepotrzebnej wiedzy, ktora nigdy nie bedzie kompletna i jest oderwana od zycia. Po co uczniowi wiedza o zwiazkach Reja z owczesna literatura, czy do przekazania podstaw romantyzmu potrzeba przewalkowania 10 lektur?

              Utwor literacki staje sie wtedy wartosciowy, gdy rozpatrywany jest pod wzgledem jego zwiazku z zyciem. Autor w swoim dziele przeciez wlasnie opisuje ludzkie problemy i rozterki. To wlasnie dzieki nim uczen moze rozwinac swoje horyzonty. Z przewalkowania calego dorobku Brechta, umiejscowienia go w historii niemieckiej literatury i teatru uczen nie bedzie czerpac zadnej korzysci poza garstka encyklopedycznej wiedzy, ktora i tak rychle zapomni. A tymczasem taki "Dobry czlowiek" to bardzo zyciowe dzielo, ktore konfrontuje czytelnika z czyms, z czym mamy do czynienia na codzien, a wiec jak i czy mozna byc porzadnym czlowiekiem w swiece, w ktorym ten, ktory nie rozpycha sie na sile lokciami, ryzykuje podstawy swej egzystencji.

              Wiedza powinna przygotowywac do zycia - takze duchowo. Zakuwanie nurtow literackich czy sprawdzanie czytania lektur przez pytania typu "jaki kapelusz miala Lecka na glowie".

              Do tego dochodzi jeszcze jedna korzysc - uczen uczy sie pracy nad tekstem, nad jego doglebnum zrozumieniem. Z tym akurat polski uczen/student ma wielkie problemy.
              • s.crivener Re: Nareszcie! 17.06.11, 13:08
                Czy mi się wydaje, czy też postulujesz, że czas już abyśmy zaczęli zapominać fragmenty historii kultury? Wydaje mi się, że dotychczasowe programy miały na celu budowanie wspólnotowej świadomości kultury, narodowej i zachodnioeuropejskiej (stąd chyba tendencja do dotknięcia wszystkiego w historii co miało jakąkolwiek wartość). Jeśli damy przyzwolenie na fragmentaryczność przekazu, prawdopodobnie w końcu zostaniemy zmuszeni przez uruchomione przez to mechanizmy do zadowolenia się wyborem, na którym potencjalnie ciążyć będzie opinia aktualnych decydentów na temat tego co jest dziś aktualne a co nie. Po pierwsze, może zmienić to humanistykę w zbrojne ramię utwierdzania władzy, a po drugie, i ważniejsze, może doprowadzić do skarlenia przekazu kulturalnego - oddając taki instrument w ręce najróżniejszych nauczycieli oraz polityków, musimy się liczyć z tym, że uczynią go najbardziej dogodnym swoim interesom. Dlatego obawiam się pomysłów manipulowania nauczaniem humanistyki. Pytanie zatem do ciebie - chcesz ograniczenia nauczanych treści, czy też uczynienia ich bardziej reprezentatywnymi dla zjawisk z historii kultury? Chcesz wyrzucić Reja czy Prusa czy znaleźć jakieś teksty, które celniej ilustrowałyby zjawiska które obecnie są uczone przez odwołanie do tych dwu?
                • lmblmb Mieć, nie być. 17.06.11, 15:30
                  s.crivener napisał:

                  > Pytanie zatem do ciebie - chcesz ograniczenia nauczanych treści, czy też uczynienia ich
                  > bardziej reprezentatywnymi dla zjawisk z historii kultury? Chcesz wyrzucić Reja czy Prusa
                  > czy znaleźć jakieś teksty, które celniej ilustrowałyby zjawiska które obecnie są uczone przez
                  > odwołanie do tych dwu?

                  Pytanie nie jest skierowane do mnie, ale jeśli pozwolisz:
                  Moim zdaniem w polskiej kulturze humanizmu jest zbyt wiele. Prowadzi to do sytuacji, w której człowiek dąży do tego, żeby "być", zamiast żeby "mieć". Nie sugeruję, że należy dążyć jedynie do "mieć", ale chciałbym widzieć w tym sensowne proporcje. Moim zdaniem są one w polskiej kulturze poważnie zachwiane. To nie "być" stworzy lekarstwo na raka.
                  • s.crivener Re: Mieć, nie być. 17.06.11, 21:42
                    Prawdę mówiąc to sam nie mam pewności. Z jednej strony, lekarstwo na raka i tym podobne - bardzo ważne. Z drugiej strony, mam wrażenie, że to nieprzerwanemu i powszechnemu dyskursowi humanistycznemu a nie technokratom zawdzięczamy fakt, że powoli ale jednak potrafimy pozbyć się kolejnych demonów, które umysł ludzki tworzy. Zjawiska społeczne są w nieskończoność, pokolenie za pokoleniem, obrabiane krytycznie (oczywiście w dłuższej perspektywie) i przetwarzane na doświadczenie społeczne z którym konfrontuje się następne pokolenia itd - wydaje mi się, że to w wymiarze narodowym czy europejskim, ważny czynnik, który prędzej czy później przekłada się na jakość życia.
                    • lmblmb Re: Mieć, nie być. 18.06.11, 17:36
                      s.crivener napisał:

                      > Prawdę mówiąc to sam nie mam pewności. Z jednej strony, lekarstwo na raka i tym
                      > podobne - bardzo ważne. Z drugiej strony, mam wrażenie, że to nieprzerwanemu i
                      > powszechnemu dyskursowi humanistycznemu a nie technokratom zawdzięczamy fakt,
                      > że powoli ale jednak potrafimy pozbyć się kolejnych demonów, które umysł ludzki
                      > tworzy. Zjawiska społeczne są w nieskończoność, pokolenie za pokoleniem, obrab
                      > iane krytycznie (oczywiście w dłuższej perspektywie) i przetwarzane na doświadc
                      > zenie społeczne z którym konfrontuje się następne pokolenia itd

                      Nie mam pretensji do tej części kultury. Takimi rzeczami zajmują się humaniści-profesjonaliści, i chwała im za to. To, co uważam za przesadę to stawianie w szkole na równi np. analizy literatury z umiejętnościami logicznego myślenia. Nie łudźmy się, są osoby, które nie lubią i nie polubią czytania, są osoby które pozostaną ślepe na Gogha czy Dali'ego, i od tego świat się nie zawali. Gorzej jest, jeśli osoba biorący kredyt w CHF nie rozumie, że wpada w ryzyko zmian kursu walutowego. Takie jest życie.

                      > - wydaje mi się , że to w wymiarze narodowym czy europejskim, ważny
                      > czynnik, który prędzej czy później przekłada się na jakość życia.

                      Jak wyżej, proponuję takie sprawy zostawić specjalistom, uczniów jedynie wyczulić na te sprawy, ale nie wszystkich męczyć rytmem wiersza czy pięknem baletu.


                      (do trolli: nie piszę o sobie, sam sztukę cenię)
                      • bogo2 cos ci sie pomylilo...:)! 18.06.11, 22:29

                        lmblmb napisał: (...)
                        Marudzę, więc jestem - motto Polaków.
                        • lmblmb Skoro nie potrafisz... 19.06.11, 00:34
                          ...nie pchaj się na afisz.

                          Mówiąc po polsku, pędź kolego, bo nie masz nic do dodania.
                      • s.crivener Re: Mieć, nie być. 19.06.11, 18:18
                        Mam wrażenie, że tak już było - w średniowieczu. Nauka pełna zarezerwowana dla elit i nauka zawodu oraz umiejętności i cnót praktycznych dla reszty. Obecna szkoła wyrosła chyba z ducha sprzeciwu wobec takiej filozofii. Jeśli chodzi o analizę literacką to nie zgadzam się - precyzyjnie osadzona w kontekście historycznym jest równie ścisła i wymaga równie rygorystycznego myślenia co matematyka. Dodatkowo, jeśli studiuje się ją w formie pisania 'pracy na temat,' uczy również rygoryzmu w budowaniu wypowiedzi. Moja praktyka zawodowa wydaje się wskazywać, że im bardziej pogłębiona wiedza tym bardziej logiczna i 'naturalna'. I odwrotnie, im bardziej uproszczona, tym bardziej ma postać arbitralnego nakazu - macie się uczyć czy rozumiecie czy nie (najczęściej nie, i to włączając nauczyciela).
                        Jeśli umysł ma wejść w dorosłość wyćwiczony to musi być różnorako ćwiczony. Wiedza powinna być poszerzana a nie ograniczana do samej praktyki i zabawy bo na wyjściu otrzymujemy osobę o nikłej wiedzy o świecie, ludziach, możliwych relacjach mdz nimi i problemach charakterystycznych dla bycia człowiekiem. Nie wiem czy wszyscy we wszystkich szkołach od razu się tym zachwycą albo znajdą dla tego praktyczne zastosowanie ale uważam, że społeczeństwo za pośrednictwem szkoły powinno próbować z każdym, każdemu dać szansę a nie arbitralnie decydować co dla elit a co dla mas. I przy wyborze treści nie słuchałbym uczniów bo nie dysponują jeszcze doświadczeniem pozwalającym odróżnić ważne od nieważnego. Wiadomo, że w pewnym wieku parcour bardziej imponuje niż zrozumienie Hamleta czy wiedza o geografii regionu Pacyfiku. Jako rodzic będę żądał od szkoły aby udostępniła moim dzieciom jak najwięcej wiedzy, przede wszystkim książkowej - praktyczną wiedzą o tym jak korzystać z autobusu czy kredytu zajmę się sam albo dziecko samo się zorientuje jeśli się je właściwie wychowa. Jeśli chodzi o CHF, to mam kredyt od 5 lat i nadal jest on najtańszy. Jeśli zaś chodzi o to, żeby nie pożyczać więcej niż się jest w stanie spłacać to cóż - szkoła tu nic nie pomoże bo to paradoks dawania dobrych rad: mądry nie potrzebuje a głupi nie skorzysta.
                        • lmblmb znajdźmy w końcu sensowne proporcje 21.06.11, 09:11
                          s.crivener napisał:

                          > Mam wrażenie, że tak już było - w średniowieczu. Nauka pełna zarezerwowana dla elit

                          Przesadzasz.

                          > Obecna szkoła wyrosła chyba z ducha sprzeciwu wobec takiej filozofii.

                          Polska chyba ;)

                          > Jeśli chodzi o analizę literacką to nie zgadzam się - precyzyjnie osadzona w
                          > kontekście historycznym jest równie ścisła i wymaga równie rygorystycznego
                          > myślenia co matematyka.

                          Nauki humanistyczne odciągają ludzi od tego, co ważne: nauki (w sensie anglosaskim, "science" nie zawiera humanistycznych). Popatrz jak wiele osób w Polsce studiuje ~logie, naiwnie wierząc, że to ustawi ich na rynku pracy. Czy to tylko wina ich naiwności, czy nadmiaru przedmiotów humanistycznych w szkole? Przecież część przedmiotów inżynierskich nie jest wcale taka trudna czy nudna, ale w polskiej kulturze absolwentów tychże stygmatyzuje się.

                          Przy okazji, matematyka per se nie jest zbyt przydatna, i wcale nie uczy logicznego myślenia. Moim zdaniem (fizyk) jest zbyt oderwana od rzeczywistości i wcale nie dziwi mnie, że zniechęca uczniów do nauk ścisłych. Nawet na wydziale fizyki próbowali z nas zrobić matematyków, co wspominam bardzo nieprzyjemnie.

                          > Jeśli umysł ma wejść w dorosłość wyćwiczony to musi być różnorako ćwiczony.

                          Wybacz, ale to cytat żywcem z renesansu. Praktyka krajów bardziej od nas rozwiniętych pokazuje, że w polskiej szkole brakuje praktycznego podejścia do życia.

                          > Wiedza powinna być poszerzana a nie ograniczana do samej praktyki

                          Ponownie, stwierdzenie prosto z renesansu, który jeszcze strząsał z siebie średniowiecze. Większość społeczeństwa nie musi być wszechstronnie wykształcona (kosztem innej, ukierunkowanej wiedzy).

                          > bo na wyjściu otrzymujemy osobę o nikłej wiedzy o świecie, ludziach,

                          Sam też ze smutkiem przyjmuję fakt, że bogaty świat składa się z prymitywów, którzy nie mają wiedzy o niczym, ale różni nas to, że ja ten fakt akceptuję. Nie zaklinam rzeczywistości.

                          > problemach charakterystycznych dla bycia człowiekiem.

                          Po co przeciętnemu człowiekowi zagadnienia filozoficzne? On ma je dostać na tacy, a nie dochodzić osobiście, bo to kosztuje dużo czasu. Czasu, który można by przeznaczyć na te "badania rakowe".

                          > Nie wiem czy wszyscy we wszystkich szkołach od razu się tym zachwycą albo znajdą dla tego
                          > praktyczne zastosowanie ale uważam, że społeczeństwo za pośrednictwem szkoły po
                          > winno próbować z każdym, każdemu dać szansę a nie arbitralnie decydować co dla
                          > elit a co dla mas.

                          Nie ma czasu i pieniędzy, żeby każdemu zapewnić takie wychowanie, które pozwoli mu rozwijać się i samemu znaleźć drogę. Większość nie ma ani ochoty, ani mózgu na takie rzeczy, a poza tym nie ma sensu w każdym pokoleniu wyważać drzwi od nowa.

                          > Wiadomo, że w pewnym wieku parcour bardziej imponuje niż zrozumienie
                          > Hamleta czy wiedza o geografii regionu Pacyfiku.

                          Oba są potrzebne konkretnie do czego? Zacznijmy w końcu odróżniać hobby od nauki. Fajnie jest wiedzieć, że pięciolatek atakujący ojca to Edyp, ale ponownie, raka to nie wyleczy.

                          Muszę dodać, że nie jestem za całkowitym odsunięciem "dodatków" (jak w Ameryce Północnej), ale znajdźmy w końcu sensowne proporcje.

                          > Jako rodzic będę żądał od szkoły aby udostępniła moim dzieciom jak najwięcej wiedzy,

                          A ja żądam jak najwięcej umiejętności, wiedzę zapewniając samemu. Mój syn nie przeczytał nawet połowy książek, które ja przeczytałem, ale ja nie zostałem lekarzem, a on ma szansę, bo skupia się na celu, nie na książkach. Obecna szkoła zapewnia odpowiednią mu wiedzę i umiejętności. W naukach ścisłych jest od polskiej średniej 20% lepsza, a 10% gorsza w przedmiotach humanistycznych.

                          I tak właśnie moim zdaniem powinna wyglądać szkoła.

                          > przede wszystkim książkowej - praktyczną wiedzą o tym jak korzystać z autobusu czy kredytu zajmę się sam

                          Wybacz, ale nie mamy wystarczającej wiedzy, żeby przekazać to, co potrzebne. Bo w nowoczesnym społeczeństwie potrzeba dużo więcej, niż my wiemy.

                          > paradoks dawania dobrych rad: mądry nie potrzebuje a głupi nie skorzysta.

                          Kilka linii wyżej piszesz, że szkoła powinna być egalitarna, nie elitarna, pod czym się podpisuję. Porażka polskiej kultury to właśnie ignorowanie najgorszych idiotów, którzy potem robią Polsce "reklamę". Kraje rozwinięte dużo lepiej sobie radzą z wychowaniem "totalnych kiepów".



                          Dodatek dla trolli i "haterów": jestem naukowcem, ale nie gardzę humanizmem, bo wychowałem się w tzw. "rodzinie inteligenckiej". Nie zaklinam jednak rzeczywistości, widzę co się dzieje dookoła, stąd takie, a nie inne opinie o szkolnictwie (i naukach humanistycznych).
                  • bogo2 chcesz sie zalozyc...? 18.06.11, 22:39
                    to "być" stworzy lekarstwo na raka.
                    to "miec" potem to sprzeda, jak zawsze...! jak aspiryne...

                    lmblmb napisał: (...)
                    >To nie "być" stworzy lekarstwo na raka.
                    >
                    >
                    • lmblmb van Gogh z ciebie nie będzie 19.06.11, 00:37
                      bogo2 napisał:

                      > to "być" stworzy lekarstwo na raka.
                      > to "miec" potem to sprzeda, jak zawsze...! jak aspiryne...

                      Twoje głupio-mądre dywagacje są fascynujące.

                      Zapewne, jak zwykle w takich przypadkach, są efektem chemii lub choroby psychicznej. Ale nie łudź się, van Goghiem nie zostaniesz.
    • noel1 Z pałą do następnej klasy. Zmiany w promocji uc... 16.06.11, 10:13
      Nauczycielom ciągle podnosi się poprzeczki odnośnie kształcenia i dokształcania.Wielu z nauczycieli ma po kilka fakultetów., zaliczonych po kilkadziesiąt kursów, teczki wypchane osiągnięciami. Pracują nad różnyi projektami, konkursami , olimpiadami, i wieloma pierdołami potrzebnymi i niepotrzebnymi. Im więcej nauczyciele poświęcają uczniom tym uczniowie mniej czasu poświęcają na naukę, a tu dodatkowo taki prezent. Nie trzeba mieć tytuły naukowe i ministerialne, żeby tą zależność zauważyć. W tym przypadku nauka im zaszkodzila. Wniosek - naukowcy wziąść się do solidnej roboty z uczniami i studentami , a nie bujać w obłokach.
    • led47 Z pałą do następnej klasy. Zmiany w promocji uc... 16.06.11, 11:26
      Po co jakieś oceny ? Wystarczy 50% obecności w szkole aby zaliczyć klasę. Ocenami tylko stresują naszą dzielna młodzież, wiadomo przecież, że nadmiar informacji szkodzi...
    • staryrys48 Z pałą do następnej klasy. Zmiany w promocji uc... 16.06.11, 13:04
      Patrząc na głupi pysk pani minister, nie dziwi mnie taka decyzja. Jak za cara, podwładny ma być głupi, i tak samo wyglądać.
    • adam81w Wychowujemy idiotów! 16.06.11, 23:26
      To jest oburzające. Co to będzie za poziom teraz? Nikt się nie będzie starał bo po co? Mena powaliło. Młodych Polaków nie uczy się historii (mniej godzin) za to pseudouczy się języków obcych tak, żeby młody Polak umiał za granicą przyjąć zamówienie w makdonaldzie.
      • bogo2 a co w tym zlego...? lepszy polak, co przyjmie 17.06.11, 15:41
        zamowienie w makdonaldzie, niz ten, co wywali krowie oczy ...
        i recepture bitwy pod grunwaldem wyjawi...:)

        adam81w napisał:
        (..). Młodych Polaków nie uczy się historii (mniej godzin) za
        > to pseudouczy się języków obcych tak, żeby młody Polak umiał za granicą przyjąć
        > zamówienie w makdonaldzie.
        • shiva772 Re: a co w tym zlego...? lepszy polak, co przyjmi 17.06.11, 22:25
          Historia to nie tylko receptura Grunwaldu :) Historia to przede wszystkim zrozumienie tego o co chodzi na świecie: zrozumienie historii równa się zrozumienie tego dlaczego jestem w tym a nie innym miejscu w społeczeństwie, dlaczego nie mam autostrad w moim kraju i dlaczego mój dziadek mieszka w Polsce a ja w Australii. Zrozumienie historii = mniej frustracji i większa świadomość (ot choćby polityczna).
          • cehaem Re: a co w tym zlego...? lepszy polak, co przyjmi 18.06.11, 16:28
            Tylko ze w polskich szkolach nie uczy sie historii, pozwalajacej na zrozumienie swiata dzisiejszego, tylko faszeruje glowy uczniow tonami dat i osob z domieszka bogoojczyznianosci.
            • bogo2 pilka w twoim korcie shiva 772...:)! 18.06.11, 21:59
              cehaem napisał:

              > Tylko ze w polskich szkolach nie uczy sie historii, pozwalajacej na zrozumienie
              > swiata dzisiejszego, tylko faszeruje glowy uczniow tonami dat i osob z domiesz
              > ka bogoojczyznianosci.
            • shiva772 Re: a co w tym zlego...? lepszy polak, co przyjmi 19.06.11, 12:42
              cehaem napisał:


              Tylko ze w polskich szkolach nie uczy sie historii, pozwalajacej na zrozumienie
              > swiata dzisiejszego, tylko faszeruje glowy uczniow tonami dat i osob z domiesz
              > ka bogoojczyznianosci.
              ----------------------------------------------------------------------
              To ci się pomieszało z religią bracie :)
              Nie wiem skąd takie wnioski o lekcjach historii. Uczesz sam a moze jesteś uczniem? Najważniejsze jest zrozumienie przyczyn i skutków, daty są w tej chwili ograniczone do minimum - mniej wiecej po to żeby się odnaleźć w konkretnym stuleciu np. Polska pierwszych Piastów - 966, 1000, 1138. Wiesz kiedy i od czego sie zaczęło, potem wchodzimy w progi ówczesnej Europy i kończymy ten etap zaczyna sie rozbicie dzielnicowe. Ten kto chce mieć lepsze oceny może sobie dodać koronację Śmiałego, Chrobrego i Mieszka II, pokój w Budziszynie. Pytania najważniejsze to te o przyczyny chrztu, przyczyny kryzysu monarchii wczesnopiastowskiej, skutki poparcia papiestwa przez Śmiałego w sporze o inwestyturę itp, itd. Także grubo przesadzasz....
          • bogo2 mozemy pogadac, jak to zrozumiesz...? 18.06.11, 22:06
            na kawe cie zaprosze...:)

            shiva772 napisała:

            > Historia to nie tylko receptura Grunwaldu :) Historia to przede wszystkim zrozu
            > mienie tego o co chodzi na świecie: (...) dlaczego nie mam autostrad w moim kraju(....)
            • shiva772 Re: mozemy pogadac, jak to zrozumiesz...? 19.06.11, 12:47
              Daj spokój... historia najnowsza kłania sie w pas. Czego tu nie możesz zrozumieć? Uczniom trzeba wyklarować co to znaczy uczyć się demokracji po tak długim okresie PRL, dlaczego w PRL nie budowano autostrad i dlaczego nie było na nic kasy. Naprawdę nie widzisz związku między historią a zrozumieniem świata?! Jak można zrozumieć problemy izraelsko-palestyńskie bez poznania historii Żydów w tym holocaustu?
              • fritz_freiherr_zu_frommenthal Re: mozemy pogadac, jak to zrozumiesz...? 19.06.11, 17:51

                A to ci parada...
                "Jak mozna zrozumiec problemy izraelsko-palestynskie bez poznania (...) holocaustu?", pisze "shiva".
                Slusznie.
                W glowe tylko zachodze, co tez dokladnie miala na mysli "shiva" zestawiajac dzisiejsze zepchniecie Palestynczykow do jednego wielkiego getta ogrodzonego wysokim, betonowym, ogrodzeniem dokladnie tak jak to robili niegdys Niemcy z Zydami w czasach holocaustu?
                Czyzby dopuszczala odtad swobodna dyskusje i na ten temat bez obryzgiwania epitetami typu "antysemita'?
                • shiva772 Re: mozemy pogadac, jak to zrozumiesz...? 19.06.11, 21:13
                  To dalej zachodź w głowę bo jak zwykle źle odczytałeś to co napisałam, wręcz przeciwnie do mojego zamierzenia. Ciekawa sprawa, że Polak dla którego aspiracje niepodległościowe własnego narodu są oczywistością nie może pojąć walki Żydów o własne państwo.
                  A tutaj coś ciekawego:
                  izrael.org.il/opinie/1499-edgar-davidson-reguy-i-wytyczne-dla-dziennikarzy-zachodnich-relacjonujcych-z-bliskiego-wschodu.html
Pełna wersja