bystrzynka.popiolek
11.11.13, 08:15
Zapytana o Łomżę i o to, co dało jej miejsce urodzenia, artystka opowiadała o sile i determinacji, jaką - jej zdaniem - muszą wykazać się łomżynianki i łomżyniacy w walce o pozycję i godne życie w stolicy. Wyznała, że jeszcze w Poznaniu sama pozbyła się małomiasteczkowych kompleksów, ponieważ szybko okazało się, że zdobyła dobre wykształcenie w I LO im. Tadeusza Kościuszki w Łomży.
Zatem: co ukształtowała jej dziecięcą wrażliwość oraz co zapamiętała z Łomży...?
Marika:
"Pamiętam łąki, pamiętam siedzenie nad rzeką, pamiętam, jakie wrażenie na mnie robiły wyłażące z rzeki bobry i jak wtedy się cieszyłam, że ta woda musi być taka czysta. Pamiętam przejażdżki na rowerze, pamiętam parki łomżyńskie, cudowne łomżyńskie jedzenie, jakąś naturalność, która bije z tego, że nie ma tam przemysłu. Stamtąd jest super woda, super sery, super chleby... Ja pamiętam to jako sielski obszar, gdzie wszystko jest nieskalane, serdeczne, gdzie ludzie są prostolinijni i... dużo bardziej zaglądają w sprawy innych, niż powściągliwi poznaniacy, do których się przeprowadziłam jako 19-latka. Jest w ludziach Łomży wschodnia serdeczność, bezpośredniość, którą bardzo cenię".