Gość: Alex
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.12.04, 20:02
Są święta, a ja się wcale nie cieszę... :-( Mam chłopaka i myślałam, że
spędzę te święta w miłej atmosferze, spotkam się z nim, pójdziemy razem na
pasterkę, spacer... Ale dla jasności: nie wymagam wcale aby on był u mnie
cały dzień, tylko odwiedził, nawet na godzinkę. Przecież to normalne, że
oprócz mnie jest jeszcze rodzina, obowiązki. Ale okazało się, że on chyba
wyjechał... "chyba", bo nie wiem na pewno... W Wigilię byłam spokojna, że nie
dzwoni, bo wiadomo: przygotowania... Ale w 1 dzień świąt nie odezwał się,
przecież obiecaał, że zadzwoni, chociaż na chwilkę. Dzisiaj to ja
zadzwoniłam, ale jego telefon nie odpowiada, domowy oczywiście, bo on komórki
nie ma. Nie wiem, gdzie on jest, ani kiedy wróci! Czy to w porządku wobec
mnie, że nawet się nie odezwał?? A może w całej Polsce nie ma telefonów, albo
zapomniał numeru tel. do swojej dziewczyny, z którą jest dwa lata prawie??
Śmieszne... I nawet nie wiem, kiedy się zobaczymy, jutro?? Jeszcze dziś?? Po
nowym roku?? Ja mam tego dosyć, smutno mi bardzo z tego powodu... A on ciągle
mi powtarza, że jemu na mnie zależy, że zawsze ze mną będzie, i że ja to
ciągle wątpię w jego słowa... i że rani go to. Powiedzcie, jak ja mam nie
wątpić?? On zawsze jest zły, że mam pretensje o tego typu sprawy. Jeżeli
obiecał, to naturalne, że powinien dać znać. A on jak zwykle nic. Tylko mówi
jak jemu na mnie zależy i jak wiele on daje do tego związku, hehe... A ja
ponoć nic z siebie nie daję, tylko mam wątpliwości. Między nami jest zawsze
tak, że się kłócimy np. na wieczór, on idzie do domu obrażony, chociaż widzi,
że mi się aż chce płakać, mam czasami wrażenie, że on specjalnie mnie do
takiego stanu doprowadza, na złość. Wie, że mi na nim zależy i dlatego będę z
nim zawsze i nie bio się nawet, że mnie może stracić. A następnego dnia po
takich kłótniach potrafi się zachowywać jakby nigdy nic, a nawet dziwi się że
mogę być smutna przez niego. Nigdy mnie za to nie przeprosił, chociaż
sprawiał mi bardzo wielką przykrość, mówił wiele ostrych słów. Teraz nawet
nie daje znać, a ja się nie mogę z nim skontaktować. Nie mogę... Przykro mi
strasznie i chce mi się ryczeć. A on pewnie jutro przyjdzie i zacznie
opowiadać jak to świetnie się bawił... No dobra, tylko gdybym ja wyszła na
jakieś disco w te święta i on by się dowiedział, to byłaby obraza majestatu,
bo bez niego. Nie wiem, czy ja tak dalej chcę, zależy mi na nim, kocham go,
ale ten fakt nie usprawiedliwia takiego jego postępowania... Rozmowy z nim
nie skutkują, może mi będzie lźej bez tych zmartwień??????????? Chcę być z
nim, ale nie wiem, czy umiem... Co ja mam zrobić??????