Muzyka karnatyczna

03.06.07, 06:48
www.polskieradio.pl/dwojka/artykul.aspx?id=2215

Brzmi intrygująco, więc zawiadamiam. No i wybieram się.
    • arana Re: Muzyka karnatyczna 06.06.07, 23:12
      Nigdy nie umiałam usłyszeć wschodniej muzyki, tylko mniej lub bardziej miłe
      dźwięki. Ale kusi mnie ta muzyka, zawsze kusiła, a szczególnie po Konkursach
      Chopinowskich. Słyszałam tylu Azjatów zafascynowanych naszą muzyką. - A ja -
      mówiłam sobie – dlaczego nic nie wiem o nich?

      Dwa czy trzy miesiące po Konkursie Chopinowskim przyjechał do nas Nihon
      Gasoda – zespół grający tradycyjna muzyką japońską. Poszłam, słuchałam uważnie,
      ale usłyszałam tylko zbiór miłych dźwięków, nie muzykę.

      Toteż koncert muzyki karnatycznej pewnie bym pominęła, gdyby nie moja pasja do
      nowinek i uwaga Przyjaciela, który przypomniał, że ta muzyka oddziałała na
      wielu zachodnich kompozytorów, w tym na Garbarka, którego słucham ostatnio z
      upodobaniem.

      Koncert odbywał się w Studiu im. W. Lutosławskiego. Chodzę tam od lat, znam
      wszystkie twarze. A tym razem – zaskoczenie: nikogo znajomego; dużo Hindusów i
      barwnych hinduskich pań. Niehinduska publiczność młodsza niż zazwyczaj bywa w
      Studiu i bardziej ‘na luzie’.

      To było pierwsze zaskoczenie. A inne?

      Na estradzie stał podest z dziwnymi instrumentami. Program informował, że to
      był mridangan, czyli bęben dwumenbranowy, ghatam, czyli dzban, gliniany
      instrument perkusyjny i morsing – rodzaj drumli. Bohaterem oczywiście miały być
      skrzypce i wirtuoz, L. Subramanian.

      Zespół zasiadł na podeście jak na podłodze – to następne zaskoczenie.

      Czekałam w napięciu na rozpoczęcie. Co usłyszę?

      To było największe zaskoczenie: usłyszałam MUZYKĘ! Ja, dotychczas tak odporna
      na wschodnią estetykę zachwyciłam się kameralnym dialogiem instrumentów, a
      jednocześnie przestrzenią symfoniczną, którą tworzyły grane utwory. I czułam
      narastające napięcie. Skąd ono się brało, skoro słyszałam tylko kilka
      powtarzanych motywów? Co prawda powtarzanych w sposób mistrzowski. Może w tym
      rzecz? Nie wiem. Wiem tylko, że w finale utworów czułam się jak przy
      triumfującym Beethovenie.

      Po przerwie wystąpiły dwie śpiewaczki: żona i córka Subramaniana. Ta druga,
      Kavita, porwała publiczność niezwykłym głosem i wspaniałą interpretacją
      piosenek filmowych z Bollywood. Klaskaliśmy do rytmu i prawie tańczyliśmy! Czy
      to się często zdarza w europejskiej sali koncertowej?

      To był piękny, niezwykły wieczór pełen zaskoczeń - a to właśnie lubię!

      research.pl/article.php?title=Lakshminarayana+Global+Music+Festival+-
      +Dr.+L.+Subramaniam+-+wirtuoz+skrzypiec+indyjskich+w+Polsce.189
      • pitaszyl Re: Muzyka karnatyczna - wielka hucpa 09.06.07, 03:08
        Szczególne uznanie należy się córce "cesarza skrzypiec" za artystyczne dokonania. Biedulka nie ma głosu i dała popis na poziomie karaoke. Pożegnano ją buczeniem. Klaskali szydercy, no i Hindusi, dla których był to wieczór sentymentalny.
        Dawno nie zażyłem takiej dawki kiczu.
        • arana Re: Muzyka karnatyczna - wielka hucpa??? 09.06.07, 12:38
          Po pierwsze - nie pisałam o córce, a o żonie.
          Po drugie - świat byłby niesłychanie nudny, gdyby wszystkim podobało się to
          samo.
          Po trzecie - nie słyszałeś o estetycznej waloryzacji kiczu? :)
          • bwv1004 Re: Muzyka karnatyczna - wielka hucpa??? 09.06.07, 16:18
            Hm.

            arana napisała:
            > Po pierwsze - nie pisałam o córce, a o żonie.

            " dwie śpiewaczki: żona i córka Subramaniana. Ta druga,
            Kavita, porwała publiczność niezwykłym głosem i wspaniałą interpretacją "

            Hm. Hm.

            ;-)
            • arana Oj, masz rację! 09.06.07, 16:56
              Ale liczyć nigdy nie umiałam - i jak się okazuje - nawet do dwóch!
              Ale imion nie pomyliłam: żona ma na imię Kavita. I mnie się jej głos naprawdę
              podobał.
              • pitaszyl Re: Oj, masz rację! - z pewnością!!! 09.06.07, 19:38
                Cóż,
                sprytny Hindus, udający wirtuoza gry na skrzypcach podróżuje po świecie prezentując grane z playbacku ragi oraz swoją rodzinę: syna, który rzeczywiście dopiero się uczy, córkę, która niczego nigdy się nie nauczy oraz żonę, potrafiącą śpiewać. Zabiera ze sobą w podróż trzech służacych udających muzyków: bębniarza, który najpiękniej grał w czasie strojenia mikrofonów, drumlistę trzymającego rytm oraz tamburynistę wyróżniającego się urodą. Muzykę zagrali przeciętną, nie do uratowania z powodu żałosnych przesterów i wspomnianego playbacku. W drugiej części "koncertu" wystąpiła nastoletnia córka, która próbowała śpiewać, ale jej się nie udało, na co mnóstwo świadków. Kilka osób opuściło salę S-1 w czasie jej występu. Pozostali buczeli. Na koniec zaśpiewała do podkładu z magnetofonu żona skrzypka, która potrafi jedyna z całej rodziny jest artystką i potrafi robić muzykę. Całość była i tak klezmerskim popisem, godnym średniej klasy restauracji.
                W sumie, bardzo żałosne wydarzenie. Nie żałuję, że byłem, bo kolekcjonuję różne doznania, także niemiłe.
Pełna wersja