rybawilkowca
12.09.05, 11:20
a wiec w skrucie... bylismy ze soba gdzies od lutego, obydwoje mielismy
ciezkie przejscia po poprzednich zwiazkach nie mniej odnalezlismy w sobie
osoby ktore sie sobie podobaly, po czesci rozumialy i chcialy (i nadal w
jakims stopniu chca byc) ze soba.
Nie mniej, byly stale jakies nieporozumienia, meczace rozmowy prowadzace do
nikad, wyzuty, i tygodnie pelne prob ale te proby tak naprawde to byly
jedynie zgadywankami odnosnie tego jak 'powinnismy' postepowac. W ten zwiazek
po czesci nieswiadomie wpakowalismy sporo nadzieji, swiadomie za to
wpakowalismy sporo pracy... duzo checi. I chyba nadal chcemy byc ze soba, ale
te wieczne nieporozumienia i konflikty z nich wywolane, doprowadzily do
przemeczenia i wypalenia naszego zapalu zeby znowu podniesc i probowac.
Chcemy zeby to nam dzialalo, ale nie umiemy tego zlozyc do kupy. Probowalismy
duzo 'nowych rzeczy' ale tak naprawde to byly odmiany tych samych rzeczy,
nigdy nic nowego. Za to te proby nas zniecierpliwyly i wymeczyly. I tak teraz
siedzi sie w pracy, i wie ze tam po drugiej stronie miasta jest kobieta ktora
chce z Toba tego samego co Ty chcesz z nia, ale nie umiecie sie dogadac, juz
nie wiecie czy ponownie probowac bo kazda proba i tak jakos doprowadzala po
jakims czasie do nastepnego nieporozumienia, i wyglada na to ze to sie
posypalo.
Zycie, zwiaski i to wszystko wymaga tyle cholernej roboty, a ludzie wkraczaj
w zwiazek z mysla ze ma byc i latwo i prosto i ten zwiazek MA Ci
dawac 'spokoj', a tak nigdy nie jest... zawsze sa burze, zawsze sa
nieporozumienia...
jedynie kiedy masz spokoj tak naprawde, to wtedy gdy jestes sam...
ale po jakims czasie ten spokoj w samotnosci juz nie wystarcza i kolo zaczyna
sie toczyc od nowa... potem znowu jest problem, i znowu sie ucieka, i tak az
do smierci. Moze my wszyscy poprostu chcemy zbyt duzo od zycia, i wymagamy
zbyt duzo od innych.
'pokochaj a wszystko sie ulozy' ale co gdy kochasz a uklada sie od tylu do
przodu?