Gość: sebas
IP: 217.97.203.*
18.08.05, 08:30
Likwidacja pociągów to dla nas strata miejsc pracy - przekonywali wczoraj
kolejarze wicemarszałka Jana Kamińskiego. Na pikietę pod Urząd Marszałkowski
przyszło około 50 pracowników PKP z Białegostoku, Czeremchy, Hajnówki i Suwałk.
Od 22 sierpnia z podlaskiego rozkładu jazdy zniknie 11 pociągów, m.in. między
Sokółką a Kuźnicą, Białymstokiem a Czeremchą, Suwałkami i Białymstokiem. Trzy
inne połączenia zostaną skrócone. Powód? Kolej nie ma pieniędzy na utrzymanie
nierentownych połączeń, a Urząd Marszałkowski zamiast 15 mln dał tylko 9 mln.
Mimo zapewnień władz PKP, że nie będzie zwolnień kolejarze boją się o miejsca
pracy.
- Już teraz wysyłają nas na urlopy postojowe, za które dostajemy tylko 60
proc. wypłaty - mówi maszynista z Hajnówki. - To co z nami będzie, jeśli
następne linie odpadną?
- Pracuję już 30 lat na kolei. Kto teraz przyjmie mnie, pięćdziesięciolatka,
do innej pracy? - wtóruje mu kolega po fachu.
Dlatego kolejarze zdecydowali się na wczorajszą pikietę przed Urzędem
Marszałkowskim. Przedstawili swoje postulaty wicemarszałkowi Janowi
Kamińskiemu. Domagali się przede wszystkim dofinansowania przewozów,
przywrócenia kursowania pociągów przeznaczonych do likwidacji, a także
przygotowania "jasnej polityki transportowej", dotyczącej przewozów
regionalnych, wynikającej z ich roli publicznej i społecznej.
- Gdybym był na waszym miejscu, też bym pewnie upominał się o swoje - przyznał
marszałek Kamiński. - Ale my musimy myśleć o innych resortach: o służbie
zdrowia, szkolnictwie, drogach.
Tłumaczył, że likwidacja 11 linii to najmniejsze zło, gdyż początkowo
planowano zlikwidować aż 49 połączeń z 99 istniejących. Zapewniał, że
zlikwidowane pociągi zostaną zastąpione połączeniami autobusowymi.
- To nam zabieracie pracę, a dajecie ją PKS? - denerwowali się protestujący
kolejarze.
Na piątek zaplanowane jest spotkanie marszałka z przedstawicielami kolejarzy.
Jeśli wtedy nie dojdzie do porozumienia, kolejarze nie wykluczają strajku.