oryszczyszyn
25.11.07, 21:35
Z mojego bloga na Salonie 24.
Źródło: oryszczyszyn.salon24.pl/48769,index.html
W poniedziałkowej Gazecie Wyborczej artykuł Moniki Kosz-Koszewskiej "Białystok
- miasto źle umeblowane", udostępniony już dzisiaj w sieci, przynosi
potrzebną, choć pobieżną ocenę atrakcyjności architektonicznej miasta.
Pobieżną, bowiem skupioną na czymś, co autorka tekstu nazywa "upiększaniem".
Upiększamy zazwyczaj coś, co już jest w jakiś sposób zachęcające, atrakcyjne,
cieszące oko. Upiększanie brzydoty nie kończy się zazwyczaj dobrze. Dlatego
uważam, że pomimo dobrych intencji, Monika Kosz-Koszewska myli się w - by tak
się wyrazić - pryncypiach.
To prawda, że miasto ostatnich miesiącach poprawiło swój architektoniczny
wizerunek. Podświetlono na nowo Pałac Branickich, zbudowano Plac Miejski i
odnowiono plac przed teatrem. Całkowitym nieporozumieniem jest nowy budynek
Koszałka, nazywany przez Białostoczan "Koszmarkiem". Wewnątrz jest
zdecydowanie lepiej, zaś widok z tarasu kawiarni na trzecim piętrze jest - bez
przesady - imponujący (może dlatego, że to jedyne miejsce okolicy, z którego
nie widać Koszałka...).
Zasięg prac jest jednak ograniczony wyłącznie do ścisłego centrum. I tak
naprawdę w promieniu 10 minut marszu od Rynku Kościuszki jest co prawda
jeszcze nieźle, ale dalej wkraczamy w białostocką "strefę cienia". Miasto nie
ma na przykład żadnego pomysłu na zagospodarowanie i uatrakcyjnienie tak
typowej dla Białegostoku quasi-wiejskiej zabudowy okolic ulicy Młynowej,
Mazowieckiej, czy Bojar.
Napisałem, że nie zgadzam się z Moniką Kosz-Koszewską, powtarzającą w zasadzie
opinie białostockich architektów. Białystok nie potrzebuje kolejnych
architektonicznych "drobiazgów" w postaci ławeczek z Zamenhofem czy
fluorescencyjnych żubrów. By posłużyć się metaforą autorki - są to ulepszenia
istniejących mebli, a Białemustokowi potrzeba fundamentalnego "przemeblowania"
miasta: wytyczenia wyraźnego centrum, ukształtowania przemyślanymi decyzjami
ciągów komunikacyjnych, również tych pieszych, "sprowokowania" przekształcania
się centrum w zagłębie handlowo-usługowe.
Drobiazgi - owszem - są ważne, ale po co przyozdabiać kolorowymi wstążkami
stracha na wróble?