Studiować... - a cóż to znaczy?

09.10.08, 13:42
Bardzo mi się spodobał głos Mariusza. To jedno z niewielu stanowisk tej debaty
pozbawiony kompleksów, poczucia wstydu i skierowany na przyszłość. Co prawda
nie wierzę w gwałtowne "dygitalizowanie się" uniwersytetów i uważam, że
niektóre tradycyjne ich elementy powinny zostać zachowane. W pełni popieram
natomiast propozycję połączenia uczelni publicznych w jeden duży uniwersytet.

Pozdrawiam serdecznie.
    • stud1979 Studiować... - a cóż to znaczy? 12.10.08, 12:26
      I to jest tekst, ktory powinien cala dyskusje Gazety otwierac, bo wypracowanie
      panny Romaniuk jest po prostu zenujace!

      Brawa dla autora za spojne poglady, rzeczowa argumentacje i za to, co juz w
      zyciu osiagnal!
      • pan_gerwazy Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 12.10.08, 14:08
        Niektórym artykuł się podoba, ponieważ poziomem odpowiada ich intelektowi. Mnie takie bajeczki po prostu śmieszą:

        1/. Na całym świecie "papierek" prestiżowej uczelni jest przedmiotem pożądania wśród młodych zdolnych ludzi i liczy się też wśród pracodawców. Czyżby Białystok szykował jakąś światową rewolucję pod tym względem?
        Ciekawe czy czy nowa moda przyjmie się np w Anglii czy USA?

        2/. Internet wyrówna poziom? Takiej bzdury jeszcze nie słyszałem. Najzdolniejsza młodzież z Białegostoku, Kielc czy Rzeszowa i tak pojedzie studiować do Warszawy czy Krakowa. Tak było, jest i będzie. Poziom nauczania zależy wprawdzie od wielu czynników, ale najważniejszym są zdolności, inteligencja, sprawność intelektualna i pracowitość studentów. Z pustego nawet Salomon nie naleje a z kury informatyka nie zrobisz.

        3. O poziomie intelektu absolwentów białostockich uczelni świadczy to, że ktoś jest aż tak zaściankowy, że zachwyca się atmosferą panującą na białostockich uczelniach. Białostockie uczelnie to zwykłe szkółki, gdzie kulturalne życie studenckie przktycznie nie istnieje a student marnuje większość swego wolnego czasu na bezsensowne dojazdy z jednego miejsca na drugie. Nie ma nawet sensu porównywać życia studenckiego w Krakowie i Białymstoku. Autorowi artykułu polecam natomiast wycieczkę do olsztyńskiego Kortowa. Niech się rozejrzy, chłonie tamtejszą atmosferę, porozmawia z miejscowymi studentami i zrozumie ile jeszcze jest w Białymstoku do zrobienia.

        4. Pozornie zgadzam się z autorem artykułu i też jestem za federacją białostockich uczelni. W czym jest problem? Ja wiem co to jest federacja a mu wydaje się, że to "całkowita integracja struktur". To też świadczy o poziomie nauczania białostockich uczelni...

        pl.wikipedia.org/wiki/Federacja
        • gabryska1234 Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 08:43
          Panie Gerwazy, mniejsza już o treść wpisu: D...A z Pana nie facet jeśli
          krytykując kogoś, kto się przedstawia z imienia i nazwiska ukrywasz się pod
          nickiem... Jesteś facet bez jaj i do tego zakompleksiony na maxa. Żal mi takich
          małych ludzi... Do terapeuty a nie na forum, bo tu się tylko pogłębia Twój
          nikczemny stan psychiczny...
          • stachkonwa Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 08:52
            Wybacz, ale konwencja tego forum nie zmusza nikogo do ujawniania
            swojego imienia i nazwiska. To po pierwsze. A po drugie: twój
            przedmówca przedstawił konkretne argumenty i to raczej mocne. Że
            przy okazji niespecjalnie przebierał w słowach, cóż: a ty też nie
            przebierasz w słowach i jakoś nie zauważyłem, byś się podpisała.
            • pan_gerwazy Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 14:08
              stachkonwa napisał:

              > Wybacz, ale konwencja tego forum nie zmusza nikogo do ujawniania
              > swojego imienia i nazwiska. To po pierwsze. A po drugie: twój
              > przedmówca przedstawił konkretne argumenty i to raczej mocne. Że
              > przy okazji niespecjalnie przebierał w słowach, cóż: a ty też nie
              > przebierasz w słowach i jakoś nie zauważyłem, byś się podpisała.


              Nie przebierałem w słowach??? Czy mógłbyć to zacytować? Umieram z ciekawości.
              • stachkonwa Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 14:21
                "niespecjalnie przebierał" a nie "nie przebierał". Po prostu byłeś
                dość złośliwy i tyle.

                Raczej zwróciłbym twoją uwagę na ten fragment:

                "twój
                > > przedmówca przedstawił konkretne argumenty i to raczej mocne"

                no chyba, że chodzi ci o to, zeby się pospierać, ale nie mam na to
                ochoty
          • obserwator.2008 Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 11:16
            brawo gerwazy. tak trzymaj. zabraklo im argumentow to zakladaja rozne nowe nicki
            i uciekaja sie do osobistych atakow na ciebie. przypadkowo jeszcze udowodniles,
            ze u nich nie tylko poziom wiedzy jest niski ale i z kultura jest na bakier. ich
            ambicje rozum przerastaja a dla kariery na kazde swinstwo i machlojke sa gotowi.
            • gabryska1234 Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 11:31
              :))) Nieźle się uśmiałam :)))
              Żyjcie sobie dalej w Waszym świecie MY (dobrzy) - ONI (źli)! Miejcie nadal swoje
              teorie spiskowe! Wymyślajcie nowe wojenki! Powodzenia Wam życzę w aktywności
              wirtualnej, bo chyba z realną to u Was ciężko... A ja sobie dalej będę z NIMI
              spiskowała... Skoczę se założyć jeszcze z szesnaście kont i w innych dyskusjach
              będę SIŁY CIEMNOŚCI wspierała :))) Panie obserwator - nie oceniaj innych swoją
              miarą, to że Ty zakładasz co rusz nowe konta, nie znaczy, że to jest powszechna
              praktyka :)))
              • stachkonwa Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 11:40
                To może odnieś się do tematu dyskusji. Tego rzeczywistego
                • gabryska1234 Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 11:49
                  Generalnie z tekstem się zgadzam, choć w niektórych momentach jest trochę za
                  bardzo optymistyczny, może nawet nieco naiwnie... Znam trochę rzeczywistość
                  uczelnianą - nie widzę możliwości połączenia się uczelni, za dużo tu różnych
                  interesików kadrowych...

                  Ale jakie znaczenia ma ten głos w generalnej formule tego forum...? Przecież
                  przez ten jad zewsząd płynący nie jest w stanie nawet się przebić... Pani Emilia
                  Romaniuk pisze, że przedstawiciele świata nauki rzadko zabierają głos w
                  dyskusjach... A komu by się chciało tracić nerwy??? Lepiej ten czas przeznaczyć
                  na nowy artykuł naukowy...
                  • stachkonwa Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 11:55
                    "Znam trochę rzeczywistość
                    > uczelnianą - nie widzę możliwości połączenia się uczelni, za dużo
                    tu różnych
                    > interesików kadrowych..."

                    To jeżeli interesiki są ważniejsze, źle świadczy to o tej
                    rzeczywistości, a tym samym nie ma się co dziwić twoerdzeniom, że tu
                    nie warto studiować. W innym miastach możliwe było połączenie się
                    uczeni i to bardzo różnych (np. w Olsztynie), a u nas nie?

                    "Lepiej ten czas przeznaczyć
                    > na nowy artykuł naukowy"

                    Byłoby bardzo dobrze, bo to jedyny dobry sposób na budowę prestiżu,
                    jaki znam.
                    • obserwator.2008 Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 12:12
                      klamiesz gabrysiu-podszywaczu. ja tu rzadko zagladam ale pisze od maja. ty na
                      tym forum jestes od dzisiaj. zalozyles ten nick dzisiaj specjalnie do tej
                      dyskusji. jezeli masz cos do powiedzenia na temat dyskusji to napisz. jezeli
                      maja to byc tylko inwektywy wobec innych dyskutantow to daruj sobie trollu i nie
                      przynos wstydu bialostockim uczelniom
                      • gabryska1234 Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 12:26
                        Kłamiesz Obserwatorze - i tak można do końca świata...
                        Rób se co chcesz, ja robię swoje. Tłumaczyć się nie zamierzam, poza tym, że nie
                        masz racji. Śledzę to forum od wielu miesięcy, a to że się nie odzywam, to inna
                        bajka... Krew mnie po prostu zalewa jak widzę ile tu jadu... Po pewnym czasie
                        czara goryczy się przelewa...
                        • obserwator.2008 Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 12:39
                          jedyna osoba uzywajaca w tym watku inwektyw jestes ty. daruj sobie dyskusje a
                          jadu bedzie duzo mniej. zacytuje twoje wypowiedzi. "jestes facet bez jaj",
                          • obserwator.2008 Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 12:47
                            napisze jeszcze raz bo za wczesnie wyslalem. jedyna osoba uzywajaca w tym watku
                            inwektyw jestes ty. zacytuje twoje wypowiedzi. "jestes facet bez jaj", "twój
                            nikczemny stan psychiczny". ladny debiut. 4 zdania i same inwektywy.
                            przeczytalem wypowiedz gerwazego 2 razy. nie znalazlem w niej zadnych
                            obrazliwych wyrazen. czy mozesz zacytowac gdzie gerwazy w swojej wypowiedzi uzyl
                            inwektyw czy obrazliwych epitetow jak to ty zrobilas? albo zacytuj albo daruj
                            sobie dyskusje a jadu i inwektyw bedzie duzo mniej.
                            • pan_gerwazy Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 15:31
                              obserwator.2008 napisał:

                              > napisze jeszcze raz bo za wczesnie wyslalem. jedyna osoba uzywajaca w tym watku
                              > inwektyw jestes ty. zacytuje twoje wypowiedzi. "jestes facet bez jaj", "twój
                              > nikczemny stan psychiczny". ladny debiut. 4 zdania i same inwektywy.
                              > przeczytalem wypowiedz gerwazego 2 razy. nie znalazlem w niej zadnych
                              > obrazliwych wyrazen. czy mozesz zacytowac gdzie gerwazy w swojej wypowiedzi uzy
                              > l
                              > inwektyw czy obrazliwych epitetow jak to ty zrobilas? albo zacytuj albo daruj
                              > sobie dyskusje a jadu i inwektyw bedzie duzo mniej.

                              Dodam tylko od siebie, że ja bardzo cenię swoją prywatność i to na tyle, że
                              olewam biełastockie elYty. Wypowiedź "gabrysi" (chłe, chłe, chłe), kimkolwiek
                              ona by nie była świadczy, że niewiele tracę a wręcz przeciwnie.

                              Gdy kiedyś bym chciał zaistnieć w Białymstoku, stać się postacią znaną, zrobić
                              karierę w stylu Dyzmy, do miejscowych Yntelektualistów przystąpić, to też w
                              ramach autopromocji bym każdą wypowiedź po bohatersku podpisywał swoim nazwiskiem.

                              Póki co, to większą satysfakcję sprawia mi analiza waszego zachowania i śmianie
                              się z was w duchu. Tym razem np rozbawiła mnie wasza gorliwa współpraca z
                              wybiórczą w fałszowaniu rzeczywistości. Na 9 artykułów chyba 7 zachwalało
                              cudowne uczelnie białostockie a tylko 2 głosy były krytyczne.

                              Najbardziej mnie jednak rozśmieszyło to, że tym razem wybiórcza została do tego
                              fałszowania rzeczywistości poniekąd zmuszona. Gdy redator Emilia Romaniuk
                              napisała szczerze co o tym myśli, oddając poglądy większości licealistów,
                              studentów i absolwentów, została na tym forum niemalże spacyfikowana.
                              Podejrzewam, że i w redakcji na dywaniku była, bo nie sądzę, by pani minister
                              rektor tak sobie jej to darowała. Reasumując - zwolennicy obecnej ekipy
                              rządzącej przypuścili frontalny atak na wybiórczą. ŻYCIE PRZEROSŁO KABARET.
                              Później równie zabawne było toporne i siermiężne, po biełastocku odkręcanie
                              zbytniej wylewności pani redaktor R. Ukazała się więc laurka o WSAP firmowana
                              przez jakiegoś studenta a później seria artykułów czyniących z Białegostoku
                              drugi Oxford, he he he.

                              Gdybyśmy jednak zrobili anonimowy sondaż wśród studentów, prawdopodobnie by
                              okazało, że proporcje są dokładnie odwrotne. Specjaliści z wybiórczej też robią
                              swój własny sondaż. Ciekawe co im wyjdzie, he he he.

                              Uwierzcie mi - dostarczacie mi zbyt wiele rozrywki, bym to chciał zmienić.

                              Róbta więc tak dalej. Zamiast najpierw spojrzeć na siebie krytycznie a później
                              wzorem Olsztyna zakasać rękawy, wpadajta w samouwielbienie, kręćcie lody a wasze
                              wnuki do Łomży będą na studia jeździć.
                              • stachkonwa Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 21:25
                                "Póki co, to większą satysfakcję sprawia mi analiza waszego zachowania i śmianie
                                się z was w duchu. Tym razem np rozbawiła mnie wasza gorliwa współpraca z
                                wybiórczą w fałszowaniu rzeczywistości. Na 9 artykułów chyba 7 zachwalało
                                cudowne uczelnie białostockie a tylko 2 głosy były krytyczne. "
                                -------------------------
                                Nikt ci nie zabraniał zabrać głosu oficjalnie. Ale widocznie masz zajęcze serce.
                                A taką miałeś szansę poprawić te proporcje...
                                • pan_gerwazy Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 13.10.08, 23:23
                                  Widzę, że uparłeś się, by mnie dzisiaj zabawiać. Uświadom mnie więc jakie to
                                  niebezpieczeństwo by na mnie czyhało, gdybym wysłał swój artykuł do redakcji.
                                  Dlaczegóż to wymagałoby takiej brawurowej odwagi?

                                  Podobnie jak wielu w Białymstoku sądzi, i białostockie wróble ćwierkają, uważam,
                                  że WSAP to szkółka dla tych słabszych maturzystów, którzy nie dostali się do
                                  państwowych uczelni i na dodatek mają ustawionych rodziców, co im po studiach
                                  pracę w urzędzie załatwią. Absolwenci mają też możliwość załatwienia pracy po
                                  tzw linii partyjnej, bo przecież tajemnicą poliszynela jest to, że WSAP jest
                                  kuźnią kadr pewnej jedynie słusznej partii politycznej.

                                  Cieszę się, że władze oraz wykładowcy PB i UwB niedawno po wielu, wielu latach
                                  dokonali doniosłego odkrycia. Odkryli, że to nie rynek dostosuje się do nich i
                                  wchłonie takich absolwentów, jakich wykształcą, ale to oni muszą się dostosować
                                  do potrzeb rynku lokalnego i zacząć kszkałcić na nowych, atrakcyjnych
                                  kierunkach, specjalizować się a nie rywalizować z UJ lub UW.

                                  Społeczeństwo staje się coraz bardziej mobilne, szczególnie ludzie młodzi.
                                  Kiedyś ktoś np z Hajnówki szedł na studia do Białegostoku, bo tam PKS-y często
                                  chodziły. Teraz taki student za grosze kupi sobie jakiegoś grata i wybierze
                                  Olsztyn czy Gdańsk. Trzeba więc zapewnić mu jakieś znośne warunki, grilla po
                                  zajęciach pozwolić rozpalić, piwo wypić a nie ganiać od budynku do budynku. To
                                  nie jest problem samych uczelni. To jest problem władz miasta i nas wszystkich.
                                  Nie raz na ten temat pisałem, ale niektóre gazety wolą uprawiać propagandę sukcesu.

                                  Czy ty nie wiesz, że to ani ja ani ty ustalamy proporcje między artykułami
                                  czytelników pozytywnie oceniającymi białostockie uczelnie a artykułami
                                  ocenającymi negatywnie? To robią inni. Czy ty nie rozumiesz, że właśnie takie
                                  kryterium decyduje, który artykuł zostanie opublikowany a który nie. Czy może
                                  wierzysz w to, że wszystkie wartościowe pod względem merytorycznym artykuły
                                  zastaną opublikowane? Czy wierzysz w uczciwy sondaż wyborczej na ten temat?

                                  Oj naiwny, naiwny, naiwny..
                                  • stachkonwa Re: Studiować... - a cóż to znaczy? 14.10.08, 09:15
                                    "Cieszę się, że władze oraz wykładowcy PB i UwB niedawno po wielu,
                                    wielu latach
                                    dokonali doniosłego odkrycia. Odkryli, że to nie rynek dostosuje się
                                    do nich i
                                    wchłonie takich absolwentów, jakich wykształcą, ale to oni muszą się
                                    dostosować
                                    do potrzeb rynku lokalnego i zacząć kszkałcić na nowych, atrakcyjnych
                                    kierunkach, specjalizować się a nie rywalizować z UJ lub UW."

                                    Ależ gdybyś ładnie tę myśl rozwinął chętnie bym ją w GW przeczytał.
                                    Zwłaszcza, że się z nią w 100% zgadzam
    • bogo2 to znaczy , ze 8 dzien tygodnia, to nie bajka....! 13.10.08, 14:48
      • praktyk_1 Re: to znaczy , ze 8 dzien tygodnia, to nie bajka 13.10.08, 20:15
        nie zrozumialem o co chodzi z tym 8 dniem tygodnia i postanowilem sie spytac
        • followthesun Re: to znaczy , ze 8 dzien tygodnia, to nie bajka 13.10.08, 20:22
          Sądzę, ze to, ale mogę się mylic.
          pl.wikipedia.org/wiki/%C3%93smy_dzie%C5%84_tygodnia
          • stachkonwa Re: to znaczy , ze 8 dzien tygodnia, to nie bajka 13.10.08, 21:51
            Przeczytałem ten wikipedyczny opis i załamało mnie ostatnie zdanie.
            • followthesun Re: to znaczy , ze 8 dzien tygodnia, to nie bajka 13.10.08, 21:54
              Fakt, ostatniego zdania nie przeczytalam, bo nie sadziłam, że taki
              kwiatek tam będzie...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja