cienmotyla
22.02.06, 20:42
Podobno zawsze jest dobrze sie z kimś wygadać albo raczej komuś...
Ja mam taki nietypowy problem... dość hmm dziwny...
Mam 18 lat i cudownego chłopaka z którym jestem już 1,5 roku...
Jestesmy powaznymi ludzmi, którzy widza rzem przyszłośc i ja planuja. Nie
jestesmy nastolatkami którzy bzykaja sie po kątach a potem martwia o ciaże
zadajac głupie pytania na forum... my jeszcze ze soba nie spaliśmy, dopiero
zamierzamy... On ma 20 lat i studiuje kilkadziesiat km ode mnie... Zanim
postanowilismy być razem było dużo problemów...nimili przyjaciele, były
chłopak, który ciagle mnie nekał oraz moja obawa ze nie potrafie nikogo
pokochac i jestem "zimna" (to dlatego ze to ja zawsze zrywałam i ja nudziałam
sie zwiazkiem) Uwazam siebie za odpowiedzialna osobe, która potrafi trafnie
podejmowac decyzje i wie cos niecos o tym swiecie gdyz juz nie jedno w swoim
zyciu przeszłam... Douki mój chłopak ie wyjechał na studia po roku naszego
bycia razem wszystko było znakomite... Spotykalismy sie niemal codziennie,
rozmwialismy, robilismy sobie wycieczki i nie potrzebowalisy jakichkolwiek
przerw gdyz cały czas mielismy sobie cos ciekawego do powoiedzenia. Nie
nudzilismy sie przysobie. Gdy raz wyjechał na tydzien myslałam ze uschne...
on z reszta tez.. dla niego nie wyjade za granice studiować powiewaz wiem ze
ani ja ani on nie moglibyśmy wytrzymac bez siebie i to by strasznie wpłynęło
na nasz zwiazek. i nie chodzi o brak zaufania ale o to ze stalibysmy sie
sobie w gruncie rzeczy obcy.. a ja go strasznie kocham i nie mogłabym sobie
tego wybaczyc, szczegolne ze to on pokazał mi co to znaczy miłośc i jak
bardzo mozna kochac druga osobe..
no i gdy juz wyjechał na studia widujemy sie raz na tydzien albo raz na dwa
tygodnie... Spotkania nie sa długie... Ja mam nauke i on tez...
Problem tkwi w tym ze on bardzo sie zmienił na tych studiach...
nie jest juz takim spokojnym chłopakiem który dba o swoja dziwczyne...
Gdy on ma problemy ja jestem w stanie zrobić dla niego wszystko ale gdy tylko
je rozwiaze to ja schodze na drugi plan.... nie odzywa sie do mnie tak czesto
jak kiedyś... jest bardziej rozrywkowy, bardziej rozluzniony ze tak powiem i
beztroski... Chodzi na imprezy gdzie jest tysiace dziewczyn, gdzie opowiada
mi o nich itp... mnie to bardzo rani bo po pierwsze jestem bardzo zazdrosna a
po drugie ufam mu a nie tym dziewczynom...Próbowałam z nim porozmawiać o tym
ze mnie "zaniedbuje", ze czuje sie jak jakas zalegajaca połówka...
Jednak ja wiem ze on mnie kocha i jestem pewna ze sie nie łudze bo tyle co ja
wiem o nim i tyle co razem przeszlismy...ehhh no po prostu jestem z nim 1,5
roku i to chyba cos znaczy, znam sie na ludziach....
Ostatnio czesciej sie kłócimy... o kompletne bzdury, o jakies zle
wypowiedziane słowo, o sytuacje, o kogos...
nie wiem... chciałabym zeby było tak jak dawniej, zeby od czasu do czasu
przyniół mi kwiatka( nawet z pola), napisał miłego smska albo okazał mi to
jakoś ze mu na mnie zalezy...
naprawde próbowałam z nim o tym rozmwiać... raz powiedziałze mam okres i
teraz wszystko mnie denerwuje i ze sie czepiam...
a drugim razem powiedział ze postara sie ale jakos o tym zapomniał...
Jest mi po prostu przykro, bo cholera piszac to teraz mam łzy w oczkach ze
kiedys było tak fajnie a teraz... ehhh jestem przy nim kiedy on mnie
potrzebuje... miał problemy ze studiami, musiał zaliczyć egzamin i nie
spedzilismy walentynek razem ( co wiedziałam ze tak bedzie) ale nawet sobie
nie oidblismy tego tak jak mi obiecał, nic nie mówiłam, wiedziałam ze musze
być cierpliwa i poczekac i nie moge go w tej trudnej sytuacji dla niego
denerwować.. tak samo jak impreza u moich kolezanek tez mi przed nosem
poleciała... nie mógł ze mna isc a juz nie pamietam kiedy razem gdzis
tanczylismy ... chyba pół roku temu... a tak czekałam na to zeby z nim na nia
isc... nawet sobie bluske i spodnie nowe kupiłam aby mu sie podobac....i
lipa...teraz kiedy on zaliczył własnie ten egzamin.... sam poszedł balowac a
ja siedze jak głupia w domu i rycze... fakt ze mogłby sie wytłumaczyć ze
przeciez teraz razem nie pojdziemy bo jest on daleko ale... no nie wiem...
przykro mi.. jestem chora, nie moge z domu wychodzic... a on na to nic...
jak mam traktować ten zwiazek... nie mowcie ze mam sie z nim rozstac bo i tak
tego nie zrobie... nie wiem jak mam z nim rozmwiać...co powiedziec jak
przedstawić te sytuacje zeby nie wyszło ze jestem jakas okropnie zaborcza???
prosze o pomoc bo moze to ze mna jest cos nie tak...