Gość: Agunia
IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl
03.08.02, 19:04
Jestem z moim facetem juz 4 lata. Rok temu wspomnial, ze chcialby sie
zareczyc w Swieta Bożego Narodzenia 2001r. Bardzo mnie to ucieszylo, ale
Świeta zbliżały się coraz bardziej, a Mój Ukochany przestal wspominac o
swojej wczesniejszej propozycji. Ja również milczalam, bo zawsze uważałam, że
taka propozycja powinna wyjsc od mężczyzny. Do zaręczyn nie doszło. Dodam, ze
w tym czasie dobrze nam sie razem ukladalo.
Wypomnialam mu tą niespełnioną obietnicędopiero w marcu. Dopiero wtedy tez
zrozumialam, ze zaczęło mi zależeć na tym, żeby On zdecydował się wreszcie na
jakiś konkretny krok w naszym związku. Nie, wcale nie mam na myśli
małżeństwa,wyznaczania od razu daty ślubu, bo uważam, że jeszcze nie mamy
żadnych środków materialnych- ani domu, mieszkania, ani pieniędzy na nie,
bo nie mamy stałej pracy.
Uważałam, jednak, że zaręczyny byłyby w pewnym stopniu potwierdzeniem jego
uczuć do mnie i w jakiś sposób dałyby, mi przede wszystkim, jakąś skromną
gwarancję bezpieczeństwa i stabilności naszego związku.
Zdobyłam się na odwagę i delikatnie zasugerowałam Mu o co mi chodzi. Na
początku próbował zbyć mnie głupimi żartami, później powiedział wprost, że
nie jest jeszcze gotów podjęcia takiej poważnej decyzji.
Nie jest gotów po 4 latach?!? Tym bardziej, że wcześniej sam mi to
proponował?!? Nie potrafię tego zrozumieć... Nadal jesteśmy razem, ale tak
naprawdę przestałam już myśleć o Nim poważnie. Bo jak można myśleć poważnie o
facecie, który postępuje w taki sposób?Najpierw proponuje zaręczyny, później
nie dotrzymuje danego słowa, a na końcu głupio żartuje, że próbuję zmusić Go
do małżeństwa!
Co mam o tym wszystkim myśleć? Czym wytłumaczyć sobie jego postępowanie? Czy
mam próbować go zrozumieć, czy lepiej zacząć oglądać się za kimś
poważniejszym?
Błagam, poradźcie!