bez_log_inu
15.05.14, 21:31
Jestem mężczyzną po 50-ce, tak spokojnym, że policja nie miałaby co robić, gdyby inni byli tacy jak ja. Dziś wysiadałem z żoną z samochodu na parkingu, a żona jest po operacji kolana, więc chodzi o kulach. Miałem więc kim się zajmować. Jak już pomogłem jej wysiąść, to w trakcie zamykania drzwi nagle zostałem porażony ładunkiem elektrostatycznym - sytuacja typowa, ale w przypływie złości udałem, że chcę uderzyć pięścią w boczną szybę swojego samochodu. Po czym nawet to zrobiłem, oczywiście na żarty i delikatnie. Za moimi plecami stał zaparkowany pełnowymiarowy osobowy samochód wyższej klasy w kolorze srebrnego metaliku. Po paru sekundach zobaczyłem dość wysokiego 30-35 latka w jasnym, dość eleganckim stroju (chyba była to beżowa marynarka). Wyglądał na inteligenta lub przedstawiciela klasy średniej. Ów mężczyzna szybko szedł ku mnie przez wszystkie trawniki, a gdy podszedł bliżej spytał nie kryjąc zdenerwowania: "Co pan chciał zrobić z moim samochodem?" Ja - kompletnie zaskoczony - pytam "a niby co?" On na to: "Chciał pan wygiąć drzwi w moim samochodzie". Po czym wsiadł do swojego auta. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, ale nie chciał ze mna rozmawiać. Zarówno ja jak i żona patrzyliśmy na odjeżdżający samochód kompletnie zdumieni.
Chciałbym żeby ten mężczyzna jeszcze raz przeanalizował cała sytuację i zastanowił się na jakiej podstawie wyciągnął takie wnioski. Być może myśli, że uratowal swoje auto przed wandalem, ale zapewniam, że jego zapobiegliwość była najzupełniej zbędna. Ciekawi mnie tez jego tok myślenia - np. jakiż to miałby być motyw mojej agresji, zwłaszcza, że oba samochody były zaparkowane na tyle daleko od siebie, że nie miałem problemu z wysiadaniem. Poza tym nie wyglądam na wandala, czy kibola. Raczej na niezbyt zaradnego życiowo naukowca, poetę itp :-) W rzeczywistości z zawodu i pasji jestem programistą, a wyłącznie z pasji muzykiem i filozofem.