Gość: zaniepokojona
IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl
20.04.04, 11:40
Witajcie,
Mam problem. Jestem z facetem od ponad 6 lat.Bardzo go kocham, on mnie
też.Ale pojawiła sie problem, tak mi sie przynajmniej wydaje.Wczoraj
zadzwoniła do niego koleżanka ze szkoły.Rozmawiał z nia co najmnej dziwnie,
odpowiadał półsłówkami, zorientowałam sie, że to nie jest miła rozmowa. Ona
wyraźnie o coś go " meczyła",on sie wykrecał,był nawet troche niemiły i
zniecierpliwiony.Kiedy spytałam kto dzwonił,powiedział ze koleżanka ze
szkoły.Nie kwestionuje tego, nie mam powodu mu nie wierzyc, zwłaszcza ze jest
osoba, która mówi prade prosto z mostu, nawet nieprzyjemna. czasami to
przykre, ale cenię sobie to bardzo.Ale ta rozmowa wyprowadziła mnie z
równowagi. W rozmowie, której na szczescie nie unikał, przyznał , ze ona na
niego chyba leci.To juz bardzo mi sie nie podoba.Tymbardziej, ze nasz zwiazek
przezywa ostatnio kryzys.Długo o tym wczoraj rozmawialismy, przyznalismy
oboje, ze mamy z tym problem i ze faktycznie cos sie zaczyna psuć. Spotykamy
sie głównie wieczorami, kiedy oboje jesteśmy juz zmeczeni.czesto sie kłócimy.
On powiedział, ze nie czuje się juz najważniejsza osoba w moim zyciu i ze
czuje się coraz mniej kochany.Z seksem tez nie jest jak dawniej. Jestesmy pod
tym wzgledem idealnie dobrani, po 6 latach wciaz mocno na siebie działamy,
tyle ze spadła czestotliwosc.Obojgu nam nie jest z tym dobrze, jak wynikło z
rozmowy.Zapytałam go wprost, czy mam powody do obaw wzgledem tej koleżanki,
powiedział ze nie.Ale jednoczesnie przyznał, ze chciałby żeby miedzy nami
było jak dawniej.I teraz sama nie wiem co o tym mysleć. Pół nocy nie
spałam.Jestem kompletnie roztrzesiona. Spytałam go czy nie jest za późno, aby
to ratować, czy przypadkiem juz go nie straciłam.Przyznał, ze nie jest za
późno i ze nigdy go nie strace.I ze bardzo mnie kocha, i że powinnismy
spedzać ze soba wiecej czasu.Ja wiem, że ja tu nie jestem bez winy,
faktycznie troche go zaniedbałam. I zjednej strony bardzo sie ciesze, ze
doszło do takiej rozmowy, bo prawdopodobnie obojgu nam spadły klapki z oczu i
w konbcu oboje przyznalismy sie do czegos, czego staraliśmy sie nie widzieć.
Ale paralizuje mnie strach, czy na pewno nie jest za późno. Wierze, że mnie
nie zdradził, ale mam wrazenie , że jest o krok...Powiedział jeszcze jedna
rzecz, która swiadczy o tym że jednak on naprawde nie czuł sie ostatnio
pewnie : wyznał, że mimo wszystko cieszy się, ze jestem zazdrosna, bo to
znaczy , że jednak go kocham.
I teraz nie wiem co powinnam dalej zrobić. Zależy mi bardzo na tym zwiazku,
ale co ja konkretnie mam zrobić ??? On zapenił mnie, ze razem postaramy sie
go naprawić i że jemu tez najbardziej zależy w łaśnie na tym.
Poradźcie mi prosze...