Zerwać czy nie?...

05.03.07, 21:39
Witam.
Już od dłuższego czasu zastanwiam się nad zerwaniem z miom chłopakiem.Jak w
każdym związku nie było cały czas kolorowo.Od jakiegos czasu bardzo często
sie kłóćimy o byle głupstwo(jesteśmy ze sobą 3,5 roku).On robi mi
wyzuty,krzyczy na mnie(podnosi głos), stara się pokazac mi,ze jest mądrzejszy
ode mnie,że on zawsze ma racje(jest cholerykiem), wczesniej tak nie było.
Ostatnio kiedy się pokłóciliśmy przez 3 dni nie odzywalismy sie do
siebie,potem odezwałam się ,zeby pogadac , wyjasnić sobie wszystko ,byłam
zdecydowana na rozstanie,ale kiedy znów się spotkalismy znów sie starał był
miły,przepraszał mówił,ze się zmieni.No,ale co z tego,ze tak mówi skoro nie
potwierdza tego w czynach.Juz chyba nie dam rady znosic jego fochów,jego
arogancji i.t.p.Ale jest pewnien "problem",bo Go cały czas Kocham,mocno
Kocham i dlatego nie umiem być konsekwentna.
Czy jest sens dalej zyć z takim człowiekiem?Może poradzicie mi coś z
doświadczenia bycia z cholerykiem czy to ma sens na szczęśliwy związek?Tylko
proszę bez głupich komentarzy.
Dziękuję i pozdrawiam.
    • Gość: mała Re: Zerwać czy nie?... IP: *.wyszkow.tnp.pl 05.03.07, 21:43
      ...dobrze sie zastanów zanim to zrobisz, żebyś pozniej nie żałowała...dobrze Ci
      radze...
    • Gość: hogan Re: Zerwać czy nie?... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.07, 21:51
      który to już twój wątek na ten temat ? weź sie w końcu zdecyduj tak, albo tak ,
      zamiast pieprzyć na forum w kółko to samo
    • jakub_234 Re: Zerwać czy nie?... 05.03.07, 22:01
      powiem tak:
      Kiedy bylem w kolorowym zwiazku powiedzialbym ratuj bo warto!
      ale przezylem to samo
      dlatego powiem:
      Daj mu szanse i powiedz mu, to i to ma sie zmieic
      jesli sie nie uda - to sraj na niego.
      • anka8329 Re: Zerwać czy nie?... 05.03.07, 22:36
        dokładnie. nie rozstawaj się bez "przedzenia"go do czego prowadzi jego
        zachowanie. bo nawet jeśli zerwiesz to albo on zrobi kilka słodkich minek i
        wrócisz-co bedzie dużą niekonsekwencją. zresztą faceta nic to nie "nauczy" bo i
        tak zsybko wrócisz a on nie pomyśli, że to jego wina. albo nie wrócisz, ale
        będziesz sobie pluć w brodę i wypominać, że może dałoby radę to naprawić.
        tak więc proponuję SZCZERĄ rozmowę. powiedz o swoich uczuciach, że źle ci z
        jego zachowaniem (nie z nim!)i podaj konkrety.co cię denerwuje, wyprowadza z
        równowagi. może się okazać, że on tak reaguje an pewne zachowania z twojej
        strony- w takim razie musicie się dogadać co kto ma zmienić, żeby znów było
        kolorowo.
        głowa do góry:)jak się chce duzo można:)))
    • Gość: Pan Dobra Rada Re: Zerwać czy nie?... IP: *.ds14.agh.edu.pl 05.03.07, 23:53
      Moim zdaniem mężczyzna przejawiający taki a nie inne zachowania i skłonności po
      ślubie, czy po jakiejkolwiek formalizacji Waszego związku zamiast się starać,
      poczuje się bezpieczny i będzie dokładnie odwrotnie.. On wtedy będzie myślał, że
      jesteś już na zawsze jego, a skora tak, to nie możesz tak po prostu odejść, więc
      nie będzie widział zagrożenia.. A jak nie będzie widział zagrożenia - nie będzie
      się kontrolował, starał, czy choćby w najmniejszym stopniu zmieniał.. :] Powiem
      tak.. TRAGEDIĄ JEST, KIEDY KOBIETA ZAMIAST MYŚLEĆ - CZUJE..
    • Gość: ewelusia Re: Zerwać czy nie?... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.07, 20:07
      moim zdaniem na takie charakterki nie ma rady,miałam tak samo,ale znacznie
      krócej ale myślałam,że pychicznie wysiądę poprostu latego zerwałam nie żałuję
      jestem szczęsliwa i nie gnębi mnie facet swoimi humorami oczywiście przemyśl
      to,ale jak teraz tak jest to potem może być jeszcze gorzej
      • Gość: anka Re: Zerwać czy nie?... IP: *.ashbva.adelphia.net 09.03.07, 03:15
        cham zawsze zostanie chamem
      • Gość: Kasia Re: Zerwać czy nie?... IP: 80.51.192.* 09.03.07, 08:46
        Mój mąż też jest bardzo wybuchowy, gwałtowny, dominujący... Wiem co to
        znaczy,normalny, kochajacy facet , lecz wystarczyła iskra aby spłonał i
        zamienił sielanke w piekło.. Z poczatku było tak, że nie wrzeszczał ,tylko
        jak piszesz obrażał sie i milczał 2-3 dni. Serce mi pękało, bo nie potrafiłam
        dotrzeć do niego. Po latach nabrał wprawy i zaczął delektować się moim
        cierpieniem. Robi straszne awantuty o bzdury wyssane z palca.. W amoku jaki go
        wtedy nachodzi wrzeszczy, oczy zmieniaja kolor, pluje, wykreca ręce. Zamykałam
        sie w łazience przed nim. Dzis juz nie mam takiej możliwości, bo pozmieniał
        zamki i nie ma w całym domu gdzie schować sie ,żeby nie mógł wejść....Pamietaj
        że życie masz jedno, tak napisał kiedyś Pan Dobra Rada i to jest prawda. Broń
        własnej godności póki jesteś na tyle silna żeby się jeszcze bronić. Nie wierze
        że szczerze przeprasza Ciebie, robi to dla własnej korzyści, żeby Cię nie
        stracić. Kiedy będzie miał pewnosć że jesteś już jego pokaże co potrafi. Kilka
        lat temu powiedziałam tesciowej że nie radze sobie z zachowaniem M,jak cierpimy
        kiedy to robi i wiesz co usłyszałam...? Wiedziałaś dziecko ze M jest
        nerwowy...Płakać mi sie chce jak to pisze, bo czemu skoro Ona wiedziała nie
        leczyła go ,tylko pozwoliła założyć mu rodzine. Wszyscy w rodzinie wiedzą jaki
        to M jest zaradny,pracowity ale o tym że każdy dzień z nim to wielka niewiadoma
        jest tematem TABU. Ja mam juz 38 lat, rzeki kijem nie zawróce. Powoli ucze sie
        żyć obok, dotarłam do mądrych ludzi którzy lecza mój chory mózg...Ciebie prosze
        zastanów sie,obserwuj i bądź czujna aby żadna nierozsądna decyzja nie
        zmarnowała twojego cennego życia ..Pozdrawiam przy okazji Pana Dobą Radę.
        Dziekuję:)
        • Gość: Pan Dobra Rada Re: Zerwać czy nie?... IP: *.ds14.agh.edu.pl 09.03.07, 10:43
          Nie ma za co.. ;)
    • yoap Re: Zerwać czy nie?... 09.03.07, 13:47
      Jakbym slyszala siebie. Mam dokladnie to samo. Ja staram sie jak moge, aby nie
      dopuscic do czegos co mogloby go rozwscieczyc. I mam taka presje nad soba i w
      sobie i zastanawiam sie ciagle czy to, co robie mu sie spodoba, czy to co powiem
      mu sie spodoba, czy to co pomysle. nosze w sobie strach, ze z byle rzeczy on
      potrafi zrobic lawine pretensji i mnie zostawi.nad kazda nasz klotnia wisi
      pietno tego, ze niewazne o co pojdzie to on mnie rzuci. a ja jestem slepo
      zakochana i uwazam, ze to facet mojego zycia. z ta roznica, ze moj facet mnei
      nei przeprasza, bo wszystko przeciez jest moja wina. slysze pozniej, ze sam nie
      wie dlaczego ze mna jest,a mnie to cholernie boli. on nawet tego nie rozumie.
      czyzby lubil sprawiac mi przykrosc?! Ja oczekuje od mezczyzny tego, ze bedzie
      mnie kochal kazdego dnia, w kazdej minucie i sekundzie. Ze w 5 min nie zmieni
      zdania odnosnie naszej przyszlosci. Ze bedzie nas pewien.
      Ale to wszystko niby psuje ja :(
      I nie umiem sobie z tym poradzic. Powiedzialam dzis sobie, ze gdybym "miala
      jaja" to bym go rzucila. Ale ich nie mam!
      Kochac kogos to chyba nie wszystko...niestety! Ale tkwie w tym. Od klotni do
      klotni i tlumacze sobie, ze piekne chwile, ktore sa miedzy nami, wynagrodza mi
      wszystko.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja