Gość: Sas
IP: 195.205.214.*
10.05.02, 18:41
Czy to prawda czy to bajka, mówcie sobie jak tam chcecie... Było tak: jest w
Białymstoku spółka EKTO (przy Elewatorskiej, taka jakby filia Zakłądu
Energetycznego). Ta spółka miała jakieś długi wobec innej firmy. I wtedy zjawił
się opatrznościowy mąż w postaci niejakiego Gaińskiego Izydora (to jakiś
wicedyrektor białostockiej TV) który wcisnął do spółki EKTO swoją siostrzenicę
(czy bratanicę) - w każdym razie ona mówi do Gaińskiego "wujku" z zamian za co
długi spółki zostały "zapomniane". Siedziała tam sobie i zbijała gruchy, nie
wiadomo co robiąc, ale forsę brała! Gdy firma, której EKTO była winna forsę
jakoś tak upadła - przy Elewatorskiej doszli do wniosku, że po cholerę im teraz
pani Krystyna Sic (bo tak się nazywa owa rodzina dyr. Gaińskiego) i pogonili ją
na szczaw. Rozżalona pani kRystyna poleciała do znajomego plebana i dała na
mszę w intencji, żeby tych w EKTO gremialnie strzelił c.... ! I jeszcze się tym
gremialnie tamże pochwaliła! I patrzcie, co się stało: u jednago z kierowników
w EKTO wykryto raka, prezesowi spółki na kilka dnin "odjęło" nogi, mąż jednej z
pracownic dostał zawału serca!!! I mówić tu, że kątwa nie działa!!! Ale teraz
uwaga, uwaga: Gaiński załatwił rodzinie pracę w Wydziale Ochrony Środowiska
Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku i tam obecnie pani Sic siedzi! Zatem niech
uważa wojewoda Strzaliński i przełożeni tej pani: nie zwalniać jej, pod żadnym
pozorem nie robić żadnych przykrości!!! Bo znów zamówi u plebana klątwę i
będziecie mieli przerąbane!!!