Gość: Pollak
IP: *.dip.t-dialin.net
05.03.04, 00:40
Oto krotki artykul co wy na to :
Wstęp bezpłatny - wyjście płatne?
W części prasy (tej prounijnej) pojawiły się ostatnio enigmatyczne informacje,
iż w niemiecko-francuskim projekcie konstytucji europejskiej przewidziano po
raz pierwszy "jasny zapis" regulujący wyjście z UE kraju, który miałby już
ewentualnie całkiem dosyć członkostwa...
Zapis ten jednak nie jest wcale taki "jasny", by wart był zachwytów. Stanowi
on, że jeśli jakiś kraj "zgłosi zamiar" wystąpienia z UE, przeprowadzone
zostaną "negocjacje" dotyczące "zasad opuszczenia UE", ale także "przyszłej
współpracy" z krajem rozstającym się z UE. Kraj taki przestaje być członkiem
UE "po zakończeniu negocjacji" albo po upływie 2 lat od zgłoszenia zamiaru
opuszczenia UE.
Pierwszy zatem sposób - "wystąpienie przyjazne" to "negocjacje", i to
dotyczące nie tylko "zasad" wyjścia z UE, ale i "przyszłej współpracy". Nie
trzeba większej przenikliwości politycznej, by zauważyć, że takie negocjacje
mogą się wlec latami, zwłaszcza że do ich zakończenia potrzebna będzie zgoda
wszystkich członków UE, czyli 25 krajów... Ba! Zgoda taka będzie potrzebna nie
tylko co do "zasad opuszczenia" UE, ale i co do "przyszłej współpracy" takiego
kraju z UE...
W praktyce zatem zapis ten oznacza, że negocjacje mogą toczyć się ad Kalendas
Graecas i nie zakończyć się nigdy; przypomina to zatem karę dożywotniego
więzienia, owszem, z możliwością apelacji o wcześniejsze zwolnienie, ale bez
żadnej gwarancji...
Gdyby mimo takich przykrych okoliczności jakiś chętny do opuszczenia UE kraj
miał wystarczająco dużo determinacji, pozostałaby mu druga furtka -
"wystąpienie nieprzyjazne", czyli "wystąpienie jednostronne z dwuletnim
wypowiedzeniem". Z takiej furtki mógłby skorzystać kraj, który na pomyślne
negocjacje liczyć by nie mógł, ale - w świetle "wariantu pierwszego" - żaden
kraj na "negocjacyjne wyjście" nie ma praktycznie żadnych szans...
To drugie wyjście nazwać można nawet "wyjściem wrogim", bo przecież jawnie
lekceważącym "negocjacyjne" wyjście pierwsze... Innymi słowy mówiąc: kraj,
który od razu zdecydowałby się na wariant drugi - opuszczenia UE (z dwuletnim
wypowiedzeniem) - narażałby się na polityczne retorsje, szantaż, szykany,
presję (z wykorzystaniem wszelkich dostępnych UE środków!), o tyle groźne, że
zastosowane przecież wobec kraju, który swym wcześniejszym akcesem do UE
zrezygnował z własnej suwerenności, a zatem na gruncie prawa międzynarodowego
jest praktycznie bezbronny!...
Tak właśnie prezentuje się możliwość "wystąpienia" z Unii Europejskiej na
gruncie niemiecko-francuskiego projektu konstytucji Unii Europejskiej: jest to
niebezpieczna pułapka, fikcja w pozorach prawa. Co więcej - w zapisie tym
kryje się usankcjonowanie użycia brutalnej siły wobec kraju, który ośmieliłby
się wystąpić z UE swą własną decyzją z "dwuletnim wypowiedzeniem", bo przecież
byłoby to "wystąpienie wrogie", pomijające "proces negocjacyjny"...
Podobno przed wojną pewien właściciel kina wywiesił szyld: "Wstęp bezpłatny",
ale w środku umieścił kasę z napisem: "Wyjście płatne". Obecnie wiele
wskazuje, że tzw. nowi członkowie UE zapłacą i za "wstęp" (składka unijna), i
za ewentualne "wyjście", o ile w ogóle jeszcze będzie ich na to stać.
Tymczasem w ramach dyskusji nad projektem konstytucji UE można zaproponować
inne rozwiązanie opuszczania UE na wypadek, gdyby "wariant negocjacyjny" nie
był realny. Drugim wariantem byłaby tylko notyfikacja wystąpienia przez kraj
opuszczający UE - z jednoczesnym wskazaniem w konstytucji UE arbitrażu, na
jaki godzą się obydwie strony, a który to arbitraż rozstrzygałby kwestie
sporne, wzajemne roszczenia. Wówczas drugi sposób opuszczania UE traciłby swój
"nieprzyjazny" charakter, eliminował wzrost napięcia międzynarodowego i
zaostrzenie wzajemnych stosunków miedzy krajem opuszczającym UE a krajami
pozostającymi w UE. Takie rozwiązanie wydaje się znacznie lepsze od tego,
jakie przyjęte zostało wstępnie w projekcie obecnym.
Marian Miszalski