Dodaj do ulubionych

Polecam rozmowe z W.Cimoszewiczem w GW

27.02.06, 10:16
ciekawa i pozyteczna; rzeczywiscie wybitny polityk... w odroznieniu od tej
masy rzadowej
Obserwuj wątek
    • Gość: T-800 Cimoszewicz - wybitny kłamca i oszust IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 27.02.06, 11:59
      Miał akcje Orlenu, ale ich nie miał, bo należały do córki. Miał na to pieniądze,
      ale ponieważ ich nie miał, to wziął kredyt. Sprzedał je w styczniu 2002 r., ale
      ponieważ chciał w grudniu 2001 r., to tak naprawdę sprzedał je w grudniu. W
      deklaracjach ich nie wpisał, bo wypełniał je według stanu na kwiecień, a jak
      wiemy, sprzedał je w styczniu, czyli w grudniu. Zrobił korektę swojej
      deklaracji, z tym że niczego nie poprawiał, bo pytania były niestosowne.
      Zatrudnił wariatkę jako asystentkę i dał jej do wypełnienia swoje deklaracje,
      ale nie dał ich, bo to wariatka. Pozostawiał wzory swych podpisów w jakichś
      komitetach - jakby ktoś chciał mieć upoważnienie ministra spraw zagranicznych.
      Podpisy są jego, ale on ich nie składał - składała je pieczątka z komitetu. A
      pełnomocnictwa okazały się oryginalnie sfałszowanymi kopiami.
    • fiat_lux Re: Polecam rozmowe z W.Cimoszewiczem w GW 27.02.06, 19:11
      niezla czapa

      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=153
      Będą sobie podrzynać gardła
      Włodzimierz Cimoszewicz - Dlaczego odszedł z polityki? Co ma do powiedzenia
      swoim wyborcom? Co myśli o Polsce Kaczyńskiego? Czy wierzy w lewicę? Czy wróci?
      – po 100 dniach milczenia Włodzimierz Cimoszewicz odkrywa twarz.
      Rozmawia Robert Walenciak

      Naprawdę spodziewał się pan eleganckiej kampanii wyborczej? Polityka jest brutalna.
      – Ależ z tym bym sobie poradził! Tyle że brutalność przekroczyła wszelkie
      granice w momencie, kiedy zaatakowano moją rodzinę, zaatakowano moją córkę. Gdy
      mogłem w niektórych tygodnikach przeczytać o perspektywie więzienia dla rodziny
      Cimoszewicza, rodziny przestępczej, mafijnej, piorącej brudne pieniądze. Czym
      sobie zasłużyli córka i mój zięć, żeby ich bezkarnie i kłamliwie określać jako
      przestępców? Te artykuły to był zwykły bandytyzm! I przeciwko temu bandytyzmowi,
      poza głosami pojedynczych osób, kilku moich przyjaciół z Białegostoku, Jolanty
      Kwaśniewskiej, nikt nie protestował! Media, świat polityki, duża część
      społeczeństwa zachowywali się jak gapie. Przyglądający się wypadkowi, kraksie na
      drodze.

      Pana kraksie...
      – Nie chodziło o mnie. Chodziło o to, że w polskim życiu publicznym przekroczono
      kolejną granicę deprawacji obyczaju politycznego. Co mogłem zrobić, żeby
      powstrzymać ataki? Żeby ochronić swoją rodzinę? Która zapłaciła w ciągu 16 lat
      najwyższą cenę tego, że zajmowałem się działalnością publiczną, bo ja dla tej
      rodziny, dla żony, dla dzieci, nie miałem czasu. Gdybym nie zaprotestował,
      oznaczałoby to, że kładę uszy po sobie.

      Nie chodziło o protest, tylko o cierpliwe wyjaśnianie.
      – Wszystkie wyjaśnienia, jakich udzielałem, tak naprawdę nikogo nie
      interesowały! Zarzuty zostały sformułowane – karygodne, nieprawdziwe – i
      wirowały w powietrzu.

      Nie chciał pan być szeryfem i strzelać do nich?
      – W moim rewolwerze nie było kul. Te kule, w takim przypadku, to zachowanie
      społeczeństwa, mediów. Nie może być tak, jak w westernie „W samo południe” –
      całe miasteczko przygląda się, czy samotny szeryf da sobie radę. Moja rezygnacja
      była krzykiem protestu! Nawiasem mówiąc, nie można zapominać, że ten atak był
      skuteczny. W lipcu miałem 40% poparcia. A we wrześniu już tylko 15-17%.

      A gdyby pan zacisnął zęby i nie rezygnował, trwał do końca?
      – No i?

      Dostałby pan w pierwszej turze 15-17%.
      – I na czym polegałaby wyższość tego scenariusza?

      Że te 15-17% ludzi miałoby swego generała do końca.
      – Miałem świadomość, że moja decyzja będzie dotkliwa, rozczarowująca dla wielu
      osób. Tylko proszę porównać pewne wartości – w tym przypadku chodziło o komfort
      psychiczny grupy rodaków. Że będą mieli na kogo głosować. A na drugiej szali
      leżały wartości zarówno w wymiarze publicznym, jak i osobistym, rodzinnym,
      nieomal najwyższe.
      DLACZEGO LUDZIE TAK ŁATWO UWIERZYLI?

      To nie była sprawa komfortu psychicznego wyborców. Na pana ludzie chcieli
      głosować, bo reprezentował pan pewien system wartości, pewną wizję Polski.
      – Załóżmy, że do pierwszej tury bym nie rezygnował, więc te 15-17% ludzi w dniu
      głosowania miałoby komfort psychiczny, że byłoby na kogo oddać głos. 10 godzin
      później wszyscy byśmy wiedzieli, że te głosy i tak niczego nie dały. W tamtym
      momencie żadne wydarzenie pokazujące, że to ja mówiłem prawdę, nie miało siły
      zmiany nastawienia opinii publicznej. Przecież pojawiła się informacja, że
      prokuratura będzie stawiała zarzuty głównemu świadkowi oskarżenia wobec mnie...

      ...czyli pani Jaruckiej...
      – ...o posługiwanie się fałszywym dokumentem i składanie fałszywych zeznań. Ale
      to na nikim nie zrobiło wrażenia! Powiem otwarcie: gdyby duża część mediów
      zachowała się rzetelnie, na takiej zasadzie – proszę bardzo, ekspertyzy
      prokuratorskie stwierdziły, że główny świadek oskarżenia składa fałszywe
      zeznania, posługuje się fałszywymi dokumentami, więc od tej pory domagamy się
      pilnego wyjaśnienia, kto za tym stoi, kto ponosi za to odpowiedzialność
      polityczną. Gdyby w ten sposób postawiono sprawę, to owszem, byłaby szansa walki
      o poparcie społeczne. Ale tego nie było! Byłem na konferencjach prasowych,
      widziałem zachowania dziennikarzy. Ich nie interesowały informacje korzystne dla
      mnie. Nie chcę do tych spraw wracać, natomiast myślę, że cały czas pozostają
      aktualne pytania – zarówno do pana Tuska, jak i panów Kaczyńskich – o ich
      współodpowiedzialność za to wszystko, co się wydarzyło.

      Oni umywają ręce.
      – Oni umywają ręce konsekwentnie. Ci ludzie odgrywają dziś pierwszoplanowe role
      w państwie, a mają ciężki grzech na sumieniu – wobec państwa, wobec reguł życia
      publicznego. Osiągnęli to, co osiągnęli, w sposób ewidentnie nieuczciwy.

      Więc co pan tym 15% powie? Odszedłem i...?
      – Chciałbym wierzyć, że moi sympatycy składają się z ludzi rozumnie
      podchodzących do problemów państwa, polityki. I nie mylą przyczyn ze skutkami.
      Niech więc zastanowią się, w stosunku do kogo powinni kierować swoje
      rozczarowanie, krytykę, niech nie mylą sprawcy i ofiary. Niech sobie przypomną,
      na podstawie czego formułowano oskarżenia. Jak stworzono atmosferę dwuznaczności
      wokół mojej osoby. Co z tego pozostało? Co?

      Nic, ale nie o to przecież chodzi. Wtedy chodziło o to, żeby utrącić pana jako
      kandydata...
      – Niech więc teraz każdy w swoim sumieniu sobie odpowie: ulegał temu nastrojowi
      czy nie ulegał? W lipcu 40% było gotowe na mnie głosować. W ciągu paru miesięcy
      ponad połowa ubyła, bo uwierzyli całkowicie kłamliwym zarzutom. Niech się
      zastanowią, dlaczego tak się stało, dlaczego tak łatwo potrafili przyjąć
      kłamliwe zarzuty w stosunku do kogoś, kto przez 16 lat w tysiącu różnych
      sytuacji dowodził, że jest człowiekiem uczciwym? Dlaczego tak łatwo to poszło?

      Dlaczego?
      – To jest też obiektywny problem naszego życia publicznego. Nie liczy się
      życiorys, nie liczą się fakty, liczy się kłamliwy atak! Jesteśmy często oburzeni
      na to, kto w Polsce zajmuje się polityką, jacy to są ludzie, jak nisko upadły
      standardy moralne. Tymczasem sami nie potrafimy odróżniać ziarna od plew. A
      skoro nie potrafimy, będziemy za to płacili cenę. Masz, obywatelu, prawo
      wybrania – to wybrałeś.
      NARÓD SAM NAKŁADA SOBIE KAGANIEC

      Czyli wygrała Polska Kaczyńskich, a Polska Cimoszewicza, wartości, które pan
      reprezentował, odchodzi do głębokiej defensywy...
      – Dzisiaj tak rzeczywiście jest. Różnica między moją Polską a ich dotyczy
      zarówno spojrzenia na własny kraj, jak i na jego otoczenie. Ja nie uważam
      ostatnich 16 lat za czas klęski, tylko za czas sukcesu. Nie uważam, że
      przestępczość jest w tej chwili w Polsce wyjątkowym zagrożeniem, ośmielam się
      twierdzić, że jest mniej więcej na takim samym poziomie jak w wielu innych,
      całkiem normalnych krajach. I że problem przestępczości jest instrumentalnie
      wykorzystywany do straszenia obywateli, żeby ci obywatele dali sobie nałożyć
      kaganiec. Jestem tym politykiem, który po raz pierwszy podniósł w Polsce problem
      korupcji życia publicznego. Pozwalam sobie to przypomnieć po to, żeby mniej
      dwuznacznie wyglądało moje stwierdzenie, że problem korupcji jest wyolbrzymiany.
      To, co się w tej chwili w Polsce wyprawia, to jest tumanienie ludzi. Pod hasłem
      działań antykorupcyjnych w sposób oczywisty zamierza się podejmować działania,
      które w przypadku nadużycia tworzonych w tej chwili instrumentów zagrożą
      demokratycznym swobodom.

      Czyli Centralnego Biura Antykorupcyjnego...
      – Historia polityczna składa się z setek przykładów nadużycia tego typu
      instrumentów. Praworządność polega na tym, że wprowadza się całą masę
      zabezpieczeń gwarantujących, że nadużycia są niemożliwe.

      Naród nie boi się tego.
      – Bo skutecznie otumaniono ludzi, postraszono. Dla Polski absolutnym priorytetem
      jest w tej chwili szybki bieg

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka