matyldka22
11.03.06, 15:28
Mój związek jest naprawdę "po przejściach", wróciliśmy do siebie po
półrocznym rozstaniu,i jak w każdym związku są problemy, mniejsze i większe,
które z czasem rozwiązujemy.Ale jest jedna głupota która ciągnie się
niezmiennie od początku:/ Mój chłopak nigdzie ze mną nie chce wychodzić.Wiem
że może robię problem z niczego, bo w innych sprawach nam się układa, ale
męczy mnie bardzo ta sytuacja.Nie pomagają prośby, rozmowy, NIC.
Można by powiedzieć że taki jego charakter, ale nie.Zawsze był stałym
bywalcem barów, pubów, imprez, dusza towarzystwa po prostu,na imprezie
właśnie się poznaliśmy.Nie mam pojęcia co moze być tego przyczyną, nie uważam
się za jakiegoś potwora zeby się np wstydził ze mną gdzies pokazać!więc o co
chodzi..? nie zmuszam go do chodzenia na dyskoteki bo tego nie lubi,nie
wymagam super atrakcji, wystarczyłoby mi normalne wyjście w piątek wieczorem
do pubu na SOK:( nie chce co tydzień, wystarczyłoby raz na jakiś czas.Mówię
mu to i co słyszę?"przecież chcę kochanie.Nie wstydzę się ciebie kochanie.od
przyszłego tygodnia będzie inaczej." nadchodzi przyszły tydzień i... lądujemy
w kapciach przed tv.Dołujące, naprawdę, uważam że siedzenie w objęciach przed
tv przegryzając frytki jest bardzo przyjemne, ale nie jest jedynym sposobem
na spędzanie KAŻDEGO weekendu:( na to będzie czas jak będziemy mieli po 60
lat i wzwyż.Oczywiście mogę sobie zorganizować czas bez niego, już
próbowałam, myślałam że coś go ruszy, ale oczywiście NIC.Ileż można plotkować
z koleżankami albo chodzić gdzies jak piąte koło u wozu??poza tym to chyba
nie o to chodzi żebyśmy byli parą tylko w domu..?a teraz hit: kiedy ja np idę
na babski wieczór do kumpeli to mój ukochany od razu znajduje z sobie chęć i
siłe aby gdzieś się pobawić, poaszaleć na imprezie czy gdziekolwiek!!!
przykro jest mi bardzo, niewiem o co chodzi, bo niby nam się układa tak na
codzień,ale kiedy tylko przychodzi piątkowy wieczór wszystko pryska:( o co
chodzi..? ktoś wie moze..? no i co robić..?