daria78
16.08.05, 12:39
poznalam pol roku temu mojego faceta, okazalo sie ze studiujemy na dwoch
krancach polski i jesli spotkanie to najwyzej raz w miesiacu... chociaz
strasznie mi sie podobal i super sie z nim czulam, nie chcialam go, bo nie
wierzylam ze to ma jakis sens. co innego znac kogos jakis czas a potem
rozlaka na jakis czas, niz poznac sie i od razu rozjechac w dwie rozne
strony...
2 tyg. po PIERWSZYM spotkaniu przyjechal do mnie na kolejny weekend, potem ja
do niego, w miedzy czasie rozmowy, smsy kilkanascie na dzien,
puszczanie "gluchych" itp. staral sie, ciagle zapewnial mnie jak mu to
zalezy, ze damy rady, ze jest dobrej mysli, ze do zadnej kobiety nie czul
tego, co do mnie itp. a ja dalej niepewna... podczas sesji nie widzielismy
sie przez 2 miesiace,w tym czasie juz tak tesknilam za nim, ze wolalam to
skonczyc niz sie dalej meczyc ... nie pozwolil mi, zapewnial, ze damy rade,
czekal.
spedzilismy 2 tygodnie razem wakacji. bylo pieknie. w koncu uwierzylam a
raczej chwile spedzone z nim uswiadomily mi jak wiele dla mnie znaczy, ze
czuje do niego o wiele wiecej niz sama przed soba przynawalam. widzialam tez
jak bardzo jemu zalezy, jak planowal zeby do mnie przyjezdzac czesciej,
dodatkowa praca, auto kupic, zeby moc za co, i choc nieraz mialam
watpliwosci, czy czasem mnie nie zdradza, czy sie tam nie zabawia sam jak
mnie nie ma - jedno spojrzenie w jego oczy wystarczylo mi, bym wiedziala, ze
ten facet swiata poza mna nie widzi...
on nieraz sie pytal co ja do niego czuje czy juz serduszko drgnelo a ja
ciagle niepewna... ostrozna... juz taka jestem, ze musze najpierw kogos
dobrze poznac, nim sie otworze. dzis zaluje, ze czekalam za dlugo. bo oto
kiedy zdobylam sie na odwage i powiedzialam mum, ze go kocham, ze chce z nim
byc ... on juz mnie dzis nie chce.
stwierdzil ze juz ma dosyc, ze zmienil zdanie, ze nie sadzi zeby to bylo na
powaznie i to nie ma sensu. boli strasznie.
oto kiedy wreszcie wiem ze chce jego i tylko jego, to on
mnie juz nie chce. probowalam jeszcze ratowac, ale on na smsy nie odpisuje,
nie odbiera telefonu albo ma wylaczona kom. po prostu stracil cierpliwosc,
byl za mna, latal, swiat do stop mi ulozyl a ja nim gardzilam - ciagle "a bo
ja wiem" ciagle jakies "ale" i ciagle go trzymalam na dystans - w sumie chyba
tylko po to, by samej sie nie zaangazowac. w koncu mi hamulce puscily a jemu
nerwy i cierpliwosc sie skonczyla. o! ironio. dzis juz za pozno...nawet na
zal...
czemu mu sie tak nagle odwidzialo?dlaczego akurat TERAZ?
raz udalo mi sie do niego dodzwonic, byl taki oschly, obojetny. powiedzial ze
zadzwoni do mnie wieczorem, ale nie zadzwonil. nie chce sie narzucac, ile
mozna, nie bede mu pisac 50 smsow na dzien ani dzwonic, bo to zabawa w kotka
i myszke, w koncu juz wie ze mi na nim zalezy a mna gardzi, chcial sie
odegrac, az to ze ja go ranilam? czyzby byl az tak wyrachowany?
a moze mam go przeczekac, moze musi sam pomyslec czego jeszcze chce?
ale nie rozumiem jego zachowania, moze jakis facet tu na forum potrafi mi to
wyjasnic? wole najgorsza prawde on tego milczenia, niech powie mi, ze mnie
nienawidzi, ze kogos poznal, cokolwiek, a nie takie udawanie ze niby nic nie
jest a oboje wiemy ze jest nie wiem o co biega, ostatni wieczor spedzilismy
bylo pieknie, mielismy sie spotkac na pozegnaniu, bo musialam wracac,
zaplanowalam caly wieczor, kolacje a on nie przyszedl, akurat w ten dzien
kiedy chcialam mu wyznac milosc, kiedy chcialam z nim spedzic pierwsza noc...
potem juz nie odpisywal na smsy, w ktorych mowialam mu co czuje, nie odbiera
tel. ja zwariuje od tej niepewnosci jak mam do niego dotrzec?
czy to juz koniec? wszystko mi go przypomina moze on mnie przetrzymuje a moze
chce bym dala mu spokoj i juz sie nigdy nie odedzwie? moze napisac mu smsa,
ze ma mi dac ostateczna odp. albo jeszcze poczekac? doradzcie!