maurycyzulicy
10.07.12, 15:06
Nie ma zgody na tę narrację. Wiele osób zamordowanych w Jedwabnem jest znanych z nazwiska, a więc nie ma mowy o anonimowości. Nikt nie morduje ze strachu. Człowiek w amoku, w samoobronie potrafi nawet zabić, ale takiej sytuacji nie można by mówić o morderstwie. Wprost przeciwnie. Tutaj sprawcy są znani. Herman Schaper i jego komando to ludzie silni, butni, pewni swojej władzy i bezkarności.Mieszkańcy Jedwabnego nie przyszli i nie będą przychodzić na uroczystości, dopóki w Polsce zezwala się na tego typu narrację o Jedwabnem. To teraz oni działają w akcie bezsilności. Dlaczego nie ma ani jednego uniwersyteckiego profesora, który napisałby prawdę, o tym, że mieszkańcy z nazistowską zbrodnią nie mieli nic wspólnego? Nawet Laudański przedstawił wiarygodną wersję swojej obecności w tym miejscu. Karolaka nie można nazwać Polakiem. Był volksdojczem - czyli Niemcem.
Niemcy żołnierze nie hańbili się wysiłkiem fizycznym. Przymusili mieszkańców miasteczka do obecności i obserwowania co wyprawiają w tym dniu z Żydami. To była swego rodzaju golgota. Polacy przecież nie wiedzieli co się z nimi stanie. W obecności uzbrojonego Niemca w każdej chwili należało się spodziewać śmierci. Przy płonącej stodole Polaków już nie było. Niemcy nigdy nie zostawiali żywych świadków swoich zbrodni. Przecież widzieliście, że esesmani potrafili sprzątnąć i swoich asystujących przy masowych rozstrzeliwaniach.
Mieszkańcy Jedwabnego to ludzie z charakterem, nieugięci. Nie tłumaczą się, nie piszą sprostowań. Tylko winny się tłumaczy. Nie byli pod stodołą Śleszyńskiego w 1941, nie ma ich teraz. Żelazna konsekwencja i jedyna racjonalna postawa. Więc nie oczekujcie nas pod stodołą.