Dżihad i Talibowie - TO SAMO? NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!

IP: 195.116.99.* 01.04.04, 12:32
Joseph Samaha

Dziesięć różnic między palestyńskim Hamasem i Dżihadem
a talibami i Al-Kaidą*

Jedno z pochopnych porównań, od jakich roi się po 11 września, polega na
wrzucaniu palestyńskiego Hamasu i Dżihadu Islamskiego do tego samego worka,
co talibów i organizacji Al-Kaida. Wszystkie te ugrupowania noszą etykietkę
fundamentalistyczną, która oznacza wschodzącego wroga, i wszystkie są
zamieszane w akcje zbrojne, których celem są cywile. Nie ma więc mowy o ich
odmiennym traktowaniu, a koalicja międzynarodowa w Afganistanie – wraz ze
swoimi celami, metodami i modus operandi – ma dokładnie ten sam charakter, co
w Palestynie.

Tym razem to nie diabeł tkwi w szczegółach, lecz prawda. Nieumiejętność
dostrzeżenia różnic między tymi organizacjami zaciemniałaby nam obraz 11
września. Oto wstępna lista odmienności, które dzielą Hamas i Dżihad Islamski
od talibów i Al-Kaidy.

Oba ugrupowania palestyńskie nie odwracają się plecami do kwestii narodowej.
To wcale nie szczegół, ponieważ inne organizacje „dżihadzkie” – np. w
Algierii czy w Afganistanie lub w pewnych skrajnych kołach w Egipcie –
postępują zgoła inaczej. Gdy mowa o kwestii narodowej, chodzi o ziemię,
okupację i wyzwolenie i o określenie działań i stosunków, jakie są konieczne
do osiągnięcia tego specyficznego celu. Dobrze wiadomo, że zwłaszcza w
ostatnich latach oba działające w Afganistanie ugrupowania nie przywiązują
najmniejszego znaczenia do takich kwestii. Waga tego punktu może wynikać z
tego, że wraz z wybuchem w 1987 r. pierwszej Intifady palestyńskie
odgałęzienie fundamentalizmu islamskiego przeszło radykalne przeobrażenia,
ewoluując od wezwania do islamizacji społeczeństwa jako pierwszoplanowego
zadania do uznania, że najważniejsze jest wyzwolenie Terytoriów Okupowanych.
Hamas i Dżihad nie dążą do ustanowienia na Ziemi kalifatu islamskiego ani nie
nawołują czy nie zmuszają tych, którzy nie są muzułmanami, aby nawrócili się
na ich wiarę – co nie znaczy, że sobie tego nie życzą, lecz to nie figuruje w
ich długofalowym programie. Potrafią więc żyć na takim świecie, jaki jest,
pod warunkiem, że ten zapewni ich narodowi prawa narodowe. Nie ma to
oczywiście nic wspólnego z paranoją, która ogarnęła mułłę Muhammada Omara i
Usamę ben Ladena i popchnęła ich do szalonej awantury, której przebieg, a
przede wszystkim skutek, jest dobrze znany.
Zarówno Hamas, jak i Dżihad utrzymują czy to gniewny, czy spokojny dialog z
władzami Autonomii Palestyńskiej. Gdy (z inicjatywy władz autonomii) dialog
ten wyrodnieje w przemoc, dzieje się tak nie z powodu sporu o charakterze
religijnym czy oskarżeń, że Jaser Arafat nie zaprowadza szariatu – prawa
islamskiego. Przyczyna jest zawsze polityczna – spory niezmiennie dotyczą
spraw związanych z rokowaniami z Izraelem, metod działania i możliwości
wywierania presji na Izrael bez względu na wymogi zawartych z Izraelem
porozumień. Hamas i Dżihad mogą krytykować korupcyjne strony zachowania ludzi
sprawujących w autonomii władzę, ale nie nawołują np. do wprowadzenia
gospodarki islamskiej czy wydania wojny kasynu w Jerychu ani nie czynią nic
takiego, co sugerowałoby, że ponad sprawą narodową stawiają sprawy związane z
wiarą i to, jak mają się one do życia codziennego.
W rezultacie Hamas i Dżihad Islamski nie mają żadnych skrupułów, aby zawierać
sojusze z palestyńskimi ugrupowaniami marksistowskimi, a przynajmniej
świeckimi. Miały już miejsce akcje przeprowadzane wspólnie z Ludowym Frontem
Wyzwolenia Palestyny, zaś stosunki z kierowanym przez Al-Fatah Tanzimem
rozwijają się w najlepsze. Wystarczy znać podstawowe aspekty myśli talibów,
aby zdać sobie sprawę, że zachowanie ich odpowiedników palestyńskich stanowi
w oczach talibów zupełną herezję, zaś ci, którzy się jej dopuszczają, skazani
są na ogień piekielny.
Nie jest tajemnicą, że Hamas, choć głośno o tym nie mówi, ma powiązania z
bardzo umiarkowanymi reżimami arabskimi. Słucha ich rad i wraz z nimi ocenia
rozmaite aspekty sytuacji. Z kolei Dżihad nie czyni tajemnicy ze swoich
szczególnych stosunków z szyickim Iranem. Ci, którym znane jest wyznaniowe
podłoże wzajemnej antypatii, jaką żywią do siebie Iran i talibowie, i którzy
słyszeli, co mułła Omar i Usama ben Laden myślą o szyitach, zdają sobie
sprawę, że wrzucanie ich wszystkich do jednego fundamentalistycznego worka
jest nieuprawnione.
Nawałnica, jaką wywołały ataki na Nowy Jork i Waszyngton, i podziemny nurt
arabskiej i islamskiej empatii w stosunku do tych, którzy byli w nie
zamieszani, sprawiły, że Hamas i Dżihad nie powiedziały, co tak naprawdę
myślą o talibach i Al-Kaidzie. Ci, którzy są wtajemniczeni w niektóre ich
myśli, mogą być pewni, że przywódcy Hamasu i Dżihadu patrzą na mułłę Omara i
na Ben Ladena z pogardą. Uważają, że pod względem intelektualnym są nic nie
warci i że nie nawiązują do żadnej starej tradycji, a oderwanie od realiów
doprowadziło ich obu do wyobcowanego zachowania, które na końcowym etapie
maskowali twierdząc, że działają w imieniu Palestyny.
Hamas i Dżihad wyrażają prawdziwe nastroje ludowe. Palestyńczycy zawsze byli
rozdarci między względnie pragmatycznym nurtem nacjonalistycznym,
reprezentowanym przez Al-Fatah (i na pewnym etapie przez Demokratyczny Front
Wyzwolenia Palestyny), a nurtem odmowy, który nie mógł sankcjonować doraźnej
rezygnacji z historycznych praw swojego narodu do całej Palestyny. Symbolem
tego nurtu był kiedyś Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, po którym status ten
odziedziczył palestyński fundamentalizm islamski, co w świecie arabskim było
jednym z przejawów szerszego procesu przejmowania dziedzictwa ideowego lewicy
arabskiej przez islamskie ruchy fundamentalistyczne. Dziedzictwo to
obejmowało jednak również gotowość do porozumienia nawet z samym Izraelem, do
rozróżnienia w łonie Al-Fatah między Arafatem a niektórymi ludźmi z jego
otoczenia i zadzierzgnięcia więzów z kołami nie afiliowanymi ideologicznie do
islamu politycznego.
Hamas i Dżihad nie stawiają kwestii władzy w obrębie Terytoriów Okupowanych,
tzn. godzą się z istniejącym przywództwem, odmawiają kontestowania go i
domagają się, aby traktowało ich tak, jak państwo libańskie traktuje
Hezbollah – aby ich sponsorowało i dzieliło się z nimi rolami.
Hamas i Dżihad dbają o to, aby unikać jakichkolwiek walk między samymi
Palestyńczykami – nawet wtedy, gdy to władze autonomii robią pierwszy krok i
ich nękają. Można powiedzieć, że Arafat i szerokie kręgi Al-Fatah żywią
podobne uczucia. W ostatnich dniach okazało się, że palestyńscy przywódcy
islamistyczni wiedzą, kiedy należy się cofnąć, rozumieją, jakim naciskom
podlegają władze autonomii i podzielają ich rozgoryczenie spowodowane
słabością stanowiska świata arabskiego. Na tym polu lata świetlne dzielą ich
zachowanie od zachowania Al-Kaidy i talibów.
Z tych i innych powodów Hamas mógł w pewnej chwili ogłosić, że wstrzymuje
operacje męczeńskie, a Dżihad mógł pójść w jego ślady, choć nie ogłosił tego
formalnie. Świadczy to o poczuciu realizmu, którego zabrakło braciom
afgańskim – im przecież wydawało się przez chwilę, że są na etapie ofensywy
generalnej przeciwko „Krzyżowcom i Żydom”. Nawiasem mówiąc, zarówno Hamas,
jak i Dżihad troszczą się o stosunki z chrześcijanami palestyńskimi i
arabskimi i nie podzielają postawy talibów i Al-Kaidy wobec tego składnika
ich własnego społeczeństwa, który toczy razem z nimi tę samą walkę.
Do tego, co powiedziano wyżej, można dodać uwagę, że okoliczności
historyczne, w jakich działają Hamas i Dżihad, są odmienne od tych, w których
działają talibowie i Al-Kaida. Hamas i Dżihad stawiają opór okupacji i jeśli
w swoich działaniach posuwają się za daleko, w niczym nie uzasadnia to
błędnych i nieprzemyślanych porównań.

Pełna wersja