miss_sauron
06.03.06, 00:49
tak mnie to dzisiaj jakos dopadlo po lekturze kilku postow (np. "panowie ile
macie centymetrow" albo "ile powinien wytrzymać facet?"): nie róbcie z seksu
wyscigu o to, kto ma wiekszego, kto najdluzej moze itd.
zagladam tu od jakichs dwoch tygodni; przyznaje, ze na poczatku czytalam
wszystkie te posty na tematy damsko-meskie ze sporym zaciekawieniem i mocno
mnie to nakrecalo (tak to jest jak sie od trzech /a technicznie to nawet od
szesciu/ miechow swojego faceta na oczy nie widzialo, a po zmianie tabsow
w koncu skoczylo mi libido), ale z czasem przyszedl czas i na przemyslenia
z moim facetem uprawialismy poki co tylko petting: sprawy same tak sie
potoczyly, takie mielismy warunki; on nie prosil o wiecej, a mnie to bylo
na reke, bo do seksu chyba jeszcze nie dojrzalam
o ile jeszcze kilka dni temu bylam piekielnie napalona, i gdyby moj ksiaze
znalazl sie w zasiegu moich lapek, to na 100% wiem jaki bylby final tej
historii, to na chwile obecna troche mnie to wszystko odrzuca
to techniczno-mechaniczne podejscie do sprawy odarlo mi seks z calej tej
otoczki tajemniczosci i odebralo (przynajmniej chwilowo) ochote na cokolwiek;
w zamian za to pojawily sie mysli w rodzaju: w jakiej pozycji powinnam sie
ulozyc, zeby za pierwszym razem bylo bylo nam najwygodniej, czy bede w stanie
satysfakcjonujaco dlugo 'robic mu loda' (nie lubie tego okreslenia; brrr...)
albo czy on nie ma za malego wg standardow unijnych (zart ;)
zatem mam taki maly apel: czerpmy przyjemnosc ze zblizen z ukochana osoba,
nie zastanawiajac sie za duzo nad tym, czy z jakims markiem czy kasia nie
byloby nam lepiej (no, chyba ze jest naprawde kiepsko...); nie wazne czy
trwa to 5 minut czy godzine; pracujmy nad soba, ale tez nie róbmy z niczego
tragedii i nie stresujmy innych; jak by nie bylo, nasz partner jest
najblizsza nam osoba, wiec czerpmy radosc z kazdej spedzonej z nim chwili,
bez niekonstruktywnego krytycyzmu i oceniania dla samego oceniania; szkoda na
to naszego zycia