Gość: rowerzyk
IP: 195.177.197.*
24.05.05, 22:14
Zdazylo mi sie dni temu pare podrozowac z Nowego Miasta do centrum krotkim
solarisem na lini numer 16.
Byly godziny przedpoludniowe, tlok umiarkowany, a w srodku jechal czlowiek
z.. rowerem.
I wiecie co sie stalo?
Nic!
Rower nie pobrudzil autobusu, ani pasazerow, ani nie rzucil sie na nikogo
przy hamowaniu, czy na zakrecie. Narzekan ludzi tez nie slyszalem, mimo ze
uwage szczegolnie na to zwrocilem.
Przy nastepnej podrozy mojej podrozy komunikacja miejska na srodkowym
pomoscie staly dwa dzieciece wozki, a na przystanku chciala sie dosiasc pani
z trzecim.
"Pani sie nawet nie pcha, bo w srodku juz dwa stoja" - uslyszala niezbyt
delikatna, ale zyczliwa informacje od jakiejs powaznej pani z wnetrza
autobusu. Kobieta z trzecim wozkiem rezygnowala z wsiadania i zostala na
przystanku. Czy gdyby ktos chcial wsiasc z rowerem bylo by inaczej? Czy
wciskal by sie na sile, "bo ma prawo wsiasc"?
Po co wiec te zakazy przewozenia roweru autobusem?
Pozdrawiam
Krzysiek
--
Juz w ten piatek kolejna Masa Krytyczna -
www.masa.bialystok.prv.pl