Podjac ta okropna decyzje?

03.01.06, 18:10
Jestem z dziewczyna juz od roku, mamy po 17 lat. Od jakichs 3 miesiecy ciagle
sie klocimy, nie ma dnia bez sprzeczki. No i wiadomo, ze sie godzimy, ale
zaraz i tak sie poklocimy. Dla dopelnienia sytuacji dodam, ze jestesmy w
jednej klasie (II liceum)... Mamy podobne charaktery: jestesmy uparci,
honorowi i nieustepliwi. Obrazam sie na siebie, nie odzywamy i zadne z nas
nie ma zamiaru pierwsze ustapic. Teraz jest juz tego apogeum. malo, ze przed
swietami sie poklocilismy, zdazylismy sie pogodzic i teraz po tym wolnym
wytrzymalismy tylko dzien bez klotni i dzisiaj znowu... To jest nasza wspolna
wina, do tego ja przestalem o nia zabiegac... nie to, ze mi nie zalezy, ale
wiem, ze mnie nie opusci nagle i niczym sie nie martwie i zdarza sie, ze ja
zaniedbam- nie przytule, itd. Poprosila mnie zebym sie zastanowil nad tym czy
mozemy byc razem. Powiedziala mi, ze ja jej nie kocham. Uderzylo to we mnie,
ale tak nie jest... moze po roku to uczucie nie jest tak gorace i swieze, ae
zalezy mi na niej. Poprosila zebym sie zastanowil iz ebysmy razem podjeli
dojrzale decyzje. Ona chce zebysmy sie rozstali i jak sie zastanowimy na doba
i bedzie nam siebie brakowalo to powrocimy... Tylko co to da skoro jestesmy w
jednej klasie i wiadomo, ze dlugo to zerwanie nie potrwa... Nie da sie...

Pomozcie mi... Jak to naprawic? Jak tchnac w to zycie? Co zrobic zeby sie w
kolko nie klocic o byle co? Co moge zrobic zeby odnowic swoje uczucie i
zaczac bardziej 'latac' za nia??? :-(
    • Gość: monika Re: Podjac ta okropna decyzje? IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 03.01.06, 18:24
      Witaj:)
      U mnie było podobnie, po blisko 2 latach ( na 3 dni przed rocznicą) podjęliśmy
      decyzję o rozstaniu ( miałam wówczas 19 lat). Powodem była właśnie ta rutyna,
      już nie zależało nam na sobie jak przez pierwszy rok ( a był cuuuudowny). Ale z
      perspektywy jestem szczęśliwa że się rozstaliśmy...
      a wracając do tematu, jesli Wam bardzo zależy to róbcie wszyskto, aby to uczucie
      podtrzymac (nam juz nie zależało tak bardzo, nasz związek opierał się juz
      jedynie na przywiązaniu, a pozatym mój chłopak miał wyjechac na studia do innego
      miasta, co jedynie utwierdziło nas w przekonaniu ze powinnismy sie rozstac)
      Ty ze swojej strony pokaż Jej jak Ci na Niej zalezy...przytulaj, kup kwiatka,
      powiedz miłe słowo, napisz smsa czy meila w najmniej spodziewanym monencie,
      podrzuc karteczke do plecaka z jakimś miłym tekstem...nawet nie wiesz ile to
      sprawia radości, ja takich małych niespodzianek nigdy nie zapomnę. A zobaczysz
      że Ona Ci się zrewanzuje w podobny sposób, i takimi małymi kroczkami będziecie
      iść w dobrym kierunku.

      Zycze powodzenia!!!!!
      • kllos Re: Podjac ta okropna decyzje? 03.01.06, 18:36
        No tak, my do zakonczenia szkoly mamy jeszcze niecale 1,5 roku... Rozmawialismy
        juz o tym... Boje sie, ze to bedzie niestety koniec, jesli sie dostaniemy na
        studia to bedziemy bardzo daleko od siebie...

        W tym zwiazku mowiac szczerze to ona jest bardziej zaangazowana... Kocha mnie,
        jestem dla niej calym swiatem, itd. Az sie jej troszeczke dziwie, bo potarfie
        byc dla niej super, ale nieraz sa momenty kiedy zachowuje sie jak swinia...
        Takze monza powiedziec, ze jej bardzo zalezy, mi niestety, patrzac obiektywnie,
        jednak troche mniej... Mysle, ze ja kocham, mysle o niej caly czas, ale to jest
        chyba bardziej przywiazanie... Zalezy mi na niej, jak jestesmy pokloecni, to
        mam ochote podejsc do niej i sie przeprosic, ale cos mnie wstrzymuje nie moge
        sie przelamac, jestem zbyt dumny...

        Ogolnie juz mam taki leniwy, olewczy i obojetny charakter. Ostatnio zaczalem
        wszystko olewac, przeszlo to nawet na moj zwiazek. Chchce z nia byc, bo zdaje
        sobie sprawe, ze jeszcze wiele przed nami,a le jakos nie mam ochoty za nia
        ciagle latac...

        Ale z drugiej strony takie latanie, moze nawet troche na sile, pozowoliloby nam
        troche odetchnac, pozyc be ztych klotni, moglbym ja uszczesliwic i moze z
        czasem i mi wrocilby calkowicie ten zapał... Nie wiem...
        • Gość: Justyna Re: Podjac ta okropna decyzje? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.06, 13:43
          Wiesz ja doskonale Cię rozumiem,u mnie w moim 6letnim związku było dużo takich
          momentów ale to ja zachowywałam się jak Ty,olewałam go,robiłam
          przykrości,traktowałam jak śmiecia,zrywałam co drugi dzień.I tak to trwało do
          maja zeszłego roku...Właśnie ja byłam przekonana że wszystko mi wolno a on
          wszystko wybaczy i nigdy nie odejdzie.Kolejny raz zerwałam...Tym razem ze
          zdziwieniem zobaczyłam że on już się nie stara,nie prosi żebym wróciła.Okazało
          się że spotkał kogoś innego...Zabolało.I nagle zrozumiałam ile on dla mnie
          znaczył,jak dużo dla mnie zrobił,zaczęłam doceniać to co straciłam.Nagle
          okazało się że nasz związek był dla mnie najważniejszą rzeczą na świecie,czymś
          pewnym na czym zawsze mogłam się oprzeć.Ale było za późno...Nie życzę Ci żebyś
          przekonał się w taki sposób jak ja ile Twoja dziewczyna dla Ciebie znaczy i jak
          ważny jest dla Ciebie wasz związek.Pomyśl jak wyglądałoby Twoje życie bez
          niej...Pomyśl i podejmij decyzję.Nie uważam żeby to było przywiązanie.Wierz mi
          ja doświadczyłam tego na własnej skórze.Do tej pory nie mogę się pozbierać ale
          to już inna historia.Pozdrawiam i trzymam kciuki za Twoja mądrą decyzje:)
          • ania_188 Re: Podjac ta okropna decyzje? 04.01.06, 17:24
            Bądź dla niej grzeczny słuchaj sie jej :P
    • Gość: blackroses Re: Podjac ta okropna decyzje? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 15:14
      Ze swoim byłym byliśmy 5 lat. Przez jakieś 2,5 roku było super. On nie widział
      pozamną świata, ja poza nim. A potem jakoś to wszystko się uspokoiło, emocje
      opadły, zaczeła się rutyna, zaczeły się kłótnie. Mój były nie zawsze był fair
      wobec mnie w przeciwieństwie do mnie, ale pozatymi wyskokami traktował mnie z
      szacunkiem, lubiał mnie przytulać, mówił mi, że ładnie wyglądam, robił mi małe
      niepodziewanki no i nie zapominajmy, że czesto powtarzał mi, że mnie kocha. Mi
      mimo wszystko bardzo na nim zależało i wybaczałam mu jego numery i świńskie
      zachowanie. Często, żeśmy się kłucili. W końcu oboje byliśmy Wodnikami :o) ale
      mimo to odmiennie patrzyliśmy na świat. On był kompletnym optymistą a ja
      konktetną realstką. Nasz związek skończył się dość nieprzyjemnie. On
      stwierdził, że chce jechać do Angli ale... sam... Więc podjął decyzje za nas
      dwojga. Teraz kiedy od tego momentu mineło już 2 lata, ja jestem w powiedzmy
      szcześliwym związku z innym a mój były... żyje nadzieją, że kiedyś przyjadę do
      niego do Angli i spędzę z nim resztę życia, bo jak się okazało jestem
      największą miłością jego życia... Niestety troche za późno...
Pełna wersja