aganieszka221
26.09.07, 13:31
Moj facet jest w porzadku, nie pije nie pali, jednak lubi
towarzystwo chacharow spod sklepu - i to wcale nie po to, zeby sie z
nimi napic, ale zeby pogadac! Zupelnie tego nie rozumiem!
Wiecie jacy tacy sa, nudza sie pod sklepem i zaczepiaja ludzi, a moj
facet czesto przy nich staje, pogada z nimi, i dopiero idzie dalej.
Nieraz bylam swiadkiem takiej sytuacji, nie raz sam po opowiadal, ze
spotkal dzis takiego czy takiego. Wiem na 100% ze nie chodzi mu o
to, zeby sie z nimi napic czy cos, bo nie czuje od niego alkoholu,
ale on twierdzi, ze tacy ludzie maja wiecej do powiedzenia i sa
madrzejsi od powiedzmy tych "normalnych", bo maja wieksze
doswiadczenie zyciowe, potrafia wiecej powiedziec, co ich
sprowadzilo do takich sytuacji itd.
Dla mnie to kompletny bezsens, uciekam od takich z daleka, bo
smierdza, bo alkoholicy itd. a on...
Co o tym sadzicie? Czy to ja jestem zacofana?