radek280
05.10.07, 11:49
Gdy zapadnie mrok budzą się wspomnienia. W blasku świec kładę palce
na klawiaturze i wsłuchany w muzykę sączącą się wolno do mojej duszy
wracam pamięcią do momentu, gdy zgasną światła...
Lubię, kiedy kobieta po raz pierwszy spojrzy mi w oczy. Samotna na
przestrzeni podłogi, oświetlona płomykami świec, zamknięta w
otaczającej Ją muzyce dotyka moich dłoni i niepewna co przyniosą
najbliższe chwile, spogląda... nie wiem w jaki sposób blask świecy
odnajduje Jej oczy, ale zawsze je rozświetla i ukazuje swoim
delikatnym promieniem skryte przede mną pragnienie, delikatne i
drżące.
Lubię, kiedy kobieta prowadzona muzyką moich dłoni zbliży się do
mnie na odległość myśli. Pierwsze spotkanie naszych ciał, jeszcze
obojętnych dla siebie, wypełnionych tylko muzyką pozwala mi docenić
chwile, gdy wypełni je pragnienie i staną się sobie tak bliskie, jak
mężczyzna i kobieta, którzy pragną tego samego...
Lubię, kiedy kobieta zaczyna unosić się na fali pożądania.
Spojrzenia stają się dłuższe, rozchylają się usta. W powietrzu poza
muzyką unosi się pragnienie, które sprawia że oddech staje się
szybszy, a odległość między nami mniejsza. Jej ciało coraz częściej
odnajduje drogę do bliskości mojego i na dłużej zostaje na jej
końcu...
Lubię, kiedy kobieta zatraca się w delikatnym ruchu bioder. W
drgającym blasku świec wykonujemy powolne ruchy, które zaczyna
wypełniać obudzone pożądanie. Zatopieni w spojrzeniu błyszczących
oczu szukamy drogi dla naszych bioder, której ubrani znaleźć nie
możemy...
Lubię, kiedy kobieta opuszcza powieki i rozchyla delikatnie usta.
Pierwszy pocałunek w wypełnionym gorącym powietrzem pokoju jest jak
ratujący życie łyk wody, która płynąc pomału i delikatnie od
spragnionych warg do środka rozpalonego ciała gasi pierwsze
pragnienie, przynosząc chwilowe ukojenie rozpalonych zmysłów, aby za
moment okazać się lawą pożądania...
Lubię, kiedy kobieta kurczy ramiona, aby mógł po nich swobodnie
spłynąć stanik, ostatni bastion obrony najintymniejszych części Jej
ciała przed moimi ustami. Ta niepowtarzalna chwila, kiedy stanie
przede mną półnaga, drżąca i delikatnie zawstydzona, aby za moment
oddać się z pasją pieszczotom, które przynoszą głodne Jej ciała
wargi...
Lubię, kiedy kobieta rozpina guziki. Tak niecierpliwa i rozpalona
pragnieniem szuka skupienia dla tej prostej czynności, a Jej
spragnione dotyku mojej skóry palce walczą, aby po chwili z triumfem
poznać każdy nowy fragment zdobytego ciała i utorować drogę do niego
ustom...
Lubię, kiedy kobieta łączy rozpalone uda, abym mógł zsunąć po nich
ostatni fragment, chroniący przed moim wygłodniałym wzrokiem
najbardziej intymną część jej kobiecości. I oto leży przede mną,
naga, skąpana w blasku świec, a ja patrzę przez chwilę nie dłuższą
niż uderzenie serca jak wstyd walczy z żarem, nakazując bronić
przede mną najdelikatniejszych miejsc. Nim minie drugie uderzenie
serca pragnienie mojego dotyku wygrywa...
Lubię, kiedy kobieta patrzy mi w oczy, gdy powoli zagłębiam się w
Nią. Z czystym pragnieniem abym był tak blisko, jak to tylko
możliwe, otwiera się na mnie i pozwala, bym szorstkość mojego
męskiego ciała zanurzył w nieskończonej delikatności kobiecego
wnętrza. Jej wzrok pełen jest pięknego pożądania i tej cudownej
niecierpliwości. Gotowa podążyć do źródeł spełnienia czeka na
rozpoczęcie naszej wspólnej podróży...
Lubię, kiedy kobieta kładzie głowę na mojej nagiej piersi. Jej
drżące ciało dotyka mojego, teraz tak obojętnie i leniwie, a
spojrzenie skierowane jest w głąb mojej duszy w poszukiwaniu
wspólnego wspomnienia. Dna naszych dusz to miejsca, gdzie ogień
nigdy nie gaśnie...
Zamknięty w ciemności upajam się muzyką. Są takie piosenki, które
zmieniły moje życie. Są takie, które są pełne wspomnień. W ten
wieczór otwieram wrota do przeszłości.
Lubię, kiedy kobieta się uśmiecha. Jest tyle powodów aby rozświetlić
Jej piękne oblicze. Nawet ja jestem jednym z nich, mały szary
człowieczek, wyniesiony do wielkości Bogów. W tym jednym uśmiechu
jest sens życia. Zawarta tajemnica istnienia... bo kobieta uśmiecha
się oczami. Rozświetla je magiczny blask. I kiedy jesteś powodem Jej
uśmiechu, ta magia otula Cię, przyciąga i unosi. Wysoko.
Lubię, kiedy kobieta mnie potrzebuje. Nieważne z jakiego powodu, nic
wtedy nie jest ważne. Tak wspaniale kobieca w swojej bezradności
potrzebuje mojego męskiego, silnego ramienia, aby zmierzyć się ze
światem. A kiedy dokonam kolejnego rycerskiego czynu wiem, że
zobaczę wdzięczność i delikatne muśnięcie spojrzeniem pełnym podziwu
spod delikatnie opuszczonych rzęs.
Lubię, kiedy kobieta spuszcza wzrok. Myśli które wtedy pojawiają się
w Jej duszy są wspaniałe. I wiem, że kiedy Jej spojrzenie powróci do
mnie, one będą w nim. Naturalny wstyd kobiety buduje piękną
intymność, a kiedy przyćmiewa go żądza, jest cudownie.
Lubię, kiedy kobieta wtula się w moją dłoń na Jej policzku. Trzymam
wtedy największy skarb na świecie. Dobroć która ufa, wierzy i
potrzebuje mojego ciepła. Dotyk Jej delikatnej skóry koi każdy ból i
otwiera mnie na uczucia, których nie mam nigdy i wiem, że dla takich
chwil warto żyć.
Lubię, kiedy kobieta kładzie głowę na mojej piersi. Drobna, krucha i
słaba istota, którą trzeba chronić przed całym światem i ze
wszystkich ludzi to ja zostałem wybrany aby walczyć z całym złem,
które na Nią czyha. Mogę gładzić Ją po włosach i sprawić, by
wsłuchana w bicie mojego serca poczuła się bezpieczna.
Lubię, kiedy kobieta poświęca czemuś uwagę. Bez względu na czynność,
która wykonuje, angażuje w to wszystkie zmysły. jak cudownie patrzeć
na Jej skupienie, obserwować marszczenie czoła i zobaczyć uśmiech
triumfu, gdy osiągnie cel. I ten śliczny zakłopotany wzrok, gdy
zauważy, że na Nią patrzę.
Lubię... nazwijcie mnie szowinistą, samcem, nazwijcie mnie jak
chcecie. Nie dbam o to drogie, wyzwolone z męskiej dominacji
kobiety, silne i samowystarczalne. Bo ja cenię Waszą samodzielność,
szanuję Wasze zdanie w każdym temacie i traktuję Was partnersko. Ale
zawsze zostanę mężczyzną i dla mnie zawsze będziecie płcią słabszą i
wymagającą opieki. I tej słabości zawsze będę poszukiwał, zawsze
będę ją lubił i wierzę, że kiedyś ją pokocham..