karo261
09.10.06, 11:16
Spotykam sie od dwoch tygodni z pewnym 30-latkiem. (sama mam 24 lata).
Wydawal sie mily, sympatyczny, myslalam ze bedzie z tego cos wiecej. Narazie
nasza znajomosc konczyla sie tylko na buzi na dobranoc. Wczoraj poznalam jego
kolege, wyszlam do toalety no i uslyszalam przypadkiem, jak temu koledze, na
jego pytanie, kim jestem, odpowiedzial, ze narazie taka do wydupczenia,
zobaczymy...
Wyszlam wsciekla, on sie zmieszal, nie wiedzial co powiedziec, myslal ze tego
nie slyszalam. Oczywisicie zerwalam znajomosc, ale on teraz tlumaczy mi, ze
kazdy popelnia bledy, ze mu glupio ze tak wyszlo, ale mam mu uwierzyc, ze on
tak nie myslal wcale (to po co tak gadal,no nie?) jak go lepiej poznam to
bede widziala, ze on po prostu taki sposob bycia ma, tak na zarty wszystko
bierze (?) no i mam go lepiej poznac a odejsc zawsze jeszcze moge.
I ja nie wiem co zrobic. Obrazil mnie, stracil w moich oczach, nie moge
spotykac sie z facetem, dla ktorego mialam byc kolejna panna do zaliczenia
ale mu sie nie udalo... JAk mam mu ufac?
Ale z drugiej strony sama raz juz popelnilam podobyn blad, powiedzialam cos,
co pewna osoba miala nie uslyszec i wcale nie mialo to tak wyjsc, a wyszlo i
echh... Nie wiem, zasluguje on na druga szanse, poznac go lepiej, czy od razu
kopnac w dupe bo jest to kawal chama i nic z tego i tak nie bedzie?