Gość: Bawaria
IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl
24.12.04, 21:43
no rece opadaja. ilez mozna? w koncu sie we mnie przelalo, wiec wylewam swoje
zirytowanie na klawiature. a mianowicie: duzo mezczyzn (podkreslam DUZO - nie
mowie w tym momencie WSZYSCY, albo WIEKSZOSC, zeby pozniej nie bylo skakania
ze uogolniam,generalizuje,obrazam kazdego mezczyzne) nie umie za cholere
podejmowac decyzji. i to nawet takich malo waznych! juz mam tego dosc. od
kiedy pamietam, kazdy moj facet mial zawsze problemy z decyzjami. najbardziej
wkurzalo mnie to, kiedy nie mielismy co robic wieczorem albo w weekend i
trzeba bylo cos wymyslec. wtedy zawsze ja musialam sypac pomyslami z rekawa:
a moze do kina? a moze na impreze potanczyc? a moze cos zjemy? i zawsze po
tym nastepowalo standartowe zdanie mojego mezczyzny: jak chcesz. och jej. no
wiec ja musialam wybierac za kazdym razem.w koncu powiedzmy stawalo na kinie:
no to pytanie: na co idziemy? odp. mojego mezczyzny: oj nie wiem, wybierz
cos. nastepnie sypiac tytulami filmow, on twierdzil ze i tak nie wie o czym
te filmy sa (jakbym ja byla niewiem jaka znawczynia kinematografii) i zebym
ja cos wybrala bo jemu to obojetne. druga opcja: idziemy cos zjesc. no
dobrze, ale gdzie? i znowu standartowa zagrywka faceta: nie wiem, ty wybierz,
ja sie nie znam na knajpach (.?.), po czym juz po moim wyborze i pojsciu na
kolacje kolejne pytanie: co zjemy? zawsze, mowie wam zawsze facet bral to
samo co ja! no a pojscie na impreze? jak zwykle: gdzie idziemy na
piwko? "gdzie chcesz, mi to obojetne". no rece opadaja. i tak bylo w kazdym
przypadku gdy bylam z kims. na poczatku to jest nawet slodkie, bo mozesz
robic to na co masz ochote, ale po jakims czasie jest to irytujace. w koncu
kobieta chce zeby to facet byl meski i decydowal czasem za nia, a nie na
odwrot. faceci wezcie sie w garsc i nie badzcie pipkami...