cztery razy nie

04.07.05, 14:15
Co jakis czas czuje ze zyje czekajac na zdrade z drogiej strony... tak jakby
mnie wszystkie moje grzechy z dziecinnstwa mialy dogonic i ja mam być na nie
gotowy. I chociaz wiem ze już swoje zaplacilem (oj za swoje już duzo
zaplacilem) to nie mogę otrzasnac się z odczucia ze i tak mnie cos gorszego
nadal czeka.
Tu się nagle dowiem ze dziewczyna z która jestem teraz mimo to ze chce mnie
kochac, to narazie nie umie. Może tak jak mnie dobily wczesniejsze kobiety i
mi zrobily metlik w glowie, to może ją wczesniejsi faceci zaniedbali i takie
efekty spowodowali. Ale jak tu pomuc komus kochac jak przez moja przeszlosc
samemu nie umiem do konca ufac? Twierdzi ze zdrada dla niej nie jest czyms
okropnym i jest w stanie wybaczec (latwo jest wybaczec jak się samemu czuje
winnym bo kiedys zdradzilo), a wiernosc już kiedys była w stanie ‘zapomniec
na jedna noc’. Czy znowu by była w stanie tak zapomniec tu i teraz? Czy warto
wogule o tym myslec... każdy zwiazek jest przeciez inny... ale ludzie poprzez
wszystkie swoje zmiany i tak zostaja tacy sami.
Nie będę nikogo tepil za bledy z przeszlosci, bo tez sam bladzilem kiedys, i
nie będę tez potepial za cos co zdazylo się z kims innym... bo sam nie byłem
aniolem kiedys... bo chce wierzyc w to ze ludzie potrafia się uczyc ze swoich
bledow... ale czy ona wogule odczuwa ze to co kiedys zrobila to było czynem z
którego powinno się nauczyc i go nie powtórzyć? Czy może tez nie zrobilo to
na niej wrazenia i otworzylo w niej jakas swiadomosc ze można tak postepowac
i jej to odpowiada... mowi ze nie zdradzi, ale kiedys tez mi tak ktos mowil,
a jednak...
Czyz nie jest tak ze brak uczucia powoduje brak zakochania, brak zakochania
za to powoduje brak potrzeby wiernosci? (chociaz, ludzie kochaja a i tak
potrafila zdradzac, wiec może milosc a wiernosc nie sa tak pokrewne jak chce
się twierdzic).
Na prozno czasami sluchac co Ci kobieta mowi. Czy Ci powie ze Cie kocha, czy
Ci powie ze zawsze będzie wierna, to i tak przyjdzie jeden moment, jedna
chwila, w której zjawi się ktos kto ją akurat wtedy doceni przez moment
bardziej niż Ty (a dla kobiet tak często ‘chwile’ się licza bardziej niż
caloksztalt, niż wszystko co zdazylo się do ‘tej’ chwili), zaspokoi w niej ta
jedna rzecz która Ty nie zaspokoiles (chociaz zaspokoiles wszystkie inne jej
potrzeby których ten ‘facet momentu’ nie bylby w stanie zaspokoic, ale nagle
te inne jej potrzeby się minimalizuja i ta jedna jeszcze nie zaspokojona
rosnie w wadze i dla niej staje się wazniejsza niż inne, i idzie... idzie za
nim bo nagle ten nowy ciekawy facet uzupelni ja w calosci, nagle zapomina to
ze bez Ciebie i to co Ty zrobiles to ten facet z ta jedna czasteczka jej
osobowosci wogule nie zrobilby na niej wrazenia bo nie mialaby zaspokojonych
tych wczesniejszych potrzeb, i chociaz byles w stanie zaspokoic 99% jej
osoby, to ta koncowa, ostatnia, nagle jest dla niej najwazniejsza i tutaj ten
nowy czlowiek potrafi to uzupelnic... i idzie za nim... idzie za nim tak jak
za mna kilka kiedys poszlo... sam się soba teraz strasze...) i nagle wszystko
co Ci tak kiedys obiecywala i przysiegala legnie jak chorongwia u stop
sabotazysty. Potem już jest nie wazne czy wroci do Ciebie czy nie, czy
zrozumie swój bled, bo już pokazala na co ja stac. Tamtem pojdzie do
nastepnej, ona albo będzie blagac o powrot albo się odbije na ponownym, a
Ty...
Facet potrafi tylko raz w zyciu walczyc o kobiete, tylko raz w zyciu szczerze
walczyc, bo prawda jest taka ze nigdy nie powinien był walczyc nawet ten
jeden raz. W momencie gdy musisz walczyc o kobiete to już oznacza ze to nie
jest ‘ta’ kobieta chociaz tego nie jestes swiadomy. Jakby to była ‘ta’ to nie
trzeba by było o nia walczyc i nigdy by nie wprowadzila Cie w sytuacji walki
o nia... była by Ci wierna i oddana od poczatku. Ale każdy facet raz w zyciu
tak naiwnie się zakocha ze pozwoli sobie walczyc o jedna kobiete, i zawsze
konczy się to porazka (czy tez od razu ja traci, czy tez potem swiadomosc
dociera do niego ze walczyl o kogos lub o cos co i tak go zdradzilo lub nie
wyszlo) i już nigdy nie walczy o nikogo wiecej w zyciu. Nigdy nie pokocha tak
mocno w zyciu. Nigdy się nie odda, chociaz będzie nadal wierny jak pies, to
nigdy nie odda swojej smyczy innej... będzie pilnowal, będzie blisko, będzie
oddany, ale już nastepna nie będzie miala jego smyczy w rece. On będzie przy
niej ale zawsze tez będzie pamietal zdrade poprzedniej, i nigdy nie odda się
pownownej tak samo bardzo.
Jak jednej kiedys zaufales i pokochales a potrafila Cie zdradzac, klamac i
oszukiwac to jakos wierzyc nastepnej przychodzi z trudem (o ile wogule
przychodzi ta mozliwosc). I nawet gdy przychodzi to zaufanie, to już nigdy
nie jest takie pelne... to jest zaufanie tymczasowe, nie przetestowane, nawet
nie wiem czy da się przetestowac na tyle żeby mieć totalne zaufanie... i
znowu się czeka az cos się spali i Cie popazy... i tak w jedna noc Ci powie
ze kiedys jednego wieczora ‘przypadkiem’ cos się ‘wydazylo’... i znowu to
samo. Jak tu ufac ludzia? Jak ufac kobiecie? Jak mogę przestac martwic się
tym co było mi zadane kiedys i wierzyc ze nie powtorzy się teraz z ta z która
jestem, gdy ta z która jestem mowi ze jest wierna i potrafi być lecz w
ostatnim istotnym zwiazku swojego zycia... zeszla z drogi na chwile (niby to
on pierwszy ja zdradzil i klamal...ale...). Mowi ze nie zdradzi, ze nie
zrobilaby nic co zepsuloby jej wizerunek w oczach partnera. Tez mowi ze nie
potrafi być z facetem bo wszystko spiepsza (wiem ze to stwierdzenie to
mechanizm defensywny...) a jest ze mna już od pol roku i przyznala ze seks
nie jest wazny, ale potem stwierdzila ze jakby seks był zly to była mozliwosc
ze by wyladowala z innym w luzku. Jak tu wierzyc kobieta. Mowia jedno, potem
zmieniaja zdania, plataja się w swoich slowach a tym samym gubia nas w tych
zawiklaniach i sprzecznosciach. „nie zdradzilabym już teraz...” ale czy ta
wola jest na tyle silna żeby przetrwac w swiecie realnym, poza nocnymi
obietnicami w cieplym luzku gdy swiat na zewnatrz jest tak daleko. Może się
nauczyla czegos jednak... może. I z jednej strony doceniam to ze mowi mi
wszystko otwarcie i nie chowa przedemna i swoich plusow i minusow... i nie
chce stac się kims kto po uslyszeniu o minusach swojej partnerki wybuduje z
nich jakies paranoje bo w koncu do tej pory nie zrobila nic żebym jej nie
ufal, nie sklamala, nie zdradzila, nie oszukala, nie zawiodla (‘do tej
pory’... nadal to tkwi we mnie ze jednak być może kiedys cos zrobi), ale czy
sam fakt ze zdradza mi tajemnice swojej osobowosci, swojego podejscia do
zwiazkow które tak sa odmienne od moich i mi wrecz podpowiada ze jest
mozliwosc ze to się zdazy... to czy to samo w sobie mnie nie przygotowuje na
taki cios? A z drogiej strony, to czy by mi powiedziala o tym czy nie, czy
bylbym z nia czy z inna, to mozliwosc ze mnie zdradzi była by taka sama...
jedyna roznica tkwila by w tym ze ten fakt nie bylby wypowiedziany.
Nikomu nie da się ufac bezgranicznie, chociaz w naturze ludzkiej czlowiek
chce mieć kogos w kim może mieć oparcie i sam być oparciem dla kogos. Grecy
pisali ze milosc jest okropna bo ‘kochajac z calego serca, nigdy nie jestes
pewny ze jestes tak samo mocno kochany’ zawsze Ci się wydaje ze kochasz
wiecej i przez to Twoja milosc jest cudowna ale czujesz się slabszy i
przegrany bo nie wiesz czy ta druga osoba kocha tak samo wielce, i czy zrobi
dla Ciebie tak samo wiele...
Czy to slabosc ze pisze o tym, ze o tym mysle? Czemu nie mogę być tego typu
tlumanem mezczyzna który idzie przez zycie majac w dupie to czy go ktos
zdradza czy nie, bedac naiwnie tak pewny siebie ze nie myslalbym o swoich
kobietach (bylych czy terazniejszej) i nawet o mozliwosci ze mnie może
    • taki_jeden_gosc Re: cztery razy nie 05.07.05, 02:37
      > ale ludzie poprzez wszystkie swoje zmiany i tak zostaja tacy sami

      Zgadzam się w 100%

      > latwo jest wybaczec jak się samemu czuje winnym bo kiedys zdradzilo

      Też sie zgadzam, człowiek który zdradził w przeciwieństwie do tego, który tego nigdy nie zrobił wie że czasami można postapić odwrotnie o 180 stopni niż zawsze sie twierdziło że sie w danej sytuacji zrobi.

      > mowi ze nie zdradzi

      Możliwe - osoba która zdradziła często bardzo długo nie może sie pogodzić z tym co zrobiła podczas impulsu, mnie raz sie zdażyło a ciązy to na mnie, tego nie da sie zapomnieć i to że mówi, ze już nigdy więcej tak nie zrobi może (choc nie musi) byc szczerą prawdą.

      > bo chce wierzyc w to ze ludzie potrafia się uczyc ze swoich bledow

      Niby potrafią ale tu zaprzeczasz sam sobie, bo napisałeś
      > ale ludzie poprzez wszystkie swoje zmiany i tak zostaja tacy sami
      Ludzie sie nie zmieniają i często zdaża sie że powtarzaja te same błędy pomimo najszczerszych chęci.

      > Na prozno czasami sluchac co Ci kobieta mowi. Czy Ci powie ze Cie kocha, czy
      > Ci powie ze zawsze będzie wierna, to i tak przyjdzie jeden moment, jedna
      > chwila, w której zjawi się ktos kto ją akurat wtedy doceni przez moment
      > bardziej niż Ty

      Mężczyźni wcale nie są lepsi. Facet czy kobitka - w tej kwestii to nie ma najmniejszego znaczenia.

      > a dla kobiet tak często ‘chwile’ się licza bardziej niż
      > caloksztalt, niż wszystko co zdazylo się do ‘tej’ chwili

      Zgadzam się, całe życie postępowałem tak, żeby dawac innym przykład i ludzi mnie za to doceniali. I co z tego? Jeden błąd w moim życiu przekreślił wszystko co wyrobiłem przez 5, może więcej lat. Błędy pamięta sie zawsze...a o całokształcie szybko zapomina.

      > Potem już jest nie wazne czy wroci do Ciebie czy nie, czy
      > zrozumie swój bled, bo już pokazala na co ja stac.

      Nigdy nie wybaczaj zdrady!!! Nie warto. Juz sie nauczyłem na sobie.

      > Tamtem pojdzie do nastepnej, ona albo będzie blagac o powrot albo się odbije
      > na ponownym

      Szczra 100% prawda co do tego jak postępuja kobiety. Jeśli błaga to zmieszaj z błotem a jeśli sie odbije na ponownym? Jego strata. Ja też cierpiałem za innych pomimo tego ze nieba chciałem jej przychylic i byłem gotów wszystko dla niej zrobić....bo była tą pierwszą i chyba jedyną miłością w moim życiu. Bądź twardy i olej ją....i nie szukaj kolejnej bo nie warto...moim zdaniem i tak sie zawiedziesz.

      > Ale każdy facet raz w zyciu tak naiwnie się zakocha ze pozwoli sobie walczyc o > jedna kobiete, i zawsze konczy się to porazka

      Taka kolej rzeczy....walczysz bo kochasz, dopóki nie nauczysz się że naprawdę nie warto walczyć...lepiej szukac następnej,z którą spędzisz kolejne dni, miesiące, może lata. Po co? Po to żeby miec co wspominac kiedy ona znów Cię
      zostawi.

      > i już nigdy nie walczy o nikogo wiecej w zyciu

      Nieprawda. Ludzie się NIE ZMIENIAJĄ. Pozostaja głupcami jakimi byli na początku.
      Walczą i robią kolejny raz ten sam błąd o którym tu napisałeś.

      > Jak jednej kiedys zaufales i pokochales a potrafila Cie zdradzac, klamac i
      > oszukiwac to jakos wierzyc nastepnej przychodzi z trudem

      Sam bym tak napisał. Kolejne przyznawanie racji nie ma chyba sensu, bo zgadzam sie z Tobą od początku tego tekstu.

      > i tak w jedna noc Ci powie ze kiedys jednego wieczora ‘przypadkiem’ cos się
      > ‘wydazylo

      Nie kobieta...facet byc może przyzna się do zdrady ale nigdy nie uwierzyłbym że kobieta może tak zrobić pierwsza. One tak nie robią...raczej ukryją tę tajemnicę przed Tobą i będą okłamywały znów i coraz więcej i perfidniej. Myśle że kobieta nie przyzna sie do zdrady nigdy...to zawsze wyjdzie na aw w inny sposób.

      > Jak tu ufac ludzia? Jak ufac kobiecie?

      Proste jak konstrukcja cepa - NIE MOŻNA.

      > Jak mogę przestac martwic się tym co było mi zadane kiedys i wierzyc ze nie
      > powtorzy się teraz z ta z która jestem, gdy ta z która jestem mowi ze jest
      > wierna i potrafi być lecz w ostatnim istotnym zwiazku swojego zycia... zeszla > z drogi na chwile (niby to on pierwszy ja zdradzil i klamal...ale...)

      Musisz. Jeśli nie wierzyłbym w to dalej i wciąż myślał że i tak zostane okłamay, oszukany to nie byłoby mnie już na tym świecie. Musisz żyć i zbierac dobre chwile, nie pamiętaj o urazach przeszłości (ostatnio wybaczyłem mojej pierwszej miłości i znow ze sobą rozmawiamy, pomimo wszystkiego co sie wydażyło i to ja wyciągnąłem rękę, nie dlatego że jej potrzebowałem, dlatego że nie należy sie mścić całe życie, czasem lepiej wybaczyć i pozwolic naprawic błąd nawet kiedy ona jest wciąż z innym).

      > Tez mowi ze nie potrafi być z facetem bo wszystko spiepsza (wiem ze to
      > stwierdzenie to mechanizm defensywny...)

      Zgadza się. Sam tak mówię bo taka prawda. Człowiek jak ma za dużo niepowodzeń zaczyna wierzyc że naprawdę wszystko czego sie tknie wali sie jak domek z kart.
      Z autopsji ;/.

      > przyznala ze seks nie jest wazny, ale potem stwierdzila ze jakby seks był zly > to była mozliwosc ze by wyladowala z innym w luzku

      Głuie gadanie!!! Kobiety tak mówią żeby pokazać Ci że seks nie jest dla niech ważny a jak przyjdzie co do czego to sie okazuje że jak jej nie zaspokoisz w łózkuto ktoś zrobi to za Ciebie. Sex jest CHOLERNIE ważny i nie słuchaj takiego babskiego pierd***nia.

      > I z jednej strony doceniam to ze mowi mi wszystko otwarcie i nie chowa
      > przedemna i swoich plusow i minusow

      Nawet nie wiesz co ja bym oddał za taką kobietę...ciesz się że póki co jest z Tobą.

      > sam fakt ze zdradza mi tajemnice swojej osobowosci, swojego podejscia do
      > zwiazkow które tak sa odmienne od moich i mi wrecz podpowiada ze jest
      > mozliwosc ze to się zdazy... to czy to samo w sobie mnie nie przygotowuje na
      > taki cios?

      Tak. Ona to robi bo chce Cię na to przygotować ale wcale nie planuje tego robić.
      Nie chce Cie skrzywdzic i robi to żebyś w razie czego lepiej zniósł jej odejscie, jeśli okazałoby się że znów uległa pokusie, zawiodła Cię. Ona jest naprawdę wspaniałą kobieta że tak robi i powinieneś jej bardziej zaufać, bo robi to wszystko z miłości dla Ciebie (takie moje zdanie).

      Bardzo spodobało mi się to co napisałeś, myślisz bardzo podobnie do mnie choć jak widac nie do końca. Gratuluje posta bo naprawdę uznałem go za warty uwagi (choc początkowo nie chciało mi sie go czytac, to kiedy zacząłem skończyłęm go bez namysłu). Żyj i ciesz sie że taka kobieta jak ona jest z Tobą. A jeśli Cię zdradzi...zapamiętaj piekne chwile i zapomnij jej to co zrobiła. Ale odejdz, i nigdy nie pozwól jej naprawic błędu. Pozwół poczuc jak bardzo Cie zawiodła. Myślę że ona juz stara się ze wszystkich sił by nie powtórzyc tego błędu. Daj jej szansę!!! Zaufaj!!! Każdemu należy sie ta 1 szansa...1 i tylko 1.
    • taki_jeden_gosc Re: cztery razy nie 05.07.05, 02:39
      A miałem taki wspaniały humor :). Ech...i znów mnie zebrało na myślenie :P
      • myfed Sugeruję pisać posty bardziej syntetyczne... 05.07.05, 03:13
        ...albo chociaż czytelniejsze. I co to, u licha jest "chorongwia"?
        Odnośnie meritum. Proponuję troszkę więcej dystansu do problemu. Ja wiem- łatwo
        mówić, ale mnie też szlag trafia na myśl o tym, że mój facet mógłby puknąć
        jakąś farbowaną blondi, z braku laku. Albo, co gorsza, ulec fascynacji inną
        atrakcyjną, inteligentną kobietą, która mogłaby być na wielu płaszczyznach (i
        nie seksualna jest tu istotna) ode mnie LEPSZĄ.
        Szlag mnie trafia na samą myśl, ale pocieszam się faktem, że to póki co, tylko
        myśl i frustracji swoich nie uzewnętrzniam, żeby przypadkiem nie wyjść na
        odstraszającą paranoiczkę i nie tworzyć wokół faceta poczucia osaczenia przez
        wszechobecną, inwigilującą MNIE. Bo jeszcze gotów mnie rzucić- ba, sama bym się
        rzuciła.
        Jednym słowem: WYLUZUJ. Nie martw się na zapas, bo to naprawdę nic nie da.
        Niech temat potencjalnej zdrady nie stanie się Twoją obsesją, a jeśli się
        stanie- to przynajmniej nie zamęczaj tym partnerki, nie wzbudzaj poczucia winy
        za coś, czego nawet nie zrobiła. Będziesz się martwił, jak zrobi. Miłość może
        pokonać takie problemy :)
        A jeśli wyluzujesz, to może łatwiej jej będzie Cibie pokochać? Może teraz czuje
        się trochę uwięziona przez Twoją obsesję potencjalnej zdrady?

        Na zakończenie prośba- kobiety naprawdę nie są demonicznymi stworzeniami, dla
        których liczy się tylko chuć. A jeśli są- to mężczyźni też :) Skłonność do
        poligamii to udowodniona cecha LUDZKA, a nie tylko KOBIECA.
      • Gość: czteryrazynie Re: cztery razy nie IP: 213.17.128.* 06.07.05, 14:33
        aaaahh troche mi ulzylo. Dziekuje za odpowiedz.


        Milosc jest zgubna - gdy kochasz kogos to nigdy nie jestes pewien czy ta osoba
        kocha Ciebie tak samo mocno... jak sie raz zakochasz i raz dostaniesz po d*pie,
        to juz zawsze zyjesz w niepewnosci.
        • taki_jeden_gosc Re: cztery razy nie 07.07.05, 23:57
          > jak sie raz zakochasz i raz dostaniesz po d*pie,
          > to juz zawsze zyjesz w niepewnosci.

          Zależy kto. Ja za 3 razem czyli całkiem niedawno
          zmieniłem podejście do życia i juz jest ok.
          Przestałem po prostu szukać...żadnych poważnych
          związków. Nie wiem czy to takie dobre wyjście z
          sytuacji ale jak dla mnie bardzo wygodne.
          Pozdrawiam :)
          • rybawilkowca Re: cztery razy nie 08.07.05, 10:51
            wiesz co mowia i milosci (w zasadzie to nie wiem czy inni tak mowia ale wiem ze
            ja tak mowie)... jak sie szuka to nie znajdziesz... a jak zapomnisz to samo
            przyjdzie.
    • zanaa Re: cztery razy nie 06.07.05, 00:17
      kolego, masz chyba problem....
      • fusy_z_kawy Problem jest 06.07.05, 00:23
        tylko nie chce mi sie o nim czytać, bo bez przesady!
        • rybawilkowca Re: Problem jest 06.07.05, 10:42
          hahahah...


          sorry chlopie nie smieje sie z Ciebie bo akurat mi sie udalo przeczytac to
          wszystko i zal mi Ciebie. Widze kogos kto sie wacha czasami tak samo jak i
          ja... kijowe to zycie. Glowa do gory...
    • Gość: czteryrazynie Re: cztery razy nie IP: 213.17.128.* 06.07.05, 11:20
      :)
    • Gość: goska Re: cztery razy nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.05, 11:40
      no to gratuluje koledze rozgryzienia kobiecej psychiki pod wzgledem tych
      momentow kiedy ktos obcy doceni ja bardziej od bliskiej osoby,chodzby to byla
      najmniejsza rzecz,najbardziej nieistotna,ale odpowiedni moment:)
      ja zdradzilam sama wlasnie z takiego powodu,pojawil sie ktos,kto traktowal mnie
      w zupelnie inny sposob,prawil komplementy i wogole,poczulam sie kobieco bardzo
      bo moj facet uwazal,ze nie musi mi nic milego mowic,bo przeciez ja wiem co on
      do mnie czuje i jaka wspaniala jestem (buahahaha)i tez mu mowilam ze nigdy go
      nie zdradze....chociaz z drugiej strony ta zdrada uswiadomila mi ze to nie ten
      poprostu i sie pozegnalismy.
      ale wiesz co Ci powiem,teraz mam kogos najwspanialszego pod sloncem,on wie o
      tym o zrobilam wczesniej,na poczatku mu to przeszkadzalo,docinal mi,bal sie
      ubieglorocznych wakacji,bo na studiach jestesmy razem,a przez wakacje dzielilo
      nas 100 km,ale teraz przekonal sie,ze to ze ktos zdradzil raz nie oznacza wcale
      ze zdradzi znowu,bo moze sie czegos nauczyl,a moze poprostu,tak jak w moim
      przypadku, pokochal tak na zaboj,ze nie jest w stanie patrzec na kogos
      innego.Gdy teraz wyjezdzal na 3 miesiace do Irlandii beze mnie,to juz nie bylo
      mowy o tym,zebym go nie zdradzila,bo on wie,ze ludzie potrafia sie zmienic i mi
      ufa.
      Zaufaj jej i daj jej szanse tak jak ten ktos dal mi, ja go nie zawiodlam juz
      przez 1,5 roku i zycze Tobie,zeby i ona nie zawiodla Ciebie.Zaufanie calkowite
      przyjdzie z czasem,tylko daj jej szanse!
      • rybawilkowca Re: cztery razy nie 06.07.05, 16:19
        Goska, Ty, to moze Ty jestes moja ex pod pseudonimem? :)
        • Gość: goska Re: cztery razy nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.05, 21:50
          nie no sorki ale raczej nie jestem Twoja eks pod pseudonimem:)jak widac
          historia ma oryginalna nie jest:P
          • rybawilkowca Re: cztery razy nie 08.07.05, 10:52
            ahhh cholera, a tak to bym mogl sie powydzierac na Ciebie jakbys nia byla :)
      • taki_jeden_gosc Re: cztery razy nie 08.07.05, 00:03
        > to ze ktos zdradzil raz nie oznacza wcale
        > ze zdradzi znowu,bo moze sie czegos nauczyl,a moze poprostu,tak jak w moim
        > przypadku, pokochal tak na zaboj,ze nie jest w stanie patrzec na kogos
        > innego

        Zgadzam się...zdażyło mi się tak samo jak Tobie,
        później się nawysłuchiwałem od mojej kobity cały
        dzień jej pretensji, powiedziała ze zostaje, a po
        miesiącu powiedziała "spadaj" bo była już z innym.

        Po tym dowiedziałem sie że jak mnie nie było wcale nie
        była święta...a mnie ganiła wiedząc ze robi podobnie.

        Pozegnaliśmy sie i nigdy wiecej takich kobiet.

        A co do zdrady...uważam podobnie jak Ty. Nauczyłem się
        jaki to był błąd i sądzę że na przyszłość to się nie
        wydarzy.
    • Gość: czteryrazynie Re: cztery razy nie IP: 213.17.128.* 06.07.05, 14:08
      nie no szanse jej daje, przeciez z nia jestem i chce z nia byc. To poprostu sa
      objawy moich schiz z roznych powodow. Ja kiedys bylem zdradzony, i blizna po
      tym poparzeniu pozostaje. Tutaj jestem z kobieta ktora pokochalem, ale ona sama
      kiedys zdradzila. Ta swiadomosc cholernie kluje ta blizne.

    • Gość: grubcia Re: cztery razy nie IP: *.chello.pl 06.07.05, 18:58
      ..wiesz mnie nikt nie zranil ale panicznie boje sie ze kiedys ktos to w koncu
      zro..przez dluzszy czas nie potrafilam sie z nikim zwiazac emocjonalnie..mialam
      chlopaka ale nigdy mu nie mowilam ze go kocham bo tego faktycznie nie
      czulam...bylo mi z tym ciezko...bo tez poco tworzyc zwiazek nie oparty na
      jakims glebszym uczuciu?
      ...ale jak sie nie wiazalam to pozniej nie bolalo jakies potkniecie, jak sie
      cos nie...
      ...z czasem jednak sie przemoglam...zaczelam okazywac swoje uczucia i sie
      zakochalam...caly czas sie jednak boje...bo ja odslonilam karty a ta druga
      osoba moze tego urzyc przeciwko mnie...
      ...jednak zycie w takiej ciaglej obawie jest strasznie meczace...chyba juz wole
      dostac po dupie raz i drugi niz sie kontrolowac przez cale zycie...
      ...ale tez mowie tak teraz kto wie jak bedzie jak mnie zrani...
Pełna wersja