Dodaj do ulubionych

Prokurator żąda kar więzienia za propagowanie f...

24.08.12, 14:16
Słusznie. Wszędzie w cywilizowanej Europie propagowanie faszyzmu jest karalne. Czas na Polskę.
Obserwuj wątek
    • pedersdorfer Jestem ciekawy? 24.08.12, 18:59
      Jak by zamalowali polskie cmetarze ile by dostali /pewnie tylko upomnienie.A ile dostali ci co obrażali polskie uczucia religijne i patriotyczne na krakowskim przedmieściu w 2011 r.Albo znana artystka powiesiła Jajca na krzyżu ,proces się ciognie latami.Widac że w polsce prawo jest wybiórcze.Jak Gówno prawda.
      • bartek_kozlov Wsadzić do więzienia i będzie dobrze? 30.08.12, 15:49
        Oskarżeni w sprawie „IV edycji” to bez wątpienia nie są mili chłopcy. Rozumiem, że niektórzy ludzie, którzy słyszą lub czytają o działalności takich grup i głoszonych przez nich poglądach zastanawiają się nad tym, czy nie wyrośnie z nich jakiś polski Breivik. Czy jednak wsadzanie do więzienia ludzi propagujących faszyzm i nawołujących do nienawiści rasowej jest właściwą drogą do tego, by uniknąć takich zdarzeń, jak te, do których w zeszłym roku doszło w Norwegii?

        Tym, którzy tak sądzą polecam opublikowany ponad rok temu artykuł Jacoba Mchangamy „Hate Speech and Anders Breivik” (www.nationalreview.com/articles/273474/hate-speech-and-anders-breivik-jacob-mchangama ). W artykule tym jego autor – prawnik pracujący dla Duńskiego Centrum Studiów Politycznych, znanego też jako CEPOS (zob. en.wikipedia.org/wiki/CEPOS ) zwraca uwagę na parę faktów relewantnych do dyskusji o tym, czy ograniczenia wolności słowa tego rodzaju, jak te, które występują np. w artykułach 256 czy 257 polskiego kodeksu karnego (przepisy te zabraniają publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych i ze względu na bezwyznaniowość oraz znieważania grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej bądź bezwyznaniowości) są w stanie zapobiec przestępstwom znacznie gorszym od „mowy nienawiści” czy „propagowania faszyzmu” – takim, jak akty przemocy przeciwko członkom mniejszości narodowościowych, rasowych lub religijnych bądź nawet odrodzenie się totalitaryzmu i ludobójstwo. Z danych przytoczonych przez Mchangamę wynika jednak n niezbicie, że ewentualna teza, że zakazy „mowy nienawiści” zapobiegają przestępstwom z nienawiści (innym, niż same nienawistne wypowiedzi) jest niemożliwa do utrzymania.

        I tak, jak pisze Mchangama, Dania – pomimo istnienia i nawet egzekwowania przepisu zakazującego „mowy nienawiści” przeciwko mniejszościom narodowym, rasowym, etnicznym, wyznaniowym, a także seksualnym – jest krajem „sławnym” (choć zdaniem niektórych „niesławnym”) ze znacznie bardziej swobodnej, a co za tym idzie, czasem zaciekłej debaty o takich sprawach jak islam, imigracja i multikulturalizm, niż ta, która ma miejsce w Szwecji i Norwegii. Jednak mimo, że werbalnych ataków na islam i muzułmanów było w Danii znacznie więcej, niż w Szwecji i w Norwegii, to w Norwegii – nie w Danii – pojawił się zbrodniarz, który w imię walki zagrożeniem stwarzanym w jego przekonaniu przez islam i multikulturalizm („marksizm kulturowy”) z zimną krwią zamordował 77 osób. W Szwecji, której władze oficjalnie chełpią się przywiązaniem do tolerancji, w ciągu ostatnich 20 lat odnotowano szereg przestępstw z użyciem przemocy popełnionych przez skrajnie prawicowych ekstremistów – w tym dwa przypadki strzelania do niczemu nie winnych imigrantów i zabójstwa działacza lewicowo nastawionego związku zawodowego. Z drugiej strony, Dania we wspomnianym okresie doświadczyła bardzo niewielkiej liczby aktów politycznie motywowanej przemocy – a sprawcami większości tego rodzaju przestępstw byli ekstremiści lewaccy.

        Przede wszystkim jednak, uderzające jest porównanie statystyk kryminalnych krajów Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych w zakresie, w jakim dotyczą one tzw. przestępstw z nienawiści. Jeśli prawdziwą byłaby teza, że bezkarność „mowy nienawiści” prowadzi do przestępstw z nienawiści (czy częstszych przestępstw nienawiści) to wówczas w niekarzących za „hate speech” USA liczba „hate crimes” powinna generalnie rzecz biorąc rosnąć – a na pewno nie wyraźnie się zmniejszać – zaś w nietolerujących „mowy nienawiści” krajach Unii Europejskiej ogólnie maleć. Lecz jest dokładnie odwrotnie! Jak pisze Mchangama, według danych zebranych przez FBI w latach 1996 – 2009 liczba „przestępstw z nienawiści” mierzona per capita, spadła w Stanach Zjednoczonych o 33,84% (nie wiem oczywiście, jak w okresie tym zmieniła się „podaż” samej „mowy nienawiści” w tym kraju, ale wystarczy mieć wiedzę zupełnie ogólną, by dojść do wniosku, że kontakt Amerykanów z „hate speech” choćby za sprawą zwiększenia dostępności Internetu musiał w tym czasie generalnie rzecz biorąc wzrosnąć). Z drugiej strony, jeśli idzie o kraje Unii Europejskiej, to w latach 2000 – 2008 wzrost liczby przestępstw nienawiści odnotowano w 11 z 12 krajów gromadzących wystarczające dane do wyciągnięcia z nich wniosków na rzeczony temat. Wśród krajów, gdzie wzrosła liczba „hate crimes” były takie, jak Belgia, Wielka Brytania – gdzie maksymalna kara za „podżeganie do nienawiści rasowej” została zwiększona z 2 do 7 lat więzienia i Niemcy, które mają jedne z najostrzejszych i najbardziej konsekwentnie egzekwowanych praw przeciwko „mowie nienawiści” (a także propagowaniu faszyzmu i negowaniu Holocaustu) w całej Europie. Warto zwrócić uwagę, że według ustaleń CEPOS –u o ile w tolerancyjnych wobec „hate speech” Stanach Zjednoczonych liczba „przestępstw z nienawiści” na 100 000 mieszkańców zmniejszyła się latach 2000 – 2007 z 2,86 do 2,53 – co sugeruje 12% spadek w tym tylko okresie – to w stosujących represje za „mowę nienawiści” Niemczech liczba takich przestępstw na 100 000 mieszkańców wzrosła z 17,88 do 24,84 – a więc o 39%. Zob. ten artykuł www.b.dk/globalt/gaar-der-en-lige-linje-fra-ord-til-mord - można przetłumaczyć z duńskiego (na angielski zgrabnie, na polski dużo gorzej) za pomocą translate.google.com/

        Warto też zwrócić uwagę na pewne – mało być może znane – fakty z historii. Czynnikiem, który z pewnością doprowadził do popularyzacji idei, że prawo powinno zabraniać wypowiedzi, których treścią jest znieważanie, poniżanie czy szczucie przeciwko grupom wyróżniającym się takimi cechami, jak narodowość, religia czy rasa był Holocaust: hitlerowskie zbrodnie przeciwko Żydom i plan ich całkowitego wymordowania nie mogłyby mieć miejsca, gdyby wcześniej nie szerzono i nie wpojono w ludzkie umysły przekonania, że Żydzi są podludźmi. Czy jednak naziści, którzy w okresie Republiki Weimarskiej szerzyli nienawiść przeciwko Żydom byli bezkarni? Nie! Szereg z nich zostało skazanych w oparciu o przepis zabraniający pod karą więzienia znieważania religii i związków wyznaniowych (być może też na podstawie przepisu dotyczącego podżegania do walk klasowych – poprzednika obecnego przepisu o m.in. podżeganiu do nienawiści). Jak stwierdziła czołowa wówczas organizacja żydowska w Niemczech, nie więcej, niż 10% z ok. 200 spraw o antysemickie wypowiedzi, które organizacja ta skierowała do prokuratury zastało w niewłaściwy jej zdaniem sposób potraktowanych przez władze. Prawo zabraniające „podżegania do nienawiści narodowościowej, rasowej, etnicznej, religijnej…” etc miała też była Jugosławia. W okresie poprzedzającym rozpad tego kraju na samodzielne republiki za nienawistne czy obraźliwe wypowiedzi na temat któregoś z „bratnich” narodów naprawdę można było trafić do więzienia – i to nawet na 10 lat. Jaka dzięki temu zapanowała „miłość” między tymi narodami wiedzą chyba wszyscy ci, którzy mają pojęcie o tym, co w kraju tym działo się w latach 90. zeszłego wieku (rzecz jasna, nie
        • bartek_kozlov Wsadzić do więzienia i będzie dobrze? - c.d. 30.08.12, 15:54
          (rzecz jasna, nie twierdzę, że zakaz „mowy nienawiści” był główną, lub nawet jakoś po prostu istotną przyczyną wojny domowej i czystek etnicznych w byłej Jugosławii. Twierdzę tylko, że zakaz ten nie zlikwidował nienawiści, w którą był wymierzony – a co najwyżej stłumił jej jawne wyrażanie – i że nienawiść ta w momencie faktycznego rozpadu tego kraju na początku lat 90. wybuchła tak, jak znajdująca się pod ciśnieniem para wybucha z naczynia, na którym uchylono ściśle przylegającą doń pokrywkę).

          Krótko mówiąc, na to, że zakazy „propagowania faszyzmu” „nawoływania do nienawiści” czy znieważania grup rasowych, narodowych, religijnych etc. zapobiegną czynom takim, jak te, których dokonał Anders Breivik nie ma co liczyć. Wydaje mi się też, że jeśli ograniczenia wolności słowa miałyby być metodą zapobieżenia „drugiemu Breivikowi” to ograniczenia te musiałyby sięgać o wiele dalej, niż obowiązujące obecnie w krajach europejskich zakazy „mowy nienawiści”. Zapewne znakomita większość z tego wszystkiego, co miało wpływ na Breivika i przyczyniło się do ukształtowania jego przekonań nie miało charakteru karalnej „mowy nienawiści”. Bo o ile za przestępstwa karane na podstawie przepisów przeciwko „hate speech” uznaje się np. wypowiedzi porównujące muzułmanów (lub jakąkolwiek inną grupę rasową, narodową czy religijną) do zwierząt czy przestawiające całą taką grupę jako element pasożytniczy czy przestępczy to nie uznaje się za takie przestępstwa wypowiedzi przedstawiających islam jako totalitarną, niemożliwą do pogodzenia z ideą praw człowieka ideologię, wypowiedzi, w których mówi się o przestępstwach (np. aktach terroru czy tzw. zbrodniach honorowych) popełnianych przez muzułmanów i argumentuje się, że tym, co motywuje ich do owych przestępstw jest religia, czy wypowiedzi, w których słusznie czy niesłusznie zwraca się uwagę na stopniowy wzrost liczby muzułmanów w Europie i nawet straszy przekształceniem naszego kontynentu w „Eurabię” (czy rzeczywiście możemy się w sposób poważny obawiać opanowania Europy przez muzułmanów? Przekonujące wydają mi się dane przedstawione w tym artykule – zob. www.wiadomosci24.pl/artykul/o_tym_jak_muzulmanie_opanowuja_europe_218014.html - z których wynika, że jeśli europejscy wyznawcy Islamu będą się mnożyć w takim tempie, jak obecnie, to większością w Europie staną się nie prędzej, jak za 300 lat – przy czym warto zauważyć, że dzietność kobiet w krajach muzułmańskich, jak pisze autor tego artykułu, leci obecnie na łeb na szyję). W oczywisty sposób nie jest też przestępstwem szerzenie opowieści o dawnych rycerzach – templariuszach czy krzyżowcach – mimo, że jak pokazuje przykład Breivika, ktoś pod wpływem tego rodzaju opowieści może się poczuć takim rycerzem – jakimś cudem przeniesionym z mroków średniowiecza w XXI wiek. Tak czy owak, trzeba byłoby jakichś trudnych do poważnego wyobrażenia sobie ograniczeń wolności słowa by wyeliminować z publicznego obiegu wszelkie idee, których wpływ na czyjś patologiczny umysł może przyczynić się do tego, że dokona on czynów podobnych do tych, których sprawcą był Anders Breivik.

          Zakazy „propagowania faszyzmu” „nawoływania do nienawiści nad tle różnic narodowościowych, etnicznych… „ etc. czy „znieważania grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej…” itd. są więc – podobnie, jak np. zakazy znieważania organów państwa (czy samego państwa oraz narodu) czy obrażania uczuć religijnych – niepotrzebnym i generalnie rzecz biorąc szkodliwym ograniczeniem wolności słowa. Pisałem o tym w niektórych swoich tekstach – zob. bartlomiejkozlowski.eu.interii.pl/main.htm . Członkowie „IV Edycji” nie powinni więc siedzieć za sam fakt malowania swastyk, krzyży celtyckich, napisów ‘”Jude raus” czy Gwiazd Dawida na szubienicy. Jednak działalność tej grupy nie ograniczała się prezentowania tego rodzaju symboli jako takich w ogóle (np. na ulotkach), lecz polegała na rysowaniu takich symboli na ścianach bloków w centrum Białegostoku, murach cmentarza żydowskiego i innych miejscach poświęconych pamięci białostockich Żydów. Coś takiego nie mieści się w granicach wolności słowa, gdyż jakkolwiek pojęta wolność słowa nie obejmuje wandalizmu i niszczenia cudzej własności. Patrząc na zdjęcia swastyk namalowanych przez „IV Edycję” wydaje mi się jednak, że szkody jakie grupa ta wyrządziła są zbyt małe, by karanie ich więzieniem – zwłaszcza bezwzględnym – było usprawiedliwione (powinni oni oczywiście pokryć wszelkie koszta doprowadzenia zdewastowanych przez nich miejsc do właściwego stanu, a najlepiej sami to zrobić. Kara w postaci np. prac przy porządkowaniu żydowskiego cmentarza też chyba nie byłaby od rzeczy). Jakakolwiek nie byłaby podstawa prawna oskarżenia skierowanego przeciwko członkom „IV Edycji” – propagowanie faszyzmu, nawoływanie do nienawiści, działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, znieważanie pomnika, znieważenie miejsca spoczynku zmarłego, czy uszkodzenie mienia – prawda jest taka, że tym, o co członków tej grupy w pierwszym rzędzie (reszta to sprawy techniczne) się oskarża jest prezentowanie i szerzenie pewnych poglądów – bo takie znaki, jak swastyka czy powieszona gwiazda Dawida bezwątpienia stanowią skrótową reprezentację pewnych przekonań. Poglądy te – zgoda, są paskudne i zasługujące na dezaprobatę. Jednak za poglądy karać się nie powinno – i tyle. Co oczywiście nie znaczy, że wolno wyrażać swoje poglądy niszcząc do tego celu cudze mienie. To musi być karalne, ale pod pretekstem karalności za coś takiego nie powinno się karać za wyrażanie, czy tym bardziej samo wyznawanie pewnych idei. A wydaje mi się, że w przypadku "IV Edycji" to właśnie próbuje się robić.

    • hanklo Prokurator chce zobaczyć skinów za kratami. Sko... 24.08.12, 23:39
      Nic tak nie niszczyło Polski jak kapitalizm i do tego obcy bo Polacy nigdy nie mieli własnego dużego kapitału. Zawsze byli mali, brudni głupi i pijani. Zyli ambicjami, emigracja, kradzieżami i prostytucja, I tak zostało do dziś. Aby poprawić sobie samopoczucie należy pobić innych, poszaleć na grobach i pomalować budynki symbolami których i tak większość nie rozumie.
      Zabronić nalezy kapitalizm jako zbrodniczy ustrój i wprowadzić nowy,lepszy.Pytanie tylko jaki?????
    • Gość: andrzej seryjny samobojca z Sopotu Adolf T. PO IP: 2.30.40.* 26.08.12, 21:48
      zapytajcie dlaczego ABW wyczyscilo wszyskie akta Michala Tuska w Amber Gold i dlaczego pomimo ,ze jest prowadzone postepowanie karne przeciwko Michalowi Tuskowi wy lecial sobie do ameryki by przeczekac nagonke za swoje przestepstwa.
      Zatrudniony na lotnisku w Gdansku w ogole nie chodzi do pracy a teraz to juz jest do udowodnienia.
      Rodzina oszustow schizofrenikow i zlodzieji.
    • Gość: Andrzej w marcu zatrzymano koncesje dla totolotka IP: 2.30.40.* 06.09.12, 12:53
      Totolotek działa bezprawnie - resort finansów kontroluje punkty i wszczyna postępowania
      skomentuj

      Totolotek od marca bezprawnie prowadzi zakłady - twierdzi Ministerstwo Finansów. Największy w Polce bukmacher nie uznaje decyzji resortu cofającej koncesje. "Wchodzimy z kontrolą. Nie jesteśmy w stanie postawić przy każdym punkcie celnika i policjanta" - powiedziała rzeczniczka resortu.

      Publikacja: 28 sierpnia 2012, 07:30 Aktualizacja: 28 sierpnia 2012, 10:12

      Tagi:
      finanse
      hazard
      z kraju

      +
      Poleć znajomemu

      -
      A
      A
      A
      +

      Komentarze

      10
      REKLAMY GOOGLE

      Chrome For Business
      Free, Secure, Simple. Install Chrome now via MSI
      google.com/chrome/business

      Minister finansów Jacek Rostowski cofnął spółce Totolotek S.A. wszystkie koncesje na organizowanie zakładów wzajemnych w marcu 2012 roku - ustaliła PAP. Potwierdzając tę informację na początku sierpnia MF wyjaśniło, że było to podyktowane "rażącym naruszeniem warunków prowadzenia działalności".

      Zgodnie z ustawą hazardową, to podlegające ministrowi finansów służby celne powinny reagować na przypadki prowadzenia hazardu bez koncesji.

      Rzeczniczka MF Sylwia Stelmachowska w rozmowie z PAP podkreśliła, że urzędy celne otrzymały natychmiast informacje o odebraniu zezwolenia Totolotkowi i wiedzą, że nie może tych zakładów organizować.

      Stelmachowska, odnosząc się do faktu, że Totolotek wciąż organizuje zakłady, powiedziała: "prowadzi je bez zezwolenia, prowadzi je niezgodnie z prawem. Dlatego my wchodzimy z kontrolą".

      zobacz także:

      Totolotek bez koncesji. Nie może zawierać zakładów »
      Totalizator Sportowy szuka klientów w supermarketach »

      "W 260 punktach podjęto czynności służbowe. Wszczęto 16 postępowań karno-skarbowych oraz jedno postępowanie administracyjne" - podsumowała dotychczasowe działania służb celnych. Zgodnie z informacją na stronie internetowej spółka ma blisko 450 punktów w całym kraju.

      Według Stelmachowskiej zebrane podczas kontroli informacje są przekazywane do komórki, która rozpatruje, czy zostało złamane prawo. Następnie wszczyna się ewentualnie postępowanie karne skarbowe - wyjaśniła.

      Pytana, dlaczego wszczęto tylko 16 postępowań po tylu miesiącach od odebrania koncesji, odpowiedziała: "to wszystko trwa".

      Według rzeczniczki można to porównać do sytuacji, gdy policja odbiera prawo jazdy za wykroczenia. "Jeśli potem ten człowiek siądzie za kierownicę, to robi to na własną odpowiedzialność - tłumaczyła. - Nadzorujemy, pilnujemy, monitorujemy, ale nie jesteśmy w stanie postawić przy każdym punkcie celnika i policjanta".

      Prawnie musi być wszystko sprawdzone, by nikogo nie skrzywdzić

      Resort finansów na zadane 13 sierpnia pytanie, czy obecnie Totolotek organizuje zakłady, po dziewięciu dniach wysłał komunikat, z którego wynikało, że "naczelnicy urzędów celnych podjęli czynności służbowe i kontrole w miejscach, w których znajdowały się punkty przyjmowania zakładów należących do Spółki". I dalej: "celem podejmowanych działań jest ustalenie czy Totolotek S.A. realizuje decyzję Ministra Finansów i wyeliminowanie stwierdzonych przypadków jej nierespektowania przez podmiot".

      Rzecznik Izby Celnej w Warszawie Piotr Tałałaj, pytany czy podjęto w Warszawie kontrole punktów Totolotka, podkreślił, że w ramach działań Izby "prowadzone są również kontrole w podmiotach urządzających i prowadzących zakłady wzajemne". Zastrzegł, że nie może ujawniać informacji na temat toczących się kontroli.

      Zgodnie z rozporządzeniem ministra finansów ustalenie, czy Totolotek działa, nie wymagało wszczynania kontroli. Każda firma organizująca zakłady wzajemne jest zobowiązana do przekazywania właściwym Izbom Celnym "Miesięcznej informacji o sumie wpłat, sumie wypłaconych lub wydanych wygranych (...)" we wszystkich swoich punktach.

      Stelmachowska, pytana dlaczego po odebraniu zezwoleń w marcu, ministerstwo nie podało decyzji do publicznej wiadomości, wyjaśniła, że "jest to rozpatrywane". Zaznaczyła jednak, że firmę chronią tajemnice postępowań. "Prawnie musi być wszystko sprawdzone, by nikogo nie skrzywdzić" - dodała.

      zobacz także:

      Ustawa hazardowa zabija dobroczynność »
      Ustawa hazardowa: to może być katastrofa dla budżetu państwa »

      Na pytanie o kary grożące klientom, którzy uczestniczą w zakładach, nie wiedząc o braku koncesji, Tałałaj odpowiedział, że konsekwencje udziału w nielegalnych grach hazardowych to kara grzywny zapisana w Kodeksie karnym skarbowym (sięgająca do 120 stawek dziennych, czyli od 500 zł do 2 400 000 zł - PAP) oraz "kara pieniężna w wysokości 100 proc. uzyskanej wygranej", którą określa ustawa o grach hazardowych.

      Z kolei za organizowanie zakładów wzajemnych Kodeks karny skarbowy przewiduje karę do 5 lat więzienia i grzywnę do 720 stawek dziennych (14 400 000 zł). Natomiast według ustawy hazardowej kara jest równa 100 proc. wysokości przychodu.

      Totolotek odwołał się od marcowej decyzji szefa MF i nadal prowadzi zakłady wzajemne. Członek zarządu spółki Łukasz Seweryniak potwierdził PAP, że "punkty Totolotek S.A. nadal pozostaną otwarte"
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka