elbren
20.11.13, 22:57
sprawa dotyczy ulicy Wąskiej, a raczej tego, co szumnie nazwano ulicą, a z całą pewnością nią nie jest. odcinek Wąskiej od Jagienki do Poleskiej to obraz nędzy i rozpaczy. na początku mamy betonowe klocki z dziurami, po których jedzie się jak po grudzie, ale to dopiero początek szczęścia. dalej, na wysokości nowych bloków powstałych w miejscu garbarni mamy jakieś połamane odpady betonowe, które imitują nawierzchnię. jeszcze dalej nie ma już nic poza czarnym żwirem i wądołami, które przy odpowiedniej prędkości potrafią wysłać pojazd na orbitę. nie da się jechać tą ulicą szybciej niż 10 na godzinę, chyba że dysponuje się samochodem służbowym. jak wiadomo, samochody służbowe podlegają innym prawom fizyki niż prywatne, dlatego też fruwają po tych wykopach z dużo większą prędkością. kilka lat temu mieszkańcy bloków przy wąskiej, mający powyżej dziurek w nosie obiecanek cacanek słuchanych cierpliwie przez 20 lat postanowili się zwrócić o pomoc do czwartej władzy i zgłosili sprawę do bodajże Interwencji. pani (chyba) dziennikarka zabrała się szybko do ustalenia kto jest odpowiedzialny za dwie dekady burdelu na wąskiej, przyprowadziła na miejsce jakiegoś biednego głupka oddelegowanego przez urząd miasta, który wydukał do mikrofonu kilka zapewnień o tym, że wąska będzie doprowadzona do cywilizowanego stanu w roku 2012, bo tak jest w założonym budżecie. żeby zamknąć usta mieszkańcom, wysłano wywrotkę z piaskiem, wywalono kolejną porcję żwiru na wądoły, przejechano jakimś walcem i wszyscy byli szczęśliwi. pani dziennikarka zadowolona ze spełnienia swojej misji naskrobała kilka zdań o tym jaka jest skuteczna w pomaganiu mieszkańcom i sprawę zamknęła. nadszedł rok 2012 i okazało się, że urząd miasta liczył na koniec świata, bo nie miał żadnego zamiaru kłaść nowej nawierzchni. za to pod koniec roku na drzwiach klatek schodowych bloków przy Wąskiej pojawiły się obcesowe i lakoniczne ogłoszenia wywieszone chyba przez spółdzielnię, że Wąska nie będzie remontowana w tym roku i w ogóle to nie wiadomo kiedy będzie, bo coś im nie stykło z kasą.
żeby było weselej, co jakiś czas, kiedy już komuś z mieszkańców puszczą nerwy po kolejnym połamanym zawieszeniu, ktoś przyjeżdża z kolejną wywrotką żwiru i ceruje tą pożal się boże nawierzchnię. a teraz jesteśmy świadkami komedii polegającej na wykopaniu połamanego betonu na początkowym odcinku i położeniu pochodzących z odzysku starych sześciokątnych betonowych klocków.
w tym czasie, kiedy mieszkańcy wąskiej nie mogli się doczekać PIERWSZEJ od początku świata utwardzonej nawierzchni, wyremontowano masę okolicznych ulic, które asfaltową nawierzchnię już miały, ale postanowiono ją wymienić. i tak ulica Ciepła, Nowogródzka, Sobieskiego, Złota doczekały się liftingu, mimo, że daleko im było do stanu Wąskiej. zdaje się, że te ulice zamieszkują ludzie mający coś do powiedzenia we władzach, bo innego wytłumaczenia nie widzę.
dawno temu, kiedy przy Wąskiej dymiła garbarnia tłumaczono się tym, że to do nich należy utrzymanie ulicy, bo oni ją najbardziej eksploatują. to spowodowało ułożenie betonowych kostek, ale tylko do ówczesnej bramy garbarni. potem zaczęła się budowa bloku, żwirową nawierzchnię doprowadzono do ruiny, no bo wiadomo - budowa. teraz czekają aż mieszkańcy czterech ocalałych domów jednorodzinnych skapitulują i oddadzą swoją własność deweloperowi, który czeka na remont Poleskiej, żeby móc za bezcen wykupić te posesje, kiedy ludziom Poleska zacznie zaglądać w okna. wtedy deweloper postawi tam kolejny blok, a ulica przestanie istnieć, bo zajeżdżą ja na śmierć. zastanawiam się dlaczego miasto nie zadbało, żeby deweloper budując nowy ogromny blok ułożył nawierzchnię na ulicy, którą zrujnował podczas budowy? i kto tych złodziei rozliczy z pieniędzy wydawanych ciągle na łatanie tych kilkudziesięciu metrów przez ponad 20 lat, bo coś mi mówi, że jednorazowe położenie asfaltu wyszłoby jednak taniej.
do kogo należy się zgłosić w tej sprawie? są jacyś prawnicy, którzy wytrzepaliby tym darmozjadom dupska z kasy, którą nam kradną? jak zwykle w naszym kraju niczego nie można się dowiedzieć, spółdzielnia uważa, że to nie ich problem, tylko miasta i dalej z radością kasuje czynsze po 500 zł miesięcznie za mieszkanie przy ulicy, którą nie da się jeździć.