anka8329
07.03.07, 16:43
witam:)na początek małe wprowadzenie do sytuacji. jestem z moim męzczyzną
prawie od 4 lat. jest to bardzo poważny związek i z jego i mojej strony, mimo
że jak narazie nie przypieczętowany ani obrączką ani pierscionkiem
zaręczynowym. myslimy jednak jak najbarzdiej o wspólnej przyszłości, rodzinie.
problem polega na tym, że mój chłopak pochodzi z rodziny, w której "sie nie
przelewa". matka nigdy nie pracowałą, jedynie ojciec, który pracuje w kraju,
a kilka razy do roku jeździ dorabiać w niemczech. oprócz X w domu mieszkają
jeszcze 2 bracia i siostra.
zawsze miał jakies pieniążki ze stypendium na uczelni, uzupełniające
magisterskie.wiąże się to z nizszym stypendium i dużo bardziej ograniczonym
czasem wolnym, a więc również z czasem który mógłby poświęcić na pracę.
i tu się zaczął problem. jeśli akurat czeka na przelew, ale ja mam pieniądze
nie ma mowy o jakimś wyjściu ze znajomymi "bo nie będe za niego płacić".nie
mogę mu nawet zaproponować pożyczki, od razu słyszę, że nie będę go
utrzymywać ani mu pomagać.
jeśli np kupię coś an wspólną kolację, od razu każe mi pokazać rachunek i
skrupulatnie wylicza ile ma mi oddać. nie moge mu nic, czegokolwiek kupić,
nawet zwykłej czekolady, bo wiem, że zaraz się pogniewa albo wyda ostatnie
pieniądze na czekoladę dla mnie, żeby być "kwita".
wczoraj sie pokłóciliśmy o mój bal na studiach, bo powiedział, że nie wie czy
będzie miał pieniądze na niego!!!po prostu szczyty-zapraszając go na swój bal
nie moge za niego zapłacić, bo on chce sam.
ja nie wiem co to jest-duma???może przeświadczenie, że to facet ma utrzymywać
kobietę a nie ona jego???
już nie wiem jak mu tłumaczyć, że traktuję go bardzo serio i jego kasa się
dla mnie nie liczy???