p4p2pc 16.03.13, 09:07 Celny art, szkoda jedynie, że po Prezydencie i Magistrancie spłynie jak po kaczce. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
rafal.kosno11 Re: Latające rowery, czyli kto robi rewolucję z t 16.03.13, 17:01 Służbowe auto Truskolaskiego na nasz koszt przejeżdża PO mieście codziennie ok. 150 km, spalając przy tym 12 l benzyny/100 km. Biorąc pod uwagę korki, światła, postoje i prędkość maksymalną po mieście 50 km/h wynika że 3-4 godziny Truskolaski spędza w służbowym aucie, Nic dziwnego że Białystok jest tak kiepsko zarządzany skoro z 8 godzin pracy Truskolaski pracuje tylko przez połowę:)? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WWW.BSTOK.FORA.PL Re: Latające rowery, czyli kto robi rewolucję z t IP: *.internetia.net.pl 16.03.13, 17:02 Jak rozwiązać problem braku miejsca na drogi rowerowe w centrum miasta? PAS ROWEROWY na al. Pilsudskiego w Białymstoku ZOSTAŁ WYTYCZONY W 1998 r z inicjatywy FEDERACJI ZIELONYCH jako przykład ze pomimo braku miejsca w centrum drogi rowerowe powinny powstawać tam gdzie są najbardziej potrzebne (jest największy ruch rowerzystów i najwięcej wypadków) tak jak na całym świecie służyć bezpieczeństwu i komunikacji a nie tylko turystyce POZA MIASTEM Kosztowała miasto zaledwie kilkaset złotych (farba+ znaki), drogi rowerowe budowane z kostki brukowej za miliony złotych za 1 km np. przy ul. Kołłątaja, Nowohetmańskiej to dopiero buble (dziury, rozłażąca się kostka polbrukowa zamiast asfaltu stawiająca opór przy toczeniu) a największym bublem jest brak drog rowerowych przy budowie przebudowie i remontach ulic sprzeczny z prawem Polski i Unii Europejskiej np. przy przebudowie ul. Sienkiewicza, Wasilkowskiej, Częstochowskiej, Antoniukowskiej, Legionowej, Rynek Kościuszki Mickiewicza itd. znowu nie zaplanowano drogi rowerowej to działanie niegospodarne i zagrażające bezpieczeństwu słowem urzędniczy kryminał chociaż jest na nie miejsce i dobra okazja na ich wykonanie. Czy rowerzyści mają dalej ginąć pod kołami samochodów lub potrącać pieszych na chodnikach/deptaku bo Urząd Miasta nie potrafi od wielu lat poradzić sobie z tak prostymi sprawami które nie sprawiają kłopotu władzom innych miast jak drogi rowerowe czy np. rozstawienie przenośnych toalet toi- toi? PO=za tym jeśli masz samochód PO-winno ci zależeć by jak najwięcej osób jeździło komunikacją zbiorową, bo wtedy będą mniejsze korki. Nie ma możliwości by 100% ludzi jeździło własnym autem, nie zakorkowując miasta, w miastach Europejskich gdzie drogi zajmują ok 20% powierzchni miast ilości większa niż 40% mieszkańców poruszająca się autem zakorkuje każde miasto, (np. w Białymstoku 80% mieszkańców porusza się po mieście zbiorową komunikacją autobusową, tylko ok. 20% samochodami osobowymi) a samochodowe miasta USA jak np. Los Angeles gdzie drogi zajmują nawet 60% powierzchni słyną z wielopasmowych autostrad, smogu i wielogodzinnych korków. Bez komunikacji zbiorowej np. metra nawet Manhattan zostałby sparaliżowany komunikacyjnie. A więc kierowcy aut osobowych to ok. 20% mniejszość w społeczeństwie, nie są nimi np. w większości kobiety dzieci, ludzie starsi, chorzy itp. miejska komunikacja powinna być bezpłatna na koszt właścicieli aut jak w Belgii Francji,Tallinie=miasta ekologicznie bez korków niekasuj.blogspot.com/2009/06/gdyby-transport-by-bezpatny.html Jest miasto, w którym przejazdy autobusami są darmowe. Dwanaście lat temu mieszkańcy Hasselt zdecydowali, że nie chcą płacić za bilety. Hasselt to miasto wielkości Przemyśla, zamieszkane przez 70 tys. mieszkańców. Chodniki są szerokie, ulice przejezdne, wypadków jest niewiele, na autobus czeka się dziesięć minut. W połowie lat 90. arterie miasta były zatkane samochodami, poziom zanieczyszczenia alarmujący, autobusów niewiele. Hasselt jest czwartym co do wielkości miastem Belgii, zajmowało pierwsze w kraju miejsce w rankingu motoryzacji. W Tallinie stolicy Estonii bezpłatne przejazdy mają tylko osoby zameldowane w Tallinie- koszt "darmowych" biletów z nawiązką pokrywają w ten sposób podatki trafiające do miejskiej kasy a nie jak poprzednio do innych miast gdzie byli zameldowani odebrać prezynadętowi TUR=TUSK=OLASKIEMU służbowe auto z naszych POdatków wręczyć kartę miejską!niech klika:) nie POtrafi klikać a władze traktują pasażerów jak bydło? www.youtube.com/watch?v=qlLsA1re0KM&feature=player_embedded Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: j Re: Latające rowery, czyli kto robi rewolucję z t IP: 212.243.230.* 08.05.13, 08:11 Siedzę w Szwajcarii od jakiegoś czasu. Tutaj rowery są wręcz uprzywilejowane. "Ścieżki rowerowe" są wyraźnie zaznaczone jako pas z prawej strony jezdni, a kierowcy nie wyprzedzają "na trzeciego". Dlaczego? Bo mogli by zostać skierowani na badania psychiatryczne. Tam, gdzie oznaczenia nie ma, po prostu przyjmuje się, że rowerzyści jadą po prawej (o ile nie ma zakazu, co zdarza się tylko na niebezpiecznych odcinkach i autostradach, ale wtedy SĄ ODPOWIEDNIE OBJAZDY) Miasto Bazylea jest tak samo, a nawet bardziej, dostępne dla rowerów, jak dla samochodów. I NIKT, z kierowcami włącznie, nie narzeka na taki stan rzeczy. Tylko u nas jest wieczny problem. Cholera, dzieciaki zasuwają tymi pasami i jakoś nie słychać o wypadkach. To wszystko wygląda tak, jak gdyby ludzie w Polsce po prostu nie potrafili jeździć (ni to rowerem, ni samochodem). Odpowiedz Link Zgłoś
toxicwaltz Białystok nie jest jedynym miastem, gdzie 08.05.13, 12:51 infrastrukturę rowerową projektuje się z tylnego siedzenia samochodu. Dobrym przykładem jest też Grudziądz. Jako średniej wielkości miasto (ok. 98,5 tys. mieszkańców, prawie 58km^2 powierzchni) jest idealny dla ruchu rowerego - prawie nigdzie nie jest daleko rowerem, a trzy największe osiedla mieszkaniowe, na których mieszka ok. 40% populacji, znajdują się w odległości nie większej niż 5km od centrum miasta. Niestety, ddr są projektowane wyłacznie pod kierowców - jedynym celem jest "wypchnięcie" rowerów z ulic, najlepiej zaś w ogóle z ruchu w mieście. Klasycznym przykładem jest nieciągła ddr na ul. Lotniczej wzdłuż obwodnicy miasta, gdzie "zabrakło" miejsca dla ddr, chociaż kierunki ruchu na dwupasmowej obwodnicy sa oddzielone wielometrowym trawnikiem i przy odrobinie dobrej chęci można by je zwęzić już w fazie projektowania i zapewnić miejsce dla ddr po obydwu stronach drogi. Powszechne były do niedawna absurdalne zakazy wjazdu rowerów na zwykłych ulicach, chociaż kilka z nich zostało już usuniętych m.in. z ulicy, która prowadzi nad Jezioro Rudnickie - bardzo popularne miejsce wypoczynku grudziądzan, na której rowerzystom zostawiono możliwość jazdy po wąskiej gruntowej ścieżce, która jest także chodnikiem dla pieszych, których ruch w sezonie jest duży, co powodowało mnóstwo konfliktów. Pikanterii dodawał fakt, że na tej drodze postawiono też ograniczonie prędkości do 30km/h, co wystarczy do tego, żeby ruch rowerowy bezpiecznie wymieszać z samochodami. Dodam do tego ddr kończących się ni stąd, ni z owąd, wysokie krawężniki, uniemożliwiające wjazd na ddr itp. itd, stawianie znaków C13/C16 (z linią poziomą) na bardzo nierównych, nieremontowanych od lat chodnikach przy ulicach bez dużego natężenia ruchu, a także w strefie 30 (sic!). Odpowiedz Link Zgłoś