kichigai_ushi
15.06.07, 12:00
dwie dzisiajesze sytuacje.
pierwsza- w rolach glownych moj syn Tym i coś.
godzina 8 jeszcze przed sniadaniem.
maly raczkuje sobie to tu to tam. balkon jest otwarty. gotuje sie woda na
kasze. nagle czlepie moje dziecie cos zujac. i zaczyna sie dlawic- mysle sobie
cos zjadl glupem maly. wiec mu wpycham palce do buzi w poszukiwaniu winowajcy.
JEST! MAM! ale co to jest? hmm... ide wiec na balkon- bo wracal z balkonu wiec
musial tam cos znalesc. patrze lezy to COS. nie wiem co to, myslalam ze to
listek. podnosze, patrze a to cos ma glowe i flaki. z buzi wyjelam mu kawalek
odwloka. mysle ze to byla cma zabita przezemnie lub moja mame i nie dokladnie
wyrzucona przez balkon, upadla na balkon. zatem poniekad dziecko sobie
sniadanie znalazlo. :)
sytuacja druga- w rolach glownych Ja. moja reka i cos brazowego.
siedze przy kompie patrze mam cos na dloni- taka mala brazowa plamka. cos
miekkiego. przygladam sie przygladam...mysle- moze to kupa Tyma, bo go
przewijalam zasranego przed chwila- i co robie? sprawdzam co to. ale nie, ja
nie wacham, ja zlizuje. :) po czym stwierdzam ze to czekolada. no i pomyslalam
jaka ja glupia jestem, nie prosciej bylo wachnac co to? tylko od razu lizac?
toz ja nie jestem niemowle to to jezykiem wszystko sprawdza....
generalnie to sie usmialam dzisiaj rano z siebie i dziecka ;)
a dzien sie dopiero zaczyna.....
co jeszcze mnie czeka?
:D