iwonka50
06.05.09, 13:09
...gdzie światło nie sięga? Poruszam się po mieście głównie pieszo, bardzo
często z wózkiem dziecięcym, czasem autobusem. To co się dzieje na chodnikach
woła o pomstę do nieba. Gdzie się nie wyjdzie, jakaś niespodzianka. Dzisiaj
idę sobie pod wiaduktem przy Wasilkowskiej. Przechodzę pod nim i widzę, ze
gdzieś w oddali majaczą jakieś barierki, czerwone taśmy. Ale ponieważ nie
bardzo można pójść gdzie indziej, idę prosto, naiwnie myśląc, ze przecież musi
być jakieś obejście dla pieszych. Ale gdzie tam, przejścia nie ma. Przez ulicę
nie ma jak przejść, bo barierka. Można ewentualnie wdrapać się na nasyp i
okrążyć dużym łukiem te roboty ale z wózkiem nie ryzykowałam. To już nie można
było zamieścić informacji, ze jest utrudnione przejście tamtędy, najlepiej
jeszcze przed wiaduktem? Po drugiej stronie ulicy zresztą też rozkopy. I
następny przykład. Remont przy Wysockiego. Zero chodników na wysokości
Carrefoura, zarówno po jednej jak i drugiej stronie. Wzdłuż ulicy taśma, piesi
stłoczeni w zatoczce autobusowej, w którą wjeżdżają autobusy. TIRy
przemykające 5 cm przed nosem, pędem powietrza gotowe porwać ludzi. Musi się
coś stać, zanim ktoś coś tym zrobi? Czy dwie strony jezdni muszą być
remontowane jednocześnie? Dla samochodów są objazdy, dlaczego nie ma obejść
dla ruchu pieszego?