senowarszawie
10.12.06, 10:57
Otóż moja historia wprowadza mnie w stan niepewności, chodzę po miękkim
gruncie i nie wiem co dalej. Ale do rzeczy. Byłam z chłopakiem prawie 2 lata,
po czym zdecydowaliśmy się na wyjazd za granicę. Najgorsze jest to, ze
wyjechaliśmy do tego samego kraju, ale do innych miast. Wiem, poroniony
pomysł. Wyjechaliśmy w czerwcu, ja wróciłam w październiku, on we wrześniu.
Kochaliśmy się bardzo, miłość z zapewnieniem ,że to na całe życie ,do końca
itd. Jednak podczas wakacji oprócz moich maili i telefonów... nic .. cisza,
od niego, sporadycznie , od czasu do czasu jakieś słowo , mail..ale rzadko.
Juz tam nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myslec, jak dzwonilam i pytałam-
mówil,ze wszystko ok... czekałam tylko pazdziernika, aby wrócic i wszystko
wyjasnic. Myslalam o rozstaniu ,bo co to za facet, który w ogole nie
utrzymuje kontaktu ze swoja dziewczyna .. co to za milosc ? Spotkalismy sie
na dzien po moim powrocie. Rozstalismy sie. W sumie to byla wspolna decyzja,
chociaz wyszla od niego. Głownym powodem rozstania byl fakt, ze mieszkałam
tam z grupa znajomych,w tym , z chłopakiem, ktory byl we mnie zakochany, na
to moj facet nigdy go nie lubił. zreszta wyszło tak, ze wspolne zamieszkanie
z ta grupka znajomych okazalo sie dopiero na miejscu, w lipcu.Ja natomiast
myslalam tylko o nim, o moim jedynym i ukochanym mezczyznie na całe zycie ..
nic mnie nie cieszylo, czekałam na powrót. BYnajmniej, rozstalismy sie.
Spotykamy sie od czasu do czasu, utrzymujemy bardzo dobry kontakt. Niby
wszystko jest ok. Nie jestesmy razem.wychodzimy na piwo, albo idziemy do
niego.roznie.bywa,ze pocaluje mnie tak jak zawsze, ze zaczniemy rozmawiac o
tym jak pieknie bylo, nawet planowalismy nasz pierwszy raz. teraz, gdy juz ni
jestesmy razem. Nie mam pojecia co mam myslec. Mowi, ze nigdy nie otworzy sie
przed zadna inna dziewczyna tak jak przede mna, ze nadal mnie kocha( tzn. nie
powiedzial, ze nie kocha), prawi komplementy i czasem jest tak jakbysmy byli
nadal razem ,chociaz rozstalismy sie juz w pazdzierniku . aaa i co
najwazniejsze ,czesto powtarza,ze co ma byc to bedzie, to ,ze nie bedzie jak
bylo ,bo nic dwa razy sie nie zdarza ,nie znaczy,ze nie moze byc lepiej.
Nadal go kocham. nie chce rozmawiac o powrotach,bo nie chce sie narzucac, nie
chce ,zeby widzial,ze mnie zalezy i bedzie mial mnie na kazde zawołanie .
zreszta rozwazam opcje wyjazdu na stale za granice. i co wtedy> moze on boi
sie drugi raz w to zaangazowac. ale chyba nadal musi cos do mnie czuc , tylko
po co to rozstanie, dlaczego odszedł?Zauwazylam tez,ze gdy ja nie utrzymuje
kontaku ,to znaczy nie odzywam sie przez jakis czas to on jakby wiecej pisze,
czesciej... to chyba takie meskie zagrywki .a ja nie chce cierpiec. trudno
wyleczyc sie z tak dlugiego , na prawde szczesliwego zwiazku. pewnie nikt nie
doczytal do konca ;) nie dziwie sie, moze potrzebuje wygadania. zbyt wiele tu
znakow zapytania. mimo wszystko sytuacja jest meczaca i ranica .:(
pozdrawiam .czekam tez na jakies komentarze :)