jabobo
18.10.14, 11:34
Wg. Jurki Chmialeuskaho : ..."Jerzy Chmielewski w tekście „Od Redaktora” nawiązuje do 75. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Przypomina, że na Białostocczyźnie rozpoczęła się ona prawie dwa lata później. ..."
Cierpliwym do poczytania o wrześniu 1939 roku co się działo w powiecie grodzieńskim :
Powstanie skidelskie 1939 r.
Marek Wierzbicki
(Warszawa)
Rozpad systemu komunistycznego w końcu lat 80. XX wieku stworzył nowe możliwości badawcze dla historyków, m.in. II wojny światowej. Zniknęły polityczne bariery utrudniające lub wręcz uniemożliwiające naukowe badania w tej dziedzinie. W szczególności dotyczy to dziejów ziem wschodnich II Rzeczypospolitej, zajętych i włączonych do Związku Radzieckiego w następstwie paktu Ribentrop — Mołotow i agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 r. Stopniowe udostępnianie badaczom byłych sowieckich archiwów, a co za tym idzie, ujawnianie wielu nieznanych dotąd dokumentów, zmienia optykę widzenia wydarzeń i procesów historycznych, które nastąpiły po 17 września 1939 r. na tzw. Kresach wschodnich II RP. Równocześnie ujawniają się problemy dotychczas oficjalnie nie zauważane. Poszczególne narody i społeczeństwa zamieszkujące ziemie wschodnie przedwojennej Polski prezentują własne, niejednokrotnie sprzeczne wizje dziejów stosunków wzajemnych. Dotyczy to także okresu II wojny światowej. Historia spełnia w ich rozumieniu ważną rolę, ponieważ niejako służy umacnianiu poczucia tożsamości narodowej, usprawiedliwia układ geopolityczny współcześnie istniejący na tym terytorium, wreszcie dostarcza argumentów dla ochrony racji stanu państw o stosunkowo niedługiej tradycji niepodległego bytu. Niejednokrotnie polski punkt widzenia napotyka niezwykle silną opozycję; padają przeciwstawne stwierdzenia, czasem oskarżenia. Poglądy w dziedzinie historii najnowszej tej części Europy środkowo-wschodniej prowadzą niekiedy do ostrych polemik rzutujących na kształt bieżących stosunków dyplomatycznych. Ponadto — ubrane w szatę stereotypów i wzajemnych uprzedzeń — utrudniają trwałe zbliżenie sąsiadujących ze sobą narodów. Stąd coraz większa rola rzetelnych badań historycznych, mogących przynieść odpowiedź na pytanie: gdzie leży prawda, a przez ustalenie prawdy pomóc w budowie przyjaznych stosunków między narodami tej części Europy.
Podczas II wojny światowej ziemie północno-wschodnie II RP stały się obszarem konfrontacji sprzecznych interesów państw, grup narodowościowych i społecznych. Chodzi tu przede wszystkim o Litwę, Polskę i ZSRR, oraz Białorusinów, Litwinów, Polaków, Ukraińców i Żydów. Ten skomplikowany obraz uzupełniały przeciwstawne dążenia właścicieli ziemskich (głównie narodowości polskiej) i ubogiego chłopstwa (na tym terenie głównie białoruskiego), polskiej inteligencji — stanowiącej podporę państwa polskiego na tym obszarze oraz upośledzonego społecznie i politycznie proletariatu żydowskiego. Ta szczególnie gwałtowna konfrontacja ujawniła się już podczas kampanii wrześnowej 1939 r. W niniejszym artykule chciałbym zająć się małym, choć bardzo charakterystycznym, fragmentem dziejów stosunków polsko-białorusko-żydowskich z lat 1939-1941. Jest nim tzw. powstanie skidelskie1 czyli zbrojne wystąpienie antypolskie ludności białoruskiej i żydowskiej w miasteczku Skidel i jego okolicach (przedwojenny powiat grodzieński, województwo białostockie) w pierwszych dniach po wkroczeniu Armii Czerwonej na terytorium II RP (17 września 1939 r.).
Po 17 września 1939 r. na Grodzieńszczyźnie doszło do szeregu zbrojnych wystąpień antypolskich. W wielu wsiach, osadach i miasteczkach pojawiły się grupki uzbrojonych mężczyzn z czerwonymi opaskami na rękawach. Najczęściej byli to działacze, członkowie i sympatycy Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi zdelegalizowanej przez Międzynarodówkę Komunistyczną (a raczej przez Stalina) w 1938 r. Dołączyło do nich wielu więźniów, zarówno politycznych jak i kryminalnych, zbiegłych z nie strzeżonych więzień, zwłaszcza z niedalekiego Grodna. W tych zbrojnych grupach na terenie wiejskim pod względem narodowościowym dominowali Białorusini, zaś na obszarze małych miasteczek znaczny odsetek stanowili przedstawiciele proletariatu żydowskiego. Wkrótce Grodzieńszczyzna stała się terenem krwawych zajść: grupy uzbrojonych rebeliantów napadały na majątki ziemskie, gospodarstwa osadnicze, posterunki policji, urzędy gminne a nawet na drobne oddziałki Wojska Polskiego. Nie obyło się bez morderstw. Jedni ginęli, ponieważ stawiali opór broniąc swojego mienia, czci, rodziny lub na skutek odmowy oddania broni. Inni byli zabijani z powodu przynależności do klas posiadających (ziemianie) albo ścisłego związku z przedwojennym państwem polskim (policjanci, urzędnicy państwowi i samorządowi, oficerowie, osadnicy, duchowni katoliccy i prawosławni). W obydwu przypadkach ofiarami byli w znacznej większości Polacy, bo na nich opierała swoją władzę na Kresach Wschodnich Druga Rzeczpospolita2. Nie znamy w szczegółach przebiegu tych tragicznych wydarzeń, ale nawet opisy jednostkowych zajść budzą przerażenie i dezaprobatę. Niektórzy ziemianie zostali zamordowani w sposób wyjątkowo bestialski np. zamieszkujące w majątku Brzostowica Mała małżeństwo Wołkowickich po brutalnym pobiciu napastnicy zakopali żywcem3. Tragiczny los spotkał również polskich osadników wojskowych z osady Lerypol, oddalonej o kilka kilometrów od Skidla. 21 września 1939 r. wkroczyła tam uzbrojona grupa białoruskich partyzantów aresztując niemal wszystkich obecnych mężczyzn. Wg zapewnień członków tej grupy aresztowani mieli być doprowadzeni do wsi Kurpiki na spotkanie z przedstawicielami władzy sowieckiej. W rzeczywistości wszyscy zostali bestialsko zmasakrowani i zastrzeleni w pobliskim lesie. Ich rodziny uciekły do niedalekiej wioski Sawalówka, w której udzielili im schronienia miejscowi Białorusini. Prawdopodobnie dzięki temu cała grupa przeżyła. Następnego dnia w podobny sposób zamordowano aresztowanych wcześniej osadników z osady Budowla4. Dziesiątki, jeśli nie setki, podobnych wypadków miało miejsce na terenie powiatu grodzieńskiego po 17 września 1939 r. W krótkim czasie rebelianci zdobyli spore ilości broni (część ukrywali jeszcze przed wybuchem wojny) i zajęli co najmniej kilka większych ośrodków jak miasteczka: Skidel, Ostryna czy Jeziory.
Przechodzące przez tamte okolice jednostki Wojska Polskiego w zdecydowany sposób reagowały na przejawy zbrojnych rebelii. 19 września 1939 r. doszło do zaciekłych walk z dywersantami w miejscowości Ostryna (powiat Szczuczyn Nowogródzki). Maszerujące przez tę miejscowość oddziały Rezerwowej Brygady Kawalerii „Wołkowysk” pod dowództwem płk. Edmunda Heldut-Tarnasiewicza zostały ostrzelane przez grupy dywersyjne. Zadanie zniszczenia nieprzyjaciela otrzymał 102 pułk ułanów (wg innej wersji 110 pułk ułanów dowodzony przez ppłk. st. spocz. Jerzego Dąmbrowskiego, słynnego zagończyka z czasów wojny polsko-bolszewickiej 1919-1920). Po krótkiej walce opór przeciwnika został przełamany, a wszyscy schwytani z bronią w ręku rozstrzelani na miejscu. Z płonących domów dochodziły odgłosy wybuchów amunicji zgromadzonej przez dywersantów5. 19 września 1939 r. w godzinach popołudniowych we wsi Dubno (pomiędzy Wołkowyskiem a Grodnem) doszło do walki jednego ze szwadronów rtm. Wiszowatego z prosowiecką grupą dywersyjną. W rezultacie starcia dywersanci wycofali się a większa część wsi spłonęła6. Do podobnego incydentu doszło w miasteczku Jeziory opanowanym 18 września 1939 r. przez grupy dywersantów. W miejscowym posterunku policji usadowiła się nowa władza, oczywiście prosowiecka. Grupki polskich żołnierzy były zatrzymywane i rozbrajane przez rebeliantów. 20 września do walki z nimi ruszyli ułani ze 110 pułku. Przeciwnik przez pewien czas bronił się zaciekle zadając im straty, lecz w końcu uległ. Nieznana bliżej liczba dywersantów poległa w walce, zaś pozostali schwytani z bronią w ręku ponieśli śmierć przez rozstrzelanie. Grupy dywersyjne zaznaczyły swoją obecność także w Grod