tusia224
05.02.08, 22:06
Od dwóch dni pracuję w firmie komputerowej, w dziale kredytów. Niby wszystko
jest ok, poza jednym - kierowniczka. Coś do mnie ma. Nie wiem co, bo w niczym
nie zawiniłam. Wczoraj była pierwsza docinka - mam nie rzucać
słuchawką...Musiałam też wyjść godzinkę wcześniej, bo miałam egzamin (o czym
poinformowałam ją zanim podpisałam umowę o pracę). Miałam wyjść o 15.
Zapytałam o 14:59 czy mogę wyjść. Na to ona - za minutę. Jeszcze minuta. Po
czym o 15:10 pozwoliła mi wyjść. Oczywiście z chamskim uśmieszkiem stwierdziła
- przyszła pani prawnik pewnie obkuta na 5 ?Dzisiaj zapytałam ją o coś, o co -
jej zdaniem - już rano pytałam. Zaczęła nawijać, że to mój klient, ja mam o
nim wiedzieć wszystko, że nie kumam faktów itp ( w bazie jest ponad 5000
odbiorców). Powiedziałam spokojnie, że jestem tu dopiero od wczoraj i mam
prawo czegoś nie wiedzieć (tym bardziej, że nie miałam żadnego szkolenia). Ona
na to - że jakiekolwiek prawa to ma tylko ona, i mam uważać z kim gadam i
jakim tonem (żadnym, bo mówiłam spokojnie). W dziale pracuje 6 dziewczyn, z
każdą próbuję się zakumplować. Zresztą ona też pierwszego dnia mówiła, że tu
wszyscy są na ty, że ma nadzieję że szybo się zaaklimatyzuję. Dzisiaj
stwierdziła jednak, że jestem tu dopiero drugi dzień a zachowuję się jakbym
pracowała nie wiadomo ile... Wczoraj nie miałam co robić więc poprosiłam ją o
dodatkowe zajęcie. Dzisiaj dowaliła mi tyle, że nie miałam nawet czasu żeby
wyjść siusiu. Potem ze śmiechem stwierdziła, że "płakałaś, że nie masz co
robić, więc już masz". Nie wiem o co jej chodzi. Nic jej nie zrobiłam. Staram
się być miła, wykonuję swoje obowiązki, wszyscy mnie chwalą oprócz niej...
Jest mi strasznie przykro z tego powodu i po dwóch dniach już naprawdę nie mam
ochoty tam wracać... :(