marianna456
13.06.07, 21:18
Jestem z moim factem 8 miesiecy, jednak od miesiaca jakos nie umiemy sie
dogadac, ciagle sie klocilismy. Teraz powoli wychodzimy na prosta,
dogadalismy sie, mysle, ze bedzie lepiej, mielismy po prostu kilka
problemow...
I podczas takiej jednej klotni byl u niego jego kolega, ja zadzwonilam do
niego, moj misio mi powiedzial, ze Rafal siedzi, a ja akurat zdzwonilam do
niego z pytaniem, czy nie moglibysmy sie spotkac, bo mi tak smutno bylo... i
jak sie dowiedzialam, ze jakis kolega u niego jest, to zaczelam byc niemila,
bo dzien wczesniej sie poklocilismy i chcialam to wyjasnic a on z kolega
siedzi... no ale nic, posprzeczalismy sie, na drugi dzien pogodzilismy sie...
Tylko ten kolega rafal slyszal wtedy nasza rozmowe i teraz mojemu facetowi
dokucza, mowi mu, ze ja jestem zaborcza, nabija sie z niego, jak teraz sie
spotykaja, mowi mojemu chlopakowi: A ona ci pozwala? A mozesz? Naprawde??
haha" itd.
Wiem, glupio wyszlo, ze mielismy akurat sciecie, i ten Rafal byl tego
swiadkiem, ale wkurza mnie, ze teraz nam dokucza, nabija sie ze mnie, z
mojego chlopaka. Nie podoba mi sie to. Jak mu utrzec nosa?
Moj chlopak nie reaguje na jego glupie gadanie, ja uwazam, ze jednak
powinnien mu cos powiedziec, stanac w mojej obronie, powiedziec np., ze
mialam zly dzien, i szkoda ze musial byc tego swiadkiem, ale kazdy ma czasem
muchy w nosie, to nie powod, zeby zaraz czlowieka tak szufladkowac...
A moj chlopak twierdzi, ze lepiej nic nie tlumaczyc, samo mu przejdzie...
Co robic?
A co jak ten Rafal kiedys mi wprost powie w glupim zarcie:"a puscisz go na
impreze" czy cos takiego? Co mu odpowiedziec?