Gość: artur
IP: *.pkobp.pl
30.09.04, 10:00
Kawałek tekstu z najnowszego Forum o NRD:
"[...]
Wyrachowana bezradność
Opowieść Beetza mogłaby łatwo podburzyć połowę zachodnich Niemiec przeciw
całemu Wschodowi. Mieszka on w Forst przy granicy z Polską i jest bezrobotny
od 14 lat. Na ogół siedzi w domu i gra na komputerze.
Beetz czuje się tak chory, że skłonny jest przyjąć tylko wyjątkowo lekkie
zajęcie: żadnego zimna, wilgoci ani ciężkich przedmiotów do przenoszenia.
Dlatego zamierza wystąpić o zasiłek dla bezrobotnych II grupy i wkrótce
ponowi wniosek o rentę, gdyż ostatni został odrzucony. Beetz ma 31 lat.
Dawniej był robotnikiem w fabryce szkła w Döbern. Miał co nieco do roboty,
bo – jak sam powiada – w NRD było nie tylko prawo do pracy, ale także
obowiązek jej świadczenia. Z oporem nagiął się do wymagań, choć on i jego
matka Rosemarie uważali, że nie było to zajęcie odpowiednie dla zdrowia
diabetyka, że szkodziło jego nerkom i wątłym plecom. – Już wtedy się przeciw
temu buntowaliśmy, ale w owych czasach nie można było przecież nic zrobić –
wspomina matka. Do dzisiaj gotuje synowi posiłki.
Kiedy upadł mur berliński, Beetz sądził, że nastała kraina pieczonych
gołąbków. Polityka była mu obojętna, ale cieszył się z pełnych półek i
możliwości podróżowania, dokąd dusza zapragnie. Zaczął od tego, że rzucił
pracę – mówi ze śmiechem. Beetz pobiera teraz 690 euro zasiłku dla
bezrobotnych i uzupełniającą pomoc społeczną. Zajmuje 37-metrowe mieszkanie;
ma komputer, modem ISDN, dostęp do internetu, konsolę playstation i telewizor.
Jego matka twierdzi, że od lat gnębią go depresje. Chłopak nie śpi i nie ma
już wcale przyjaciół. – Gdyby tylko miał posadę – wzdycha, siedząc pośród
tuzina porcelanowych lalek, które nabyła ze swojej renty, przyznanej z tytułu
niezdolności do pracy. Także jej córka cierpi na depresję, bo nie może
znaleźć zatrudnienia.
A przecież wszystko by zrobili, aby uzyskać pracę. Beetz pisał np. jakieś
osiem ofert rocznie, według niego to „mnóstwo”. Poza tym były do wzięcia
tylko takie zajęcia, które z powodu jego słabego zdrowia i tak nie wchodziły
w grę. Kiedy niedawno musiał taszczyć skrzynki na pierwsze piętro, „o mało co
nie upadł”. A potem „w dodatku wydarła się na niego” pracownica urzędu pracy,
dlaczego rzucił tę robotę. Chłopak potrząsa bezradnie głową.
[...]"
Co o tym myślicie?
artur