cosmolysa1
18.11.05, 00:06
Pojawił się w moim życiu w bardzo trudnym dla mnie okresie.Małymi krokami
rozpadał się mój związek z człowiekiem,którego kochałam ponad życie.
Stał się naszym znajomym,pózniej przyjacielem.Bardzo wesoły,spontaniczny i
znający życiowe problemy.Pomagał mi przetrwać trudne chwile i zamiast mojego
faceta-był przy mnie jak wysiadło mi zdrowie.Odnalazłam siebie i
uwierzyłam,że jeszcze może być dobrze,że oprócz Daniela są jeszcze
inni.Wyieżdżaliśmy na spacery za miasto,nad jezioro,na dyskoteki,z dala on
tego,co tak raniło.Rozmawialiśmy o wszystkim,szaleliśmy jak dzieciaki.Znowu
odżyłam.PO jakimś czasie przyznał się,że jest we mnie zakochany i bardzo żle
się z tym czuje.Był wpatrzony we mnie jak w obrazek.Z jednej strony to było
miłe,z drugiejwiedziałamże dla mnie najważniejszy był Daniel.Po pewnym czasie
nasze spotkania stały się wydarzeniem,na ktore czekałam z
niecierpliwiścią.Były dla mnie ciepłem i szaleństwem w pigułce.Zrozumiałam,że
dzień bez niego jest straszny,że bardzo go potrzebuję.Rozstałam się w końcu z
Danielem.To jedno z najgorszych rozstań jakie przeżyłam bo ciągle coś do
niego czułam i ciągle bardzo bolało,że mimo poświęceń,nie udało się uratować
tago związku.Pocieszające było to,że teraz obok siebie miałam tą
stuprocentowo pewną osobę.Były zgrzyty ale było pięknie.Ten cud trwał mimo,że
byliśmy w związku.Całonocne rozmowy,wspólne wypady,wspolne łóżko i megailość
czułości,za którą tak tęskniłam.Pamiętam jak wypowiedział z żalem te
słowa: "dlaczego tak pięknie jest tylko na początku..."Bardzo mnie wtedy
zaskoczył,nawet lekko wystraszył.Jednak szybko dodał,że z nami będzie inaczej
bo jesteśmy tak zwariowani i pełni energii,że nam rutyuna nie grozi.Tak
cudnie było około roku.Póżniej zaczęły się problemy w pracy,złe
nastroje,zmęczenie i brak czasu na wspólne wyjścia.zawsze jakaś wymówka z
jego strony.Docierało do mnie coraz bardziej,że energia została już tylko we
mnie.
Wierzyłam,że ten związek będzie wyjątkiwy a jednak okazał się podobny dsi
innych,wiejący codziennością i nudą.Jestem w piątym m-cu ciąży i jest to
spełnienie naszego marzenia a jednak mam mnóstwo wątpliwości.Zamiast
wspólnych wieczorów,mam często samotne-z pilotem do telewizora.Nie chce tak
żyć.Wiem,że żyjąc po swojemu mogę być szczęśliwa.Tylko dlaczego nagle to
szczęście jest dla niego niezrozumiałe???Dlaczego facetom tak szybko mija
chęć dawania i uszczęśliwiania???Jeżeli na tym polegają związki,jeżeli w
większości po dwoch latach wieje rutyną, to nie chce już węcej próbować.Wolę
ten czas spędzać z dzieckiem,które za wspólny spacer będzie wdzięczne przez
długie chwile.Chce kochać ze świadomością,że nie jest to jakimś
dziwadztwem.Najsmutniejsze jest to,że wydawał się człowiekiem,w ktorego
naprawdę warto zainwestować uczucia,człowiekiem,który poznał mnie
całą,szanował i kochał taką jaka jestem.Gdzie w tym wszystkim logika?????