Najlepszy seks w życiu...

10.11.06, 22:15
Jaki numerek był najbardziej boski w waszym życiu i z jakim partnerem.
Myślę, że ta wymiana doświadczeń może być ciekawa...
    • gato.domestico Re: Najlepszy seks w życiu... 10.11.06, 22:18
      numerek trzeci :-)))))
      • eyes69 Trzeci powiadasz... :) 10.11.06, 22:50
        A u mnie numerek z szatni. ;)
    • v_2 Re: Najlepszy seks w życiu... 10.11.06, 22:42
      to ten,, który dopiero będzie...
      • zbuntowany_aniol2 Re: Najlepszy seks w życiu... 10.11.06, 23:12
        jak juz ma byc ciekawie to polecamy wymiane partnerow...
    • krokiecica Re: Najlepszy seks w życiu... 10.11.06, 23:58
      To ja opowiem o najlepszym numerku mojego brata:)
      Jak miał ok. 12 lat to zadzwonił do tych "słodkich kociaków" na 0-700.....
      Jeden numer kosztował moją mamę <która musiała uiścić rachunek za mojego
      braciszka> 250 zł......

      Że tak się wyrażę... to był najdroższy numerek w jego życiu;P
      Nie muszę wspominać o wściekłości mojej mamy?:>
    • a.t.tapmann fantazja o kobiecie demonicznej 11.11.06, 00:46
      Jestem brunetką. Szczupłą i wysoką na długich, ładnych nogach. Okrutną. Mam
      czarne oczy i czarne ubrania. Zwracam na siebie uwagę, bo się wyróżniam. Mam
      zły wpływ na mężczyzn, którzy dla mnie wpędzają się w kłopoty, bo jestem taka
      wybitna. Zawsze jest ich grupka wokół mnie i wiadomo czego chcą, ale ja im tego
      nie daję, bo ich lubię dręczyć, żeby nie mieli wątpliwości kto tu rządzi. To
      ich podnieca, ja ich podniecam, ale ja sama się nie podniecam, bo jestem
      chłodna. W wyrafinowany sposób patrzę na nich między rzęsami i rozchylam usta
      ukazując zęby - to na nich działa, są gotowi wydać kupę pieniędzy, żeby tylko
      gdzieś mnie zaprosić. Ja się zgadzam, a oni wtedy myślą, że mogą iść ze mną do
      łóżka, ale ja nie idę z nimi i oni cierpią. Kupują mi drogie prezenty i
      zabierają na wycieczki zagraniczne, żebym z nimi była, to ja wtedy idę z nimi
      do łóżka, ale tylko raz, albo dwa, a potem idę z innymi, żeby tamci byli
      zazdrośni, a mnie to bawi. Do tego jestem mądra i umiem dobrze rozmawiać. Teraz
      jestem na przyjęciu ubrana w czarną sukienkę i czarne pończochy i buty na
      wysokich, mam też czarną biżuterię i srebrną, w uszach dużo kolczyków, i jestem
      bardzo piękna. Wszyscy się na mnie patrzą i pytają jedni drugich "Kim jest ta
      piękna i tajemnicza kobieta?", ale ja tylko siedzę samotnie i piję z kieliszka
      dobry i drogi alkohol i spoglądam na nich z góry albo wcale. Minę mam
      nieodgadnioną, obojętną, zimną, a mój makijaż dodaje mi piękności. Podchodzi
      jeden mężczyzna i o coś pyta, ja mówię mu "nie", podchodzi drugi i o coś pyta,
      ja mówię mu "tak", ale idę zatańczyć z pierwszym, żeby bardziej zamotać. W
      czasie tańca obiecuję mu conieco uśmiechając się do trzeciego, a drugiemu
      szepczę na uszko, że czwarty na mnie zerka i mówię mu jeszcze, że noszę
      czerwone majtki, a włosy golę w serduszko. Piąty kupuje mi najdroższą butelkę,
      którą wypijam z czwartym, a kiedy szósty czeka na mnie pod toaletą, daję mu się
      uszczypnąć w tyłek i pociągnąć za cycki, a potem poprawiam się i wracam na
      salę, odchodzę od niego. W przejściu łapie mnie siódmy, a ja wzdycham "och,
      och", ale to wszystko wyrachowane jest i wcale mnie nie podnieca, ale tak
      robię, żeby on sobie pomyślał i nie mógł zapomnieć. Widzi to ósmy, dziewiąty i
      dziesiąty, jest im przykro, upijają się i wpadają pod samochód. Jedenasty,
      który ma moje zdjęcie na całą ścianę, tnie się żyletką wzdłuż i bryzga na nie
      krwią rysując dla mnie czerwone maki, ledwo go pogotowie ratuje, a lekarz mówi,
      że jak walczył pod Monte Cassino i mu dwa lata do emerytury zostało, to czegoś
      takiego jeszcze nie widział, ale ja o to nie dbam i nawet go nie odwiedzam w
      szpitalu. Dwunasty postanawia zdobyć biegun północny jadąc tyłem na rolkach,
      napisać tam sto sonetów o moich oczach i zabić białego niedźwiedzia w walce na
      śnieżki. Mówię do niego, och Robert, jeżeli tego dokonasz, to pójdę z tobą na
      piwo, a może i coś więcej. Od trzynastego do dwudziestego to biedni studenci,
      którzy nie są w stanie sprostać moim wysokim wymaganiom odnośnie standardu
      życiowego i cierpią nie zaliczając z mojego powodu egzaminów, a następnie
      rodziny wyrzucają ich z domów i oni wpadają w narkomanię i umierają na
      śmietniku pod moim blokiem, ale ja nie przywiązuję do tego wagi, daję im tylko
      trochę wrzątku w zimie. Dwudziesty pierwszy to ciekawy przypadek. Jest szpetnym
      karłem, który żyje w ciemnym pomieszczeniu naprzeciwko moich okien i nigdy nie
      wychodzi na dwór, ale obserwuje mnie skrycie zza firanki. I kocha, och jakże on
      mnie kocha, ale ja nic, wiem o tym i specjalnie chodzę na golasa po mieszkaniu,
      ćwiczę aerobik, golę się pod pachami, całuję z wysokim listonoszem, żeby on to
      wszystko widział i cierpiał. W końcu karzeł wdziera się nocą na plac budowy i
      daje rozszarpać psom dozorcy, bo już dłużej nie może wytrzymać, a ja na jego
      grób posyłam skromną wiązankę. Dwudziesty drugi jest piłkarzem pierwszoligowym,
      młodym i zdolnym napastnikiem, któremu rujnuję karierę, obiecując że zostanę
      jego narzeczoną jeżeli skończy z futbolem, on kończy, ale ja kłamałam, bo ja
      lubię kłamać, jestem mądra i robię to wybornie. Nie mam żadnych hamulców i to
      mi pomaga osiągnąć mój cel - zniszczyć setkę do sylwestra. Dzisiaj mamy luty
      więc jeszcze trochę czasu zostało, ale muszę się nimi zająć bardziej hurtowo.
      Robię sobie nowy makijaż, jeszcze bardziej tajemniczy i przyglądam się różnym
      mężczyznom lśniącymi od dobrze zagranego pożądania oczami, a oni peszą się, nie
      wiedzą co robić z rękami i robią głupstwa, a ja odkreślam kreski w
      kalendarzyku. Dwudziesty trzeci, czwarty, piąty i szósty porzucają swoje żony,
      dzieci licząc na moją łaskę, ale nie potrafią dobrze liczyć, bo ja gram sobie
      na ich uczuciach w ch..a i zrywam z nimi przed Wielkanocą, którą obchodzą sami
      w poczekalni na lotnisku, pogrążeni w rozpaczy, bo mieliśmy spędzić wspólny
      Wielki Tydzień w Egipcie, ale ja nie przyszłam. Lubię kiedy wszyscy mnie
      kochają, kiedy mnie podziwiają i mnie pragną i uważam że jestem tego warta foxy
      lady. Ich pożądanie daje mi siłę do dalszego działania i działam ostro. Kolejna
      dziesiątka to zrujnowani biznesmeni, którym kazałam zamknąć firmy i oddać mi
      wszystkie pieniądze, musiałam oczywiście pójść z nimi do łóżka po parę razy,
      ale potem powiedziałam, że źle się czuję, muszę to sobie przemyśleć, bo nie
      jestem kurwą i zobaczymy się za jakiś czas. Wyjeżdżam na wczasy w góry i tam
      załatwiam następnych dziesięciu tłuściochów po pięćdziesiątce, którzy leczą się
      z astmy w Polanicy Zdrój, ale po tym jak mnie poznają i zaczynają za mną
      ganiać, tylko im się pogarsza. Najwytrwalszych niszczę w starciu bezpośrednim,
      bo w łóżku kiedy trzeba, jestem prawdziwym demonem i wulkanem energii, potrafię
      to robić cały czas, szybko i mocno jak maszyna, przy tych zdechlakach nie muszę
      się starać żeby ich zamęczyć, a potem porzucam, tak jak porzucam zdarte
      pończochy i kilka razy używane sukienki, które mi się już znudziły. Ha ha ha.
      Jak mam okres to siedzę w domu i niszczę przez telefon, bo mam dobrze głos
      wyćwiczony, żeby był aksamitny, zmysłowy i wszystko co potrzeba, każdy wie z
      kim rozmawia, nawet jeśli mnie nie widzi. Głosem niszczę do numeru
      sześćdziesiątego. Później biorę się za licealistów, policjantów, turystów ze
      Skandynawii i przypadkowych przechodniów. Umawiam się z kilkoma naraz w tym
      samym miejscu i czasie, niby przez pomyłkę. Młodsi niech się pozabijają, a
      starsi zejdą na zawał. Kiedy łamię sobie nogę, skłócam wszystkich ortopedów ze
      szpitala, pielęgniarki mnie nienawidzą, ale ja wykończam wszystkich i wychodzę.
      Chociaż nie, to jest głupie, nie będę łamać nóg, lepiej, poznaję tych lekarzy
      jadących w pociągu na konferencję, a oni się zakochują we mnie i nie jadą do
      Gdyni tylko nad morze ze mną, a ja gram z nimi w moje gry i wygrywam wszystkie
      partie i dużo pieniędzy, bo to są bogaci faceci, ginekolodzy albo chirurdzy
      oka. Następnie zbliża się deadline i muszę całą resztę w dwa tygodnie załatwić,
      bo wyznaczony czas mija i ja wywiązuję się z tego doskonale, a nawet z
      nadwyżką, bo jestem piękna. Taki seks dałby mi dużo radości i wierzę w siebie,
      że tak się kiedyś stanie, amen. Robię sobie sama laskę i idę spać.
      • zbuntowany_aniol2 Re: fantazja o kobiecie demonicznej 11.11.06, 08:58
        zaintrygowalo mnie to opowiadanko:)
      • Gość: Ona Re: fantazja o kobiecie demonicznej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.06, 10:15
        I tak kobietki postępuje sie z facetami, a nie pcha do wyra ledwo na ciebie
        spojrzy jakiś gamoń. Planujesz po nocce długie małżeńskie pożycie, a facet w
        tym czasie już ciągnie do wyra następną ciepłą kluchę, która daje się
        skonsumować jak blade kurcze na talerzu.
        • Gość: arlitka Re: fantazja o kobiecie demonicznej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.06, 10:37
          wczoraj :)
        • zbuntowany_aniol2 Re: fantazja o kobiecie demonicznej 11.11.06, 12:14
          która daje się
          > skonsumować jak blade kurcze na talerzu. "-buhahahaha dobre!!!!!!:D pozdr.
          • Gość: mia Re: fantazja o kobiecie demonicznej IP: *.toya.net.pl 11.11.06, 15:57
            a.t.tapmann piekne to było...naprawde cudne,a coz to jest,jesli mozna spyta?
            • wcalenietakimaly Re: fantazja o kobiecie demonicznej 11.11.06, 20:16
              Mysle ze tekst powyzszy przerasta zdolnosci percepcyjne wiekoszosci cosmo-
              dziewczynek.
      • krokiecica Re: fantazja o kobiecie demonicznej 13.11.06, 10:56
        buahhahaha
        niezłe opowiadanie:)
        Moja siostra ma podobne fantazje... i też czasem pisze....;)
        Szkoda, że nie chce udostępnić swej twórczości:(
        • powodzenie a 13.11.06, 14:21
          to nie fantazje;)
          • Gość: Ona Kolekcja motyli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.06, 13:03
            Nie jestem demoniczną brunetką ale blondynką ze słodką buzią (choć charakterek
            raczej czarny, niż anielski ;), ale jeśli na horyzoncie pojawia się żigolak
            podrywający kobiety i po skonsumowaniu tracący nimi zainteresowanie, budzi się
            we mnie demon i zaczynam się nim bawić jak kot myszką. Nie prowokuję aż tak
            ostro jak bohaterka tej świetnej opowieści ale mam swoje niedostrzegalne (na
            pierwszy rzut oka metody), raz jestem słodka (a on myśli ze już jest w
            ogródku) by za chwilę kąsać (werbalnie) "Narcyza". W końcu wbijam szpilę w
            tego motylka i odchodzę obojętna. I nie ukrywam daje mi to dużo przyjemności, w
            końcu dostał to na co dawno zasłużył, a ja nie mam wyrzutów sumienia.
    • Gość: zakochana :) Re: Najlepszy seks w życiu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.06, 23:55
      Hej!Moj najlepszy numerek to jak bylam w wakacje ze swoim facetem w parku
      <jestesmy prawie 3 lata ze soba> poszlismy na piwko,a gdy wieczorem wracalismy
      byla taka ciepla letnia noc i gdy juz bylo naprawde ciemno tak na zarty
      powiedzialam,ze "mam teraz ochote Cie schrupac,ale nic z tego, bo nie ma gdzie:
      (".Moj Misiek tylko sie zasmial wzial mnie za reke i poszlismy do lasku przy
      parku bylo naprwde calkowicie ciemno,zadnej latarni,ludzi...Zaczelismy kochac
      sie "na drzewie"sluzylo mi jako sciana...:)Bylo cudownie,a teraz jak to
      wspominamy to sie smiejemy,ale ciagle nas rozgrzewa ta historia...:)Pozdrowienia
    • Gość: hopeless mam nadzieje IP: *.telnet.krakow.pl 14.11.06, 23:58
      ze jeszcze tak owy nie mial miejsca
Inne wątki na temat:
Pełna wersja