Zabytki z Warszawskiej doczekały się lepszych c...

13.10.13, 13:44
Dziennikarze nie zająknęli się o "nieporozumieniach" z remontem kamienicy pod nr. 20 naprzeciwko "wydmuszki" esperantystów. A warto.

www.bialystokonline.pl/kamienica-przy-warszawskiej-20-odnowiona-poklocili-sie-o-jej-kolor,artykul,73135,1,1.html
Po raz kolejny nie mogę uwierzyć w to co mówią miejscy urzędnicy.
"Przypominają" sobie o wyniku badań stratygraficznych już po zakończeniu remontu i malowaniu elewacji
Ktoś zapomniał, że jest ta analiza - stwierdza spokojnie pani Jolanta Koller-Szumska z Biura Kultury Urzędu Miejskiego.
Ale kto o niej "zapomniał" proszę pani?
Czyli wynika, że miasto (my) daje kasę na przeprowadzenie badań i najwyraźniej po otrzymaniu analizy, wyniki trafiają do jakiejś teczki w którejś z szuflad i wszyscy o niej zapominają. Po jakimś czasie wspólnota stara się o dotację do remontu tejże kamienicy i ją od miasta otrzymuje. Projekt na pewno jest konsultowany zarówno z konserwą jak i z odpowiednim wydziałem w magistracie. Następnie, w końcu upragniony remont przechodzi zabytkowa kamienica tylko, że po jego zakończeniu wychodzi na jaw, że "zapomniano" o kluczowej analizie i elewację trzeba jeszcze raz przemalować (co dodatkowo bez usuwania poprzednich warstw będzie miało na pewno wpływ na pogorszenie wytrzymałość i trwałość elewacji). Jaki bałagan musi panować w tym wydziale, jak olewczy stosunek muszą mieć do swoich obowiązków jego pracownicy. Potrafiłbym nawet zrozumieć, że może takie coś się zdarzyć w mieście gdzie jest kilkadziesiąt tysięcy kamienic a rocznie poddaje się renowacji dwieście z nich. Ale w mieście gdzie po wojnie pozostało ich ze sto na krzyż a rocznie poddaje się remontom średnio dwie w porywach trzy - to nie jestem w stanie zrozumieć jak mogło do takiego czegoś dojść!!!.
Kurna, praca tych ludzi ogranicza się jedynie do pobierania co miesiąc poborów?
W prywatnej firmie po takim czymś odpowiedzialny za to człowiek natychmiastowo dostaje wypowiedzenie z odpowiednią adnotacją w świadectwie pracy, a tu pani Szumska uspokaja, że fundusze za dodatkowe nieplanowane prace na pewno się znajdą. Cóż wszak to nie pieniądze pani Szumskiej, tylko publiczne - czyli niczyje. Niczym worek bez dna.
Zapewne skończy się tak, że sprawa przycichnie, nikt nie poniesie żadnych konsekwencji i znów zapanuje przyjemny błogostan.
Na przemalowanie ściany szczytowej też tak bezproblemowo znajdzie się kasa?
Bo chyba tak nie zostanie?
I jeszcze jedna irytująca wypowiedz:"- Każdy ekonomiczny argument może zbić sztukę konserwatorską – uważa Jolanta Koller-Szumska i zaznacza, że chodzi przede wszystkim o to, by remonty zabytków prowadzić zgodnie z jej zasadami.
Zasady te mówią, aby eksponować oryginalne, pierwotne formy i rozwiązania architektoniczne zastosowane w zabytku.
- Gorzej by było, gdyby kolor nie został poprawiony. Miasto musiałoby zażądać zwrotu dotacji – wyjaśnia Koller-Szumska."
Dlaczego te "zasady" nie były stosowane gdy na przestrzeni ostatnich lat bezczelnie styropianizowano wiele zabytkowych, starych budynków, czy je wręcz burzono?
Czyżby wtedy także o tych zasadach "zapomniano"?
Czy może jednak te "zasady" niby liczą się jedynie wówczas, gdy trzeba jakoś usprawiedliwić swoją niekompetencję i lenistwo?
    • dud79 Zabytki z Warszawskiej doczekały się lepszych c... 13.10.13, 13:45
      ...
Pełna wersja