blanshya
05.08.06, 23:07
Sytuacja jak z peruwiańskiej telenoweli.
Znam go praktycznie od zawsze, przyjaciel jeszcze z czasów bardzo wczesnej
młodości. Nasza znajomość nigdy nie zahaczała o wątki erotyczne, w gruncie
rzeczy byliśmy sztandarowym przykładem przyjaźni damsko-męskiej, bez
podtekstów itp. Wszystko zmieniło się jakiś czas temu podczas jednej z
bardziej zakrapianych imprez we wspólnym gronie.
Finał był klasyczny.
Obojgu taka sytacja pasowała - oboje bez stałych partnerów, bez chęci do
budowania trwałych związków. Ciągneliśmy ten nasz "związek bez zobowiązań"
przez dobre 1,5 miesiaca, utrzymując go w tajemnicy przed całym światem,
wychodząc z założenia,że tak będzie lepiej.
Nagle nastąpił niespodziewany zwrot akcji.
Do naszego wspólnegp grona znajomych dołaczyła moja koleżanka (w owym czasie
jeszcze nie tak bardzo bliska jak teraz). Szybko wciagneła się w
towarzystwo, wszystko układało się fantastycznie - jak mi się wydawało. Jako,
że zaczęłam spędzać z nią coraz więcej czasu - nasza znajomość bardzo się
zacieśniła, a że okazało się, że mamy podobny pogląd na wiele kwestii i że
świetnie się dogadujemy, szybko zaczęłyśmy darzyć się dużym zaufaniem.
Podczas jednego ze spotkań (mojego i jej, oczywiście) - zdrowo zakrapianego -
opowiedziałam jej co się dzieje między mną a K.
G.zbladla. Okazało się, że sypiaja z K. od dobrych dwoch tygodni.
Na podobnej zasadzie co my.
I nie miała pojęcia - co mnie zresztą nie zdziwiło - o tym, co było między
mną a nim.
Poprzysięgłyśmy trzymać się razem.
Pytanie - co teraz?
Zemsta?
Nie chcę, by ten numer uszedł mu płazem. O nie.. za dużo nerwów i poniżenia
nas to wszystko kosztowało.