Gość: spoleczniak
IP: *.acn.waw.pl
23.11.07, 00:55
Nie oddał komórki. Chcieli go zadźgać
>>> tinyurl.com/2lspfa <<<
bandyci:
- Adian Ziółkowski
tinyurl.com/2o866n
- Damian Maciejczuk
tinyurl.com/3cmpy6
Przeciwstawił się bandytom i nie żałuje tego
To cud, że Marcin (22 l.) przeżył. Dwóch zwyrodnialców z Białegostoku napadło
go na przystanku autobusowym i z zimną krwią próbowało zasztyletować.
Ostrze zabójczego noża przebiło klatkę piersiową i rozpruło płuca chłopaka,
docierając niemal do samego serca. Bezwzględni bandyci - Adrian Ziółkowski (23
l.) i Damian Maciejczuk (22 l.) - chcieli zabić, bo Marcin... nie oddał im
swojego telefonu komórkowego.
Brutalna rzeczywistość
To przerażające, ale ta historia mogła przytrafić się każdemu z nas. Był późny
wieczór. Marcin wraz z kolegą stał na przystanku autobusowym. W ręku trzymał
telefon komórkowy. Nagle podeszło dwóch mężczyzn. To Adrian Ziółkowski i
Damian Maciejczuk. Z agresją malującą się na twarzach i zaciśniętymi pięściami
zastępują drogę chłopakom. Maciejczuk rzuca krótko: - Dawaj, k... telefon. Ale
Marcin nie widzi żadnego powodu, żeby jakiemuś oprychowi oddawać swoją
własność. Zdecydowanie mówi: - Nie. To wywołuje wściekłość bandziorów. Z
pięściami rzucają się na zaskoczonych chłopaków. Ale nie są w stanie sobie z
nimi poradzić. Są bezsilni. W pewnym momencie Adrian Ziółkowski chwyta za nóż
i rozjuszony podbiega do Marcina.
- Wbił mu nóż w żebra. A potem jeszcze raz dobił. I krzyczał, że go zabije -
opowiada Damian (17 l.), świadek tych dramatycznych scen.
Ciężko ranny Marcin ostatkiem sił dociera z Damianem do jego domu. Tam wezwano
pogotowie i zawiadomiono policję.
Błyskawiczna operacja
Umierający chłopak błyskawicznie trafił na stół operacyjny z raną głęboką na
6,5 cm. Ostrze dwukrotnie przebiło prawe płuco i utkwiło tuż przed sercem.
Ciężka operacja trwała wiele godzin. Przez cały ten czas w szpitalu czuwał
przy nim ojciec Jarosław C. (40 l.), a mama błagała Boga o litość i ratunek.
- Siedziałam w domu, ściskając w dłoniach telefon i prosiłam Pana Boga, żeby
mój syn przeżył, żebym w aparacie usłyszała tylko dobre wieści. Odchodziłam od
zmysłów - łka Iwona C. (40 l.) z Zambrowa, mama Marcina. - Mój syn pojechał do
Białegostoku odwiedzić babcię, a spotkała go historia jak z gangsterskiego
filmu - dodaje wstrząśnięta kobieta.
Niczego nie żałuje
Na szczęście białostoccy lekarze dokonali prawdziwego cudu i Marcin wraca do
zdrowia. Z niechęcią opowiada o tych dramatycznych chwilach, w których mógł
stracić życie. Ale nie żałuje, że się postawił bandytom.
- Powiedziałem im "nie", bo gdybym oddał telefon, to zażądaliby pieniędzy -
mówi Marcin. - Kiedy odmówiłem, dostałem potężny cios i zaczęliśmy się bić.
Ale byłem pewien, że sobie poradzę, nawet z dwoma. Niestety, nie spodziewałem
się tego, co się po chwili stało. Ciosu nożem - dodaje chłopak.
Obaj bandyci bardzo szybko zostali złapani przez policję i aresztowani na trzy
miesiące. Adrian Ziółkowski może trafić za kraty na 22 lata, a jego kompan na
10 lat. Zasłużyli na więzienie jak mało kto. Tam przynajmniej nie będą
zagrażać normalnym, spokojnym ludziom.
autor: Agnieszka Sakowicz